Ludzie Gór

Tu możesz porozmawiać ogólnie o turystyce górskiej, nie związanej z żadnym z pasm, znajdziesz informacje ważne dla rozpoczynających przygodę z górami, porady innych użytkowników, porozmawiasz o problemach, z którymi borykają się miłośnicy gór, zagrożeniach związanych z górską turystyką.

Moderatorzy: adamek, HalinkaŚ, Moderatorzy

Anonymous

Post autor: Anonymous » 01 czerwca 2008, 23:13

jck pisze:Po schodach- wbiegam
z plecakiem? (daje po stawach) czy bez?
Awatar użytkownika
jck
Turysta
Turysta
Posty: 3082
Rejestracja: 14 listopada 2007, 22:57
Kontakt:

Post autor: jck » 01 czerwca 2008, 23:19

Czasem z plecakiem, czasem bez. Teraz częśćiej bez ze względu na stawy /poza tym moje prawe kolano to wrak/.
Życie nie zaczyna się powyżej 5000 mnpm. Powyżej 6000 mnpm tym bardziej...
Awatar użytkownika
Dariusz Meiser
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1920
Rejestracja: 16 stycznia 2008, 10:40
Kontakt:

Post autor: Dariusz Meiser » 02 czerwca 2008, 8:12

To jest bardzo dobra metoda - sam też tak chodzę po górach:
małe kroczki, stałe tempo.
I uczę tego mojego Wojtka :)

A nie myślałeś o kijkach ?
Poważnie odciążają kolana ?
Tolerancja dla niejednoznaczności.
Awatar użytkownika
jck
Turysta
Turysta
Posty: 3082
Rejestracja: 14 listopada 2007, 22:57
Kontakt:

Post autor: jck » 02 czerwca 2008, 9:36

Dariusz Meiser pisze:To jest bardzo dobra metoda - sam też tak chodzę po górach:
małe kroczki, stałe tempo.
I uczę tego mojego Wojtka
Radek chodzi zupełnie na odwrót- długie kroki, kompletnie pod tym względem do siebie nie pasujemy.
Dariusz Meiser pisze:A nie myślałeś o kijkach ?
W góry biorę, ale do biegania to niebardzo :)
Życie nie zaczyna się powyżej 5000 mnpm. Powyżej 6000 mnpm tym bardziej...
Awatar użytkownika
Dariusz Meiser
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1920
Rejestracja: 16 stycznia 2008, 10:40
Kontakt:

Post autor: Dariusz Meiser » 02 czerwca 2008, 9:47

jck pisze:
Dariusz Meiser pisze:To jest bardzo dobra metoda - sam też tak chodzę po górach:
małe kroczki, stałe tempo.
I uczę tego mojego Wojtka
Radek chodzi zupełnie na odwrót- długie kroki, kompletnie pod tym względem do siebie nie pasujemy.
Dariusz Meiser pisze:A nie myślałeś o kijkach ?
W góry biorę, ale do biegania to niebardzo :)
No o góry mi chodziło :)
Ale raz bym w lufę poleciał, wbiłem kijek ostrzem w taki firn jakby i jak zrobiłem krok, to mi się kijek złożył :lol:
Wyciąłem hołubca, ale ustałem ...
Wprawdzie jakies trzy-cztery metry było, ale kamienie i zmrożony śnieg - poobijałbym się nieźle.

Teraz sprawdzam po kilka razy ...
Tolerancja dla niejednoznaczności.
Awatar użytkownika
jck
Turysta
Turysta
Posty: 3082
Rejestracja: 14 listopada 2007, 22:57
Kontakt:

Post autor: jck » 02 czerwca 2008, 10:18

Tak, kijki są ważne, choć przyznaję, że jak nie mam 20 kilo na plecach to niebardzo lubię z nimi chodzić.
Przypadki z kijkami- tego jest na pęczki, faktycznie trzeba uważać.
Życie nie zaczyna się powyżej 5000 mnpm. Powyżej 6000 mnpm tym bardziej...
Awatar użytkownika
Dariusz Meiser
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1920
Rejestracja: 16 stycznia 2008, 10:40
Kontakt:

Post autor: Dariusz Meiser » 02 czerwca 2008, 10:25

jck pisze:Tak, kijki są ważne, choć przyznaję, że jak nie mam 20 kilo na plecach to niebardzo lubię z nimi chodzić.
Przypadki z kijkami- tego jest na pęczki, faktycznie trzeba uważać.
Ja chodzę chętnie - moje kolana bardzo polubiły kijaszki :)
Ale jak mam zdjęcia robić, to mnie cholera bierze ...
Kilka razy musiałem po nie schodzić, jak mi się zsunęły.
Raz do potoku nawet wleciał :)

A co do przypadków z kijkami to pomyślałem sobie o Osmanie - tam, gdzie polegał na swoich możliwościach - przetrwał i nic mu nie było.
Jak złożyl swe życie w opiekę "sprzętu" - zginął :)

Może to nie do końca dobra analogia, ale jak dla mnie - coś w tym jest ...
Tolerancja dla niejednoznaczności.
Awatar użytkownika
jck
Turysta
Turysta
Posty: 3082
Rejestracja: 14 listopada 2007, 22:57
Kontakt:

Post autor: jck » 02 czerwca 2008, 11:18

Dariusz Meiser pisze:A co do przypadków z kijkami to pomyślałem sobie o Osmanie - tam, gdzie polegał na swoich możliwościach - przetrwał i nic mu nie było.
Jak złożyl swe życie w opiekę "sprzętu" - zginął
To było kuszenie losu, było wiadome, żę gdzieś jest granica i kiedyś to w końcu puści. Szkoda, że przekonał się o tym na własnej skórze.
Lepszym przykładem będzie Todd Skinner- inne bożyszcze wspinania, obok Osmana i Kauka gwiazda Masters of Stone. Wspinał się wiele free-solo, zginał podczas prusowania- urwała się uprząż.
Życie nie zaczyna się powyżej 5000 mnpm. Powyżej 6000 mnpm tym bardziej...
Awatar użytkownika
Dariusz Meiser
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1920
Rejestracja: 16 stycznia 2008, 10:40
Kontakt:

Post autor: Dariusz Meiser » 02 czerwca 2008, 11:40

jck pisze:
Dariusz Meiser pisze:A co do przypadków z kijkami to pomyślałem sobie o Osmanie - tam, gdzie polegał na swoich możliwościach - przetrwał i nic mu nie było.
Jak złożyl swe życie w opiekę "sprzętu" - zginął
To było kuszenie losu, było wiadome, żę gdzieś jest granica i kiedyś to w końcu puści. Szkoda, że przekonał się o tym na własnej skórze.
Lepszym przykładem będzie Todd Skinner- inne bożyszcze wspinania, obok Osmana i Kauka gwiazda Masters of Stone. Wspinał się wiele free-solo, zginał podczas prusowania- urwała się uprząż.
To ten, co mu się w Yosemitach urwała uprzęż Petzla ?
Tolerancja dla niejednoznaczności.
aknoimak

Post autor: aknoimak » 20 sierpnia 2008, 10:35

Ja nigdy nie trenowałem na schodach i nie mierzyłem czasu ale około 7 lat temu postanowiłem że wejdę na 15 piętro szybciej niż wyjedzie wtedy moja narzeczona. No wiecie takie trochę szczeniackie popisywanie się. Dobrze że Gosia jechała tą troszkę wolniejszą windą. W każdym razie dotarliśmy równo. Na początku miałem przewagę do gdzieś 11 piętra a potem to już słabłem. Jak dobiegłem to najbardziej płuca czułem jak bym je całkiem wypluł :hura:
Awatar użytkownika
jck
Turysta
Turysta
Posty: 3082
Rejestracja: 14 listopada 2007, 22:57
Kontakt:

Post autor: jck » 20 sierpnia 2008, 10:41

Przyjdzie zima, to będzie trzeba się przeprosić ze schodami. Na razie jednak wybieram las.
Życie nie zaczyna się powyżej 5000 mnpm. Powyżej 6000 mnpm tym bardziej...
aknoimak

Post autor: aknoimak » 20 sierpnia 2008, 10:51

Małe kroczki - ten sposób chodzenia znacznie odciąża kolana tak mi się wydaje. Sam ten sposób zacząłem stosować co by oszczędzać stawy. Tak w ogóle ciekawy jestem czy są jakieś techniki chodzenia po górach. Zarówno wchodzenia jak i schodzenia?
Awatar użytkownika
jck
Turysta
Turysta
Posty: 3082
Rejestracja: 14 listopada 2007, 22:57
Kontakt:

Post autor: jck » 20 sierpnia 2008, 10:54

W samym stawianiu kroków: jedni wolą większe inni drepczą malutkimi.
W ogólnym tempie wchodzenia: 'żabie skoki'- szybko i przerwa, albo wolniej ale stale.
Summa summarum: co kto woli. Ten dylemat poruszał już John Hunt w swojej książce 'Zdobycie Mount Everestu'- sądzę zatem, że nie znajdziemy ogólnie dobrego rozwiązania.
Życie nie zaczyna się powyżej 5000 mnpm. Powyżej 6000 mnpm tym bardziej...
aknoimak

Post autor: aknoimak » 20 sierpnia 2008, 11:05

To ja wolę wolniej a stale. Postaram się poszperać w bibliotece i poczytać coś o tym. W każdym razie znalazłem kiedyś na necie taki tekst:

"Zasady taternictwa
W tym numerze GGI zamieszczamy kolejne fragmenty "Zasad taternictwa" Zygmunta Klemensiewicza. Jest to epokowe dzieło w polskiej literaturze górskiej - pierwszy polski podręcznik taternictwa. Został wydany we Lwowie, w 1913 r. Niewielkiego formatu książka, z sylwetką Ostrego Szczytu na okładce, zawiera dwanaście rozdziałów, obejmujących wszystkie aspekty taternictwa - od definicji samego pojęcia i krótkiego wykładu historii, przez wszystkie praktyczne aspekty wycieczek tatrzańskich, po rozważania dotyczące kultury i etyki taternictwa.
Tym razem wybraliśmy dla was fragmenty dotyczace warunków jakie powinny spełniać osoby chodzące po Tatrach.
PRZYRODZONE WARUNKI I ROZWÓJ TATERNIKA.
Dobre zdrowie jest koniecznym warunkiem normalnego uprawiania taternictwa. Szczególnie zaś potrzeba tu silnego serca i płuc. Ludzie chorzy na serce, płuca, anemię w wysokim stopniu, dalej na podagrę i nerki nie powinni chodzić. Również przewlekłe cierpienia żołądka utrudniają taternictwo w wysokim stopniu. Obok zdrowia potrzeba oczywiście pewnego zasobu sił mięśni, zwłaszcza ramion, gdyż inne same się przy chodzeniu wyrabiają. Większą jednakże rolę niż siła gra przyrodzona i nabyta zręczność, która sprawia, że daną przeszkodę pokonywamy z jak najmniejszym wysiłkiem, ekonomicznie. Najpotrzebniejszą zaś ze wszystkiego jest ta własność organizmu, którą niemiec określa słowem "Zahigkeit", a którą po polsku można by najlepiej nazwać łykowatością. Mieści w sobie ten szacowny przymiot wytrzymałość na zmęczenie, trudy i niewygody, odporność na zimno i gorąco, głód i pragnienie.(...)

Wyprawy górskie wymagają często znacznego wysiłku fizycznego i psychicznego. Aby go przez czas dłuższy, bez szkody dla zdrowia, módz znosić, trzeba przestrzegać zasad hygieny turystycznej, która uczy jak sprawność naszych organów w najlepszym stanie zachować (Niniejsze opracowanie tego przedmiotu posiłkuje się w znacznej mierze znakomitym artykułem Dra K. Panka "Hygiena a taternictwo" w tomie I. J. Chmielowskiego: Przewodnika po Tatrach. Lwów 1907). Nie trzeba również zapominać, że świeżość sił i umysłu podczas wycieczki, jest koniecznym warunkiem pełnego i nie przytępionego przeżywania wrażeń, dla których się taternictwu oddajemy. Nie zaszkodzi więc nieco pedanteryi w tym kierunku.
Oszczędzać trzeba przedewszystkiem serca i płuc, starając się racyonalnie chodzić. Pod górę idzie się powo1i - zwłaszcza na początku wycieczki tak powoli, jakby się wogóle nie miało wytkniętego celu, tem wolniej im większe nachylenie drogi. Tem bardziej jeśli się ma ciężki worek lub w upał. Pokonywanie 300 do 400 metrów wzniesienia na godzinę, należy uważać za rezultat normalny, którego niema potrzeby pobijać. Oczywiście mowa tu o wchodzeniu ścieżką, lub po łatwych skałach, niewymagających użycia rąk ; dla wspinania się normy wogóle ustanowić nie można. Powinno się iść tak powoli, aby można było swobodnie rozmawiać. z tej możności jednak niech taternik, broń Boże, nie robi użytku. Mówienie, śpiewanie i palenie, przy wchodzeniu pod górę, jest szkodliwe, gdyż zmusza do nierównego i szybkiego oddechu. Należy przeciwnie oddychać miarowo, powoli i możliwie głęboko. Kto takiego oddechu nie posiada, niech go sobie ćwiczy na codziennych przechadzkach i uważa z początku na zachowanie go na wycieczkach. Później dokonuje się to automatycznie. Idąc do góry robi się kroki małe, stawiając całą stopę na upatrzonem z góry, możliwie poziomem i pewnem miejscu. Ciało kołysze się lekko, nogi swobodne w kolanach, lekko ugięte. Jeśli się czekana nie używa jako podpory (w czem należy okazywać umiarkowanie), to dobrze nosić go pod pachą, na dół i ku przodowi drzewcem, aby nie wybijał oczu następcom. Co kilka minut można na chwilkę przystanąć i zaczerpnąć głęboko powietrza. w odstępach półgodzinnych mniej więcej, zależnie od rodzaju drogi, wtrąca się kilkuminutowe odpoczynki, podczas których można podeprzeć worek o ścianę, ale nie siadać. Natomiast na dłuższych spoczynkach dobrze się ulokować w pozycyi półleżącej z wyprostowanemi nogami.
Krótkie miejsca równe przemierza się dla zaoszczędzenia czasu szybkim, długim, krokiem. Na dół można schodzić tak szybko, jak na to warunki miejscowe pozwalają. Kolana trzyma się silnie ugięte, stawiając w miejscach bezpiecznych kroki długie a mocne. Szybkość przy wchodzeniu zależy od siły serca i płuc i zawsze je natęża, przy schodzeniu wyłącznie od wprawy i wyrobienia nóg i nie powoduje szkodliwych następstw. Dlatego kiepski turysta idzie szybko do góry a powoli na dół, odwrotnie wprost doświadczony taternik.
Tempo wycieczki miarkować się musi względem na najpowolniejszego z uczestników i nawet w łatwych miejscach nie wolno nikogo zostawiać. Można natomiast zażądać od towarzysza, który się okaże zbyt nieudolnym, aby powrócił łatwą drogą (gościńcem, koleją) do domu, lub zaczekał w schronisku na powrót wycieczki. Porządek pochodu na łatwych ścieżkach jest obojętny. w miejscach łatwych, ale bez ścieżki, lub w nocy, idzie prowadzący wycieczkę naprzód. Porządek pochodu przy wspinaniu się omówiony będzie w następnym rozdziale.
Wielką wagę przykładać trzeba do odpowiedniego, dostatecznie ciepłego, odzienia. Przemoczenie odzieży, na co się tak często jest narażonym w Tatrach, nie wywołuje uczucia ziębnięcia, jak długo się jest w ruchu. Za to po przyjściu na miejsce noclegu, trzeba koniecznie zmienić bieliznę na suchą a ubranie powiesić do wysuszenia, okrywając się tymczasem płaszczem, lub lepiej kładąc do łóżka. Powróciwszy wieczorem do schroniska, powinno się zawsze zmienić koszulę i skarpetki, choć się nawet nie przemokło. Buty gwoździaste zastępuje się możliwie szybko pantoflami lub trzewiczkami, częścią dla ulżenia stopom a także dla tego, by stukaniem ciężkich podeszew nie przeszkadzać we śnie sąsiadom. z tych samych powodów, wdziewać buty trzeba nie zaraz po wstaniu, ale dopiero tuż przed wyruszeniem w drogę.
Nic tak nie osłabia i nie zniechęca na wycieczce, jak zepsuty żołądek, nie jest więc filisterstwem - jak niektórzy mniemają - troska o dobór pożywienia. O prowiantach, które się w drogę zabiera, była już mowa wyżej. Najłatwiej struć się starą konserwą, lub nieświeżą potrawą mięsną w schronisku. Są i tacy, którym wystarcza szklanka mleka, wypita na hali. Jeść powinno się co najmniej cztery razy dziennie: pierwsze śniadanie, przed wyruszeniem w drogę - między 5 a 6-tą, mniej więcej w trzy godziny potem mały posiłek, obiad w połowie dnia, ewentualnie podwieczorek i kolacyę nie później jak o 7-mej, by nie iść spać z pełnym żołądkiem. Można wtedy posilić się wieczorem obficiej, gdyż w drodze nie należy jeść zbyt wiele naraz, z uwagi na to, że podczas wytężającej pracy fizycznej - mniejsza jest sprawność trawienia. Idąc pod górę - nie pić dużo, gdyż osłabia to narządy trawienia i serce. Najlepiej po wypiciu rano 1/4 do 1/2 litra mleka, kawy lub kakao, nie pić nic aż do południa. Jeśli się z początku przezwycięży pragnienie, nie odczuwa go się potem zupełnie, a także pocenie się jest zmniejszone. Przeciwnie, skoro się zaraz po wyruszeniu zacznie pić, pragnienie zamiast się zmniejszyć, wzrasta tylko; jest się zmuszonym pić co chwilę, a to wywołuje nadmierne poty i osłabienie. Podczas schodzenia picie umiarkowane nie jest szkodliwe, a nawet - jak twierdzą niektórzy - zdrowe. Unikać należy jedzenia śniegu i picia zbyt zimnej, czystej wody. Ubytek soli mineralnych z organizmu, jaki następuje skutkiem zwiększonego wydzielania potu przy całodziennej pracy, dobrze jest wynagrodzić, używając wieczorem zamiast piwa - wody mineralnej, co również wspomaga trawienie. w przypadku zepsucia sobie żołądka zastosować najlepiej dyetę (ciepłe, lekkostrawne pokarmy), a dopiero w ostatecznym razie środki zawarte w apteczkach. Podczas ostrej biegunki trzeba się z konieczności wstrzymać od chodzenia.
Wycieczki, zwłaszcza trudne i niebezpieczne wyprawy, wyczerpują również i system nerwowy, co u osób bardziej pobudliwych objawia się brakiem apetytu, bezsennością (jest to także objaw działania zmniejszonego ciśnienia), czasem napadami zawrotu głowy. Aby dać wypocząć nerwom, należy używac jak najwięcej snu."
aknoimak

Post autor: aknoimak » 20 sierpnia 2008, 11:18

Nie wiem czy to jest aktualne ale schodzenie na ciągle ugiętych nogach niesamowicie obciąża mi kolana zwłaszcza jak niosę córkę i plecak.
Odpowiedz