Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Tu przedstawiamy nasze relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1988
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Post autor: Robert J » 12 września 2017, 23:40

Sutomore, Sveti Stefan, Budva przejeżdżałem tamtędy 05.08. Rowerem fajnie przeciskało się w korkach na głównej drodze :)
Policjanci kierujący ruchem powodowali tylko większe zamieszanie na drogach.
Awatar użytkownika
Pudelek
Turysta
Turysta
Posty: 2603
Rejestracja: 23 czerwca 2008, 17:43
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Post autor: Pudelek » 13 września 2017, 11:57

W Sutomore trzech gliniarzy robiło taki bałagan, że głowa bolała ;)

Jak 5-go to minęliśmy o niecały tydzień :P
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś"
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1988
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Post autor: Robert J » 13 września 2017, 14:38

W Sutomore dłuższą chwilę przyglądałem się policjantom regulującym ruch na drodze przez okno restauracji. Nie za dobrze im to wychodziło bo wyglądało na jeszcze większy zator. Ja na szczęście boczkiem jakoś się przecisnąłem.
Awatar użytkownika
Pudelek
Turysta
Turysta
Posty: 2603
Rejestracja: 23 czerwca 2008, 17:43
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Post autor: Pudelek » 13 września 2017, 21:19

Rumunia, potem Bułgaria, jeszcze potem Czarnogóra... Panie, jakiego pan kraju nie zwiedził w tym roku, zostawiłbyś coś na za rok :P
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś"
Awatar użytkownika
Pudelek
Turysta
Turysta
Posty: 2603
Rejestracja: 23 czerwca 2008, 17:43
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Post autor: Pudelek » 18 września 2017, 13:13

Cetynia (Cetinje) była stolicą lub najważniejszym miastem Czarnogóry przez kilka stuleci. Początkowo państwa biskupów-władyków, od 1852 roku księstwa, a od 1910 królestwa. Po Wielkiej Wojnie Czarnogóra znalazła się w Jugosławii, ale stołeczną pozycję straciła dopiero w 1946 roku, kiedy to otrzymała ją Podgorica, przemianowana na Titograd. Mimo tego nadal pełni ważną rolę kulturowo-religijną oraz nosi tytuł Starej Królewskiej Stolicy.

Zatrzymujemy się na prowizorycznym parkingu w centrum, w miejscu gdzie jakiś czas temu musiał stać budynek, o czym świadczą resztki fundamentów oraz niedokładnie zakryte dziury po piwnicach. Mało to reprezentatywne, a przecież kilkaset metrów dalej znajduje się letnia rezydencja prezydenta Czarnogóry - Błękitny Pałac.
Obrazek

Pałac wybudowano w 1895 roku dla następcy tronu, księcia Daniela. Stał się on później wzorem dla innych obiektów użytkowanych przez dynastię panującą. Wygląda dość skromnie oraz... łatwo dostępnie. Żadnych postawnych ochroniarzy, żadnych barierek, jedynie facet w historycznym mundurze stoi sobie w drzwiach i zerka, nawet nie na mnie.

W okresie stołecznym Cetynia liczyła ledwie kilka tysięcy mieszkańców i wszystkie najważniejsze budynki były zlokalizowane niedaleko siebie. Od siedziby kronprinca do głównego placu jest kawałeczek.
Obrazek

Znajdują się tutaj dwa pałace. Starszy to Biljarda (Bilardówka). Z zewnątrz przypomina trochę średniowieczny zamek z murem i basztami.
Obrazek

Stanął tu w 1838 roku, wybudowany na polecenie Piotra II, ówczesnego władyki Czarnogóry. Po kilkudziesięciu latach został powiększony, z kolei elementy obronne (baszty i mury) wyburzano. Odtworzono je w czasach socjalistycznych, kiedy otwarto w środku muzeum, do którego za chwilę wejdziemy.

Dokładnie naprzeciwko czerwieni się dwór króla Mikołaja. Pierwotnie był to prosty, dwupiętrowy budynek, którego budowę rozpoczęto w 1863 roku. Później dodano mu skrzydła, a dzisiejszy wygląd uzyskał w 1910 roku, kiedy to książę Mikołaj obwołał się królem (jedynym w historii, jak się okazało). Próżno szukać tu przepychu znanego z wielu królewskich rezydencji, właściwie jedyną ozdobą jest herb państwowy nad balkonem.
Obrazek

My wybraliśmy do zwiedzania Biljardę. W środku, oczywiście, nie można robić zdjęć, takie cenne zbiory posiada! Na przykład stół do bilarda, od którego pałac wziął nazwę: biskup sprowadził go z Wiednia i było to pierwsze takie urządzenie w kraju.
Obrazek

Czarnogóra w tamtym okresie była bardzo specyficznym tworem - rządził prawosławny metropolita, który jednocześnie posiadał absolutną władzę świecką. Ustrój teokratyczny na wzór Watykanu. Przez ponad dwa wieki funkcję tę sprawowali przedstawiciele dynastii Petroviczów-Niegoszów. Aż do XIX wieku trudno zresztą mówić o państwowości - był to zlepek różnych klanów, połączonych postacią prawosławnego przywódcy oraz ciągłymi zatargami z Turcją, które przyczyniły się do ewolucji z pozycji wasala to pełnej niezależności.

Piotr II, którego portret wisi na ścianie, zreformował kraj: wprowadził zalążki administracji oraz podatki, namiastkę parlamentu (realną władzę zachował do siebie), rozwijał szkolnictwo, założył pierwszą drukarnię oraz zniósł cenzurę. Śmiało można napisać, że to on stworzył przodka współczesnej Czarnogóry. Jak można się domyślić, jego działania nie spodobały się przywódcom plemion, którzy woleli stary burdel. Jednocześnie biskup był zwolennikiem ścisłych związków z Serbią, a nawet włączenia swego państwa w granice Wielkiej Serbii, co było wówczas niemożliwe, gdyż tam nadal rządzili Turcy.

Oprócz talentów politycznych Piotr posiadał również inne: był utalentowanym poetą.
Obrazek

Na fotelu schowanym za szkłem niesiono umierającego władcę przez góry, aby mógł odejść z tego świata w Cetyni. Wykończyła go gruźlica. W 2013 roku ogłoszono go świętym, ale ta decyzja nie została jeszcze zatwierdzona przez Serbski Kościół Prawosławny.

Jego brat rok po śmierci Piotra zrzucił szaty biskupie i proklamował się świeckim księciem.

Samo muzeum, dla osób mało zainteresowanych historią Czarnogóry, może być dość nudne. W dolnej kondygnacji trafiliśmy jeszcze na czasową wystawę dotyczącą czarnogórskiego piśmiennictwa. Najciekawsze znajduje się w osobnym pomieszczeniu, na dziedzińcu pałacu...
Obrazek

Plastyczna mapa Czarnogóry powstała w latach 1916-1917 na polecenie okupacyjnych władz austro-węgierskich. Wykonana w skali 1:10 000, czyli centymetr odpowiada... 100 metrom! Coś niesamowitego!
Obrazek

Góry i doliny, rzeki, jeziora, brzeg morza. Drogi oraz osady. Wszystko odtworzone z niesamowitą precyzją, jakbyśmy obserwowali to z lotu ptaka!
Obrazek

Najłatwiej rozpoznać tereny nad Adriatykiem. Jest więc Budva i mały zabudowany cypel - Sveti Stefan.
Obrazek

Zatoka Kotorska (doskonale widoczna zygzakowata droga z gór Lovćen).
Obrazek

Sutomore i Bar, a na północy jezioro Szkoderskie.
Obrazek

To prawdopodobnie chorwacki Cavtat.
Obrazek

Jedyny większy płaski kawałek kraju: nizina Zeta na której leży Podgorica. Jest jezioro Szkoderskie jak i niewielkie Gornje Malo Blato.
Obrazek

Trzeba pamiętać, że w tym czasie terytorium Czarnogóry różniło się od obecnego: wybrzeże było krótkie, jedynie od Baru do Ulcinja, reszta należała do Cesarstwa Austrii. Sutomore (pod wenecką nazwą Spizza) było najbardziej wysuniętą na południe miejscowością Austro-Węgier; z Cieszyna czy Lwowa dojechalibyśmy tam nie przekraczając żadnej granicy :D. Z kolei na wschodzie czarnogórska była część dzisiejszego Kosowa z miastami Peć i Dečani.

Patrzymy tutaj zatem na okupowane Królestwo Czarnogóry wraz z okolicami, bo przedstawiono np. albańską Szkodrę. W ogóle ta mapa to świetna rzecz do nauki geografii tego fragmentu Bałkanów :D!
Obrazek

Po wyjściu z pałacu warto pokręcić się po atrakcjach dostępnych za darmo. Jak już pisałem - w Cetyni niemal wszystko jest o przysłowiowy rzut moherem. Za czerwonym dworem stoi skromna cerkiew na Ćipurze (crkva na Ćipuru). W przeszłości była to kaplica pałacowa.
Obrazek

Pani z obsługi pędzi spod drzew widząc wchodzących turystów. W środku świeci się złoty, typowy dla XIX wieku ikonostas.
Obrazek

W cerkwi pochowano trzy osoby: średniowiecznego władcę Zety Ivana oraz parę królewską: Mikołaja i Milenę. Król Czarnogóry miał cholernego pecha: był jednym monarchą z obozu zwycięzców, który po I wojnie światowej stracił tron, a kraj niepodległość!
Obrazek

Nierozważnie wypowiedział Austro-Węgrom wojnę, po tym jak zaatakowały Serbię, z którą był związany politycznie i rodzinnie. W krótkim czasie w 1916 roku wojska austro-węgierskie zajęły całą Czarnogórę, a król udał się na wygnanie. Już z niego nie wrócił: pod koniec Wielkiej Wojny parlament dogadał się z serbskim królem (prywatnie zięciem Mikołaja) i postanowił o inkorporacji do Królestwa Serbii. I jak tu nie wierzyć tym, co mówią, iż parlamentaryzm jest zły?? :P

Faktem jest, że większość Czarnogórców uważała się po prostu za Serbów, ale część nie pogodziła się z utratą własnego państwa i wywołała powstanie, walki ciągnęły się jeszcze 11 lat. Niczego to nie zmieniło, a król zmarł we włoskim San Remo. Szczątki sprowadzono do kraju dopiero w 1989 roku.

Obok cerkwi odkrywka archeologiczna - pozostałości po monastyrze obronnym Crnojevića z XV wieku, zburzonym przez Osmanów.
Obrazek

Jego kontynuacją jest monastyr Narodzenia Matki Bożej, założony w 1701 roku pod tym samym wezwaniem co poprzedni i w nieodległej lokalizacji. Przeniesiono do niego część ocalałego wyposażenia ze starego kompleksu oraz tablice fundacyjne.
Obrazek

Do XIX wieku monastyr był siedzibą władyków (a więc głowy państwa), do dziś rezyduje w nim metropolita Czarnogóry. Prawosławni należą w większości do Serbskiego Kościoła Prawosławnego, choć działa też niewielki, niekanoniczny Czarnogórski Kościół Prawosławny.

Klasztor narażony na napady posiada solidne mury, co i tak nie uchroniło przed kilkukrotnym złupieniem i zniszczeniem.
Obrazek

Na dziedzińcu facet prosi, aby kobiety zasłaniały chustami głowy - kto nie posiada swojej (chusty, nie głowy), może wypożyczyć takową na miejscu. Odkryte ramiona są dozwolone. Większość osób nie ma z tym problemu, poza wycieczką z Rumunii oraz turystami z Polski. Postawa pań z kraju Drakuli mnie zdziwiła: przecież u nich także wiele przedstawicielek płci żeńskiej zakłada w świątyniach coś na głowę, więc po co te oburzenie? :o No cóż, zasada była prosta: nie założą, nie wejdą.
Obrazek

Tu, podobnie jak w muzeum, zakaz używania aparatu. Po prawdzie, to żadnych wielkich skarbów tam nie ma: monasterska cerkiew jest niedużych rozmiarów i pochodzi z 19. stulecia. We wnętrzu chowano władców, m.in. pierwszego świeckiego księcia Daniła.
Obrazek

Ładny jest ikonostas wykonany przez artystów z Grecji.
Obrazek

Po sąsiedzku rozciąga się wypłowiały park z rzeźbą upamiętniającą władykę-biskupa Piotra II.
Obrazek

Jasnobrązowy duży gmach to Vladin Dom (Dom Rządowy). Wybudowany w 1910 roku jako siedziba parlamentu oraz władz centralnych. Mimo, iż posiada tylko jedno piętro, był to wówczas największy budynek Czarnogóry. Obecnie działa w nim Muzeum Narodowe.
Obrazek

Podobnie jak w pobliżu siedziby prezydenta również tu okolica bywa mało godna tak ważnych obiektów.
Obrazek
Obrazek

W budynku dawnego banku państwowego działa ministerstwo kultury, a przejściowo pracował tu prezydent. Przy drzwiach stoją potężne posągi w narodowych strojach.
Obrazek

Na kolumnach ślady po kulach, hmm... :|


Na jednym z głównych skrzyżowań umieszczono w 1939 roku pomnik kobiety z mieczem i wieńcem laurowym. Poświęcony jest emigrantom ze Stanów i Kanady, którzy po wybuchu Wielkiej Wojny postanowili wrócić do Ojczyzny, aby walczyć z wrogiem. Ich statek zatonął niedaleko brzegów Albanii i większość utonęła.
Obrazek

Pomnik komponuje się z kolejną małą świątynią - cerkwią Wołoską (Vlaška crkva). Jak wskazuje nazwa - wybudowali ją Wołosi; oryginalną w XV wieku, obecna jest z 1864.
Obrazek

Po wejściu do środka zamarłem: wita nas serdecznie starszy mężczyzna o bardzo zdeformowanej twarzy, na której prawie nie było widać oczu. W półmroku wyglądał przerażająco. Z zapałem opowiadał o cerkwi, z czego oczywiście sporo nie rozumiałem, ale chyba mu to nie przeszkadzało. Musiał czuć wielki szacunek do dawnych monarchów, jak i do koronowanych władców w ogóle, ponieważ bardzo uczuciowo opisywał każdą pocztówkę i obraz przedstawiającą czarnogórską rodzinę królewską i inne rody panujące. Kupiłem kilka na pamiątkę w ramach drobnej ofiary, ale z tego wszystkiego zapomniałem zrobić jakieś zdjęcia.

Obok kościoła cmentarz ze starymi nagrobkami.
Obrazek

Jeden z większych budynków stolicy to siedziba władz miasta i gminy. Nie wiem, niestety, kiedy go wybudowano...
Obrazek

...ale na ścianie przykuły mą uwagę dwa godła: socjalistycznej Czarnogóry i Jugosławii.
Obrazek

Ten drugi jest dość znany, natomiast ten pierwszy ciekawy z dwóch powodów:
* po pierwsze: przedstawia mauzoleum na szczycie Jezerski vrh, które wkrótce sami odwiedzimy. Taki symbol dla Czarnogóry wybrali jugosłowiańscy komuniści, zrywając całkowicie z historycznym herbem,
* po drugie: w tej formie godło funkcjonowało krótko, bo tylko w latach 1943-1946. Poza czerwoną gwiazdą nie ma tu jeszcze mowy o socjalizmie, a tylko o "federalnej Czarnogórze", jak głosi napis na wstędze.

Wychodzi na to, że płyty z godłami wmurowano (ślady tego są doskonale widoczne) w 1945 albo w 1946 roku. Znów zastanawiające są jednak dziury po kulach!
Obrazek

W latach 90. nie toczyły się tu walki, choć Czarnogórcy brali udział m.in. w oblężeniu Dubrownika. Czyżby zatem są to jeszcze pamiątki z II wojny światowej, kiedy to mieściła się tu stolica państewka będącego protektoratem włoskim, a następnie niemieckim?

Biały budynek obok władz gminy to Zetski Dom, przypominający mały dwór.
Obrazek

Powstał w latach 1884-1892 i mieścił teatr, archiwum, czytelnię, bibliotekę, a przez kilka lat także parlament. Dziś znów działa w nim królewski teatr.

W 1878 roku na kongresie berlińskim mocarstwa europejskie uznały niezależność Czarnogóry; było to wówczas najmniejsze państwo na kontynencie i najmniejsza stolica na świecie - na początku XX wieku liczyła 5 tysięcy mieszkańców i wyglądała tak:
Obrazek

Uznanie państwowości wiązało się z nawiązaniem stosunków dyplomatycznych i pod koniec stulecia zaczęto w Cetyni otwierać ambasady i inne przedstawicielstwa dyplomatyczne. Stoją one do dzisiaj, a miasto każdą z nich opisało, przypominając chlubne ślady z przeszłości.

Obok pałacu prezydenckiego mieściła się ambasada brytyjska. Wybudowana w 1913 roku na wzór angielskiej willy, funkcjonowała wyjątkowo krótko. Na tyłach posiadała kort tenisowy. Współcześnie działa tu akademia muzyczna. Podobnie jak na innych tego typu obiektach odtworzono dawne symbole państwowe.
Obrazek

Serbowie mieli swoją placówkę przy pałacach królewskich, co zapewne podkreślało ich bliskie związki z Czarnogórą. Wcześniej był tu prywatny dom, dzisiaj Muzeum Etnograficzne.
Obrazek

Francuzi wybudowali ambasadę po utworzeniu Królestwa w 1910 roku. Elegancka, secesyjna, ozdobiona płytkami ceramicznymi. Według miejscowej legendy zaprojektowano ją dla Egiptu, ale wskutek jakiejś pomyłki zrealizowano na Bałkanach :D.
Obrazek
Obrazek

Rosjanie, jak to u nich bywa, postawili na neobarokowy przepych. Trudno się dziwić, bowiem ten rejon Europy był w centrum ich zainteresowań, a i przecież uchodzili za największych przyjaciół południowych Słowian. Ambasada rozpoczęła działalność w 1903 roku, zaprojektował ją Włoch. Obecnie wydział sztuk pięknych uniwersytetu.
Obrazek
Obrazek

Dla odmiany Turcy zaprezentowali skromność. Placówkę otwarto w latach 80. XIX wieku i zamknięto w 1912 po wybuchu kolejnej wojny bałkańskiej.
Obrazek

W centrum można odszukać jeszcze ambasady niemiecką i bułgarską oraz konsulat belgijski. Nieco dalej zdecydowały się pozostać tylko dwa kraje.

Austro-węgierska ambasada pochodzi z 1899 roku; zaprojektował ją ten sam architekt co Zetski Dom. Zgodnie z rangą państwa jest to okazały gmach i wyróżnia się dobudowaną kaplicą katolicką. Dzisiaj działa w niej Instytut Ochrony Dorobku Kulturalnego.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Najbardziej oddaleni byli Włosi, którzy wybrali ówczesne peryferia stolicy. Ambasada z 1910 roku cechowała się prostotą na zewnątrz i luksusem w środku, całość otaczał duży park. W XXI wieku, tak jak ambasada francuska, jest częścią Centralnej Biblioteki Narodowej.
Obrazek
Obrazek

Dzisiejsza Cetynia to dość senna miejscowość, licząca zaledwie 15 tysięcy mieszkańców (w tym 90% Czarnogórców, co czyni ją jedną z najbardziej "czarnogórskich" w kraju). Od morza dzieli ją godzina jazdy, lecz turystów tu niewielu. To atut - można się powłóczyć rozgrzanymi upałem ulicami bez tłumów.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Czujne oko spostrzeże ślady z poprzedniej epoki: np. studzienka z Titogradu oraz napis wyglądający mi na hasło wyborcze, nawołujące do głosowania na listę marszałka Tito.
Obrazek
Obrazek

Nawet główny deptak trudno nazwać przepełnionym. Pewnie wieczorem trochę się zagęści, ale nie spodziewam się tłumów okupujących kilkanaście lokali.
Obrazek
Obrazek

Mimo upału zjeść coś na obiad trzeba: faszerowane papryki i sałatka serbska będą w sam raz :). A kupując piwo można było wygrać bilety na mecz Polska-Czarnogóra :D.
Obrazek

Dawna stolica to małe miasto z ciekawą historią i sporą gamą zabytków. Doskonała odskocznia od smażenia się na plaży, ale też równie znakomity punkt wypadowy w pasmo Lovćen, górujące nad okolicą. Co i my zaraz uczynimy :).
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś"
Tauzen
Turysta
Turysta
Posty: 635
Rejestracja: 23 lutego 2010, 15:30

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Post autor: Tauzen » 23 września 2017, 20:04

Pudelek pisze:
22 sierpnia 2017, 19:40
Im bliżej Balatonu tym więcej ciekawych formacji na horyzoncie. Bakony ma niewysokie góry (maksymalnie 704 metry n.p.m.), ale o interesujących kształtach. Niektóre wyglądają jak stożki wulkaniczne.
Bo to są wygasłe wulkany. Będąc w tym roku w Węgrzech, sam się zdziwiłem że kiedyś były tam wulkany.
Awatar użytkownika
Pudelek
Turysta
Turysta
Posty: 2603
Rejestracja: 23 czerwca 2008, 17:43
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Post autor: Pudelek » 24 września 2017, 15:39

Wulkany to chyba były kiedyś wszędzie - patrz np. Góra Świętej Anny ;)
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś"
Awatar użytkownika
Pudelek
Turysta
Turysta
Posty: 2603
Rejestracja: 23 czerwca 2008, 17:43
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Post autor: Pudelek » 24 września 2017, 19:16

Wszystkie bałkańskie państwa są bardzo "zagórzone", ale Czarnogóra chyba jest pod tym względem rekordzistką. Właściwie jedynie wybrzeże i tereny wokół Podgoricy nie są zajęte przez któreś z pasm górskich.

Lovćen jest najłatwiej dostępny dla plażowiczów i zwiedzających Cetynię. Dla Czarnogórców to wyjątkowe pasmo, gdyż ich państwowość kształtowała się właśnie w tym masywie. Dla turystów - okazja aby podziwiać widoki.
Obrazek

Trochę głupio jechać tu samochodem, to mało sportowe. Ale z braku czasu musi wystarczyć. Zresztą w tym upale wędrówka piesza byłaby wyzwaniem z wyższej półki.

Z dawnej królewskiej stolicy w góry prowadzi droga z niezłym asfaltem (21 kilometrów). Jedynym utrudnieniem są zakręty i konieczność wzmożonej uwagi przy mijankach z autami.
Obrazek

Na przełęczy Krstac znajduje się punkt gastronomiczny i jakieś stragany. Podobno kiedyś pobierano tutaj opłatę za dalszą podróż, ale teraz nikogo nie ma. Cel jest już widoczny, jeszcze tylko kilka kilometrów.
Obrazek

Nachylenie się zwiększa. W pewnym momencie pojawiają się zaparkowane samochody. Tak szybko?? Może chcą coś podziwiać?

Postanawiam podjechać dalej, a tu aut coraz więcej. Większość podkłada pod koła kamienie, bo jest naprawdę stromo. No cóż - myślę - zawrócę u góry i gdzieś tu stanę.

Łatwo powiedzieć... Po pierwsze: jest ciasno, zwłaszcza, że samochody stoją z dwóch stron drogi. Po drugie - ciągle ktoś jedzie z naprzeciwka. Po trzecie - parking poniżej szczytu to okrągła platforma na kilka aut, na której bardzo ciężko manewrować. Biorąc pod uwagę popularność tego miejsca jest on raczej symboliczny.

A jednak dopisuje mi szczęście: chwilę wcześniej zwolniło się miejsce i udało mi się wcisnąć wóz. Co prawda tył wystaje jak krowa z obory, ale to kto by się tym tutaj przejmował :D? Mam tylko nadzieję, że stojący obok kierowca busika nie będzie chciał teraz wyjeżdżać, bo trochę go blokuję ;).
Obrazek

Jesteśmy pod drugim najwyższym szczytem Lovćenu o nazwie Jezerski vrh (1657 metrów n.p.m., często nazywany po prostu Lovćen). Musimy pokonać jeszcze ponad 400 schodów w tunelu wykutym w skałach - namiastka wspinaczki ;).
Obrazek

Podobno można stąd zobaczyć cały kraj. Jednak na pewno nie dzisiaj, widoczność jest mocno ograniczona przez upały. W powietrzu wisi warstwa zakrywająca dalsze widoki, trawy wypłowiały, kolory są blade. Mimo to panorama robi wrażenie.
Obrazek

Wszędzie dookoła unoszą się dymiące kominy płonących lasów. Czy to samozapłony, czy może działania takich inteligentów jak pewien Polak w klapkach, który pod koniec sierpnia podpalił obok Baru las, bo chciał wezwać pomoc?
Obrazek
Obrazek

Na szczycie stoi konstrukcja przypominająca trochę basztę - to mauzoleum Piotra II Petrowicia-Niegosza, władyki i metropolity czarnogórskiego, o którym pisałem już przy okazji wizyty w Cetynii i w pałacu Biljarda.
Obrazek

Władca jeszcze za życia ufundował tu małą kaplicę i chciał, aby go w niej po śmierci pochowano. Ponieważ czasy były niespokojne, a miejsce narażone na napady, uczyniono to dopiero w 1885 z polecenia księcia (późniejszego króla) Mikołaja.

Kaplicę zniszczyli w 1916 roku Austriacy, kiedy to w dwa tygodnie po błyskawicznej kampanii zajęli całą Czarnogórę. Piotra II ekshumowali i przenieśli do monastyru w Cetynie, a na Jezerskim vrhu miał stanąć pomnik, który upamiętniałby ich zwycięstwo.

Koniec Wielkiej Wojny przekreślił te plany, a w 1925 roku cerkiew odbudowano. Kolejny konflikt przetrwała we względnym spokoju (częściowo uszkodzona przez wojska włoskie), ale władze komunistyczne postanowiły uczcić twórcę nowoczesnej Czarnogóry na swój sposób, przy okazji "desakralizując" górę.
Obrazek

W 1951 roku, w stulecie śmierci władcy, świątynię rozebrano nie przejmując się protestami Czarnogórców. W jej miejscu wzniesiono świeckie mauzoleum z silnym rysem socrealizmu; nie napisałbym jednak, że jest brzydkie. Oficjalnie otwarto je dopiero w 1974 roku. Co ciekawe - ostatnio wspominałem o godle socjalistycznej Czarnogóry w ramach Jugosławii: w nim widnieje wizerunek ze starą cerkwią, a nie współczesnym budynkiem :D.

Wstęp do mauzoleum jest płatny, ale nie decydujemy się na wejście. Z tyłu jest jeszcze punkt widokowy, lecz wiemy, że przy tej temperaturze nie zobaczymy nic więcej.
Obrazek
Obrazek

Z boku wyrasta sylwetka najwyższej góry masywu Lovćen - Štirovnika (1749 metrów). Jest on niedostępny dla turystów, znajduje się na nim przekaźnik, a całość to teren wojskowy.
Obrazek

Rozglądamy się i chłoniemy chwile.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

"Zdobywcy" układają kopczyki, znane z wielu gór w Europie ;).
Obrazek

Lovćen został w 1952 roku ogłoszony Parkiem Narodowym (jeden z pięciu w Czarnogórze) i w najbliższej okolicy nie ma większych osad ludzkich. W kilku miejscach można jednak dostrzec pojedyncze gospodarstwa lub niewielkie przysiółki oraz rozciągające się wokół nich poletka poprzedzielane murkami. Niektóre z nich służą dziś jako obiekty turystyczne.
Obrazek
Obrazek

Wracamy do wozu. Busik obok niego jeszcze stoi, a więc wycieczka zapewne stołuje się w przyparkingowej restauracji z wysokimi cenami. Zjeżdżamy z powrotem na przełęcz Krstac. Tutaj zaczyna się boczna droga, którą można udać się w kierunku Kotoru. Tabliczki zostały... rozstrzelane!
Obrazek

Droga posiada sfatygowany asfalt o szerokości jednego samochodu; korzystając z poboczy nie ma się zazwyczaj problemów, aby minąć się z wozem z naprzeciwka. Po bokach sielski krajobraz.
Obrazek
Obrazek

Największą atrakcją są punkty widokowe na położoną w dole Bokę Kotorską i sam Kotor. Niestety, znowu daje o sobie znać fatalna przejrzystość rozgrzanego powietrza.
Obrazek

Można też popatrzeć na góry oraz dojrzeć inne fragmenty krajobrazu.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na ostatnim zdjęciu widać lotnisko w Tivat, jedno z dwóch międzynarodowych w kraju. Jest też wyspa Sveti Marko oraz zatoka Trašte na Adriatyku.

W pewnym momencie mija nas pomoc drogowa. Okazało się, że grupie Włochów padł motocykl i trzeba go zwieźć na dół.
Obrazek

Po dojeździe do głównej drogi z Cetynii zaczyna się kolejna jazda: dziesiątki zakrętów. Są one ponumerowane, więc można odliczać ile nam zostało do końca :D.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Tu asfalt jest lepszy i szerszy. Oczywiście nie brak kolejnych widokowych miejsc oraz... jaskiń.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Poziom morza coraz bliżej (zabudowania strefy przemysłowej Kotoru).
Obrazek

"Cywilizację" osiągamy w wiosce Trojica. Obok drogi stoi kilka rozwalających się chałup zamieszkałych przez Cyganów. Są niesłychanie czujni: ledwo stanąłem samochodem, to już po kilku sekundach ktoś z nich się zerwał i zaczął do nas iść. Nie miałem zamiaru się z nim bliżej zaznajamiać, więc szybko ruszyliśmy dalej.

Ostatnim akcentem turystycznym przed powrotem na wybrzeże było zerknięcie na fort Trinita (Trojica) wybudowany w 1859 roku. Dla Austriaków Kotor był bardzo ważnym portem, więc zabezpieczali go z każdej strony.
Obrazek
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś"
Awatar użytkownika
PiotrekP
Administrator
Administrator
Posty: 7434
Rejestracja: 22 kwietnia 2009, 11:33
Lokalizacja: Świdnica
Kontakt:

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Post autor: PiotrekP » 24 września 2017, 20:10

Kolejna wspaniała relacja z wakacji. Wspaniały pomysł i realizacja. Sama nazwa "Czarnogóra" z czegoś się wzięła, to i gór ci tam dostatek :).
Góry są piękne i niech takie pozostaną.

Nasze Wędrowanie
Awatar użytkownika
Pudelek
Turysta
Turysta
Posty: 2603
Rejestracja: 23 czerwca 2008, 17:43
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Post autor: Pudelek » 24 września 2017, 20:25

Tylko ta "czarna" tu nie pasuje, bo większość gór ma jasny kolor :D
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś"
Awatar użytkownika
Pudelek
Turysta
Turysta
Posty: 2603
Rejestracja: 23 czerwca 2008, 17:43
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Post autor: Pudelek » 28 września 2017, 12:32

Najbardziej wysunięta na południe gmina Czarnogóry nie bez powodu nazywana jest "czarnogórską Albanią" - 70% jej mieszkańców stanowią Albańczycy. Głównym miastem jest Ulcinj (alb. Ulqini), do którego postanawiamy zajrzeć na zakończenie krótkiego pobytu nad Adriatykiem.

W mieście totalny chaos komunikacyjny, ale jadąc na wyczucie udaje mi się dotrzeć do szeroko rozumianego centrum. Znowu mam fuksa i znajduję kawałek miejsca na zaparkowanie samochodu.
Obrazek
Obrazek

Na ulicach dwujęzyczne napisy, lecz znacznie częściej słyszy się albański. Pojawia się sporo kobiet w chustach, głównie starszych, ale i młodzież. Często chodzą w towarzystwie swoich roznegliżowanych koleżanek, co wygląda dość komicznie.
Obrazek
Obrazek

Miłośnicy motoryzacji mają czasem na czym oko zawiesić ;).
Obrazek

W mieście znajduje się 26 meczetów. Zdecydowana większość z nich powstała przed XX wiekiem. Jako pierwszy mijamy meczet Kryepazari (Xhamia e Kryepazarit) z 1749 roku. Został mocno uszkodzony w czasie trzęsienia ziemi w 1979, wyremontowano go dopiero po zmianie systemu.
Obrazek

Droga w kierunku morza jest bardziej luźna niż główna ulica.
Obrazek

Tablice z nazwami są stare, bo jeszcze z użyciem cyrylicy.
Obrazek

Meczet Ali Paszy (Xhamia e Pashës, Pašina džamija) z 1719 roku. Podobno sfinansowany z towarów znalezionych w zdobytym statku Republiki Weneckiej. Obok niego ruiny tureckich łaźni (hamamu), jedynych w Czarnogórze.
Obrazek

Zbliżamy się do serca Ulcinja (Ulcinju?), którym jest starówka. Dzieli się ona na dwie części: górną (cytadelę) oraz dolną, mieszkalną. Obok murów w pięknym gaju oliwnym stoi cerkiew św. Mikołaja (kościołów w mieście jest tylko 9). Wzniesiono ją w 1890 roku jako wotum dziękczynne za wyzwolenie z rąk Turków. W przeciwieństwie do meczetów jest otwarta.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po sąsiedzku rozciąga się cmentarz. Nieboszczyki mają piękne widoki ;).
Obrazek
Obrazek

Wchodzimy do twierdzy. To miejsce z długą historią, bo pierwsze mury na półwyspie budowali już Grecy, a potem Ilirowie. W kolejnych stuleciach swoje cegiełki dołożyli kolejni władcy tych regionów: Rzymianie, Bizantyjczycy, Serbowie, Wenecjanie, algierscy piraci (!) i Turcy. Labirynt uliczek nie zmienił się zasadniczo od średniowiecza, natomiast zabudowa mocno ucierpiała w 1979 roku. Większość obiektów odbudowano, ale czasem trafi się jeszcze na jakiś budynek w ruinie.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Sporo czytałem opisów, jaka to ulcinjska starówka jest zaniedbana i zasyfiona: co prawda Czarnogóra czystością nie grzeszy, ale akurat tu sprzątacze wywiązali się ze swojego zadania.
Obrazek
Obrazek

W twierdzy działa kilka hoteli i restauracji, które reklamują się także po polsku; turystów znad Wisły zresztą mijamy. Na obiad jest jednak zbyt wcześnie, więc wolę zajrzeć przez otwarte drzwi... do pokoju jednego z domów :D.
Obrazek

Pamiątka z nieco młodszej przeszłości: studzienka wyprodukowana w Skopje.
Obrazek

Widok na miejską Małą Plażę (Mala Plaža, Plazhi i Vogël) - wąską, krótką i potwornie zatłoczoną. Dobre miejsce do zdjęcia z faną ;).
Obrazek
Obrazek

Zabudowa starówki z dolnego poziomu...
Obrazek

...i mury obronne z wyraźnymi śladami rekonstrukcyjnymi po trzęsieniu ziemi.
Obrazek

Tu prawdopodobnie stała kiedyś cerkiew albo kościół katolicki, o czym świadczy kształt fundamentów. Nie potrafiłem jednak znaleźć żadnych informacji na ten temat.
Obrazek

Idę jeszcze zerknąć na zachodnią część cytadeli. Budynek z podwójnym dachem pełnił chyba funkcję arsenału lub prochowni.
Obrazek
Obrazek

Za oknem w murze niebieska toń Adriatyku oraz nietypowa plaża na skałach.
Obrazek
Obrazek

Bajkowy krajobraz psuje wysypisko śmieci w... małej zatoczce. Niezły kontrast.
Obrazek

Twierdzę opuszczamy schodami kończącymi się niedaleko mariny i plaży miejskiej.
Obrazek

Transport dla miłośników zwierząt albo wrednych bab :D.
Obrazek

Ten widok przypomina mi, że nadal nie wiem co ciągnie ludzi do wypoczywania w takim tłoku. Ale na ten temat chyba powinien wypowiedzieć się jakiś specjalista.
Obrazek

Otoczenie plaży także jest ciekawe: kawałek za smażącymi się ciałami stoi meczet Marynarski (Mornarski Džamija, Xhamia e Detarëve). Oryginał wybudowano w XVI wieku, ale w 1931 roku z jakiegoś powodu został zamknięty i zburzony. Odbudowano go w 2012 roku przy pomocy tureckiej (Turcy od pewnego czasu bardzo aktywnie udzielają się w islamizacji Bałkanów). Idealnie pasuje do półnagich turystów ;).

Nieco z boku, na wzniesieniu, widać dziwną konstrukcję przypominającą wielkiego ptaka. Różnie ją opisują: że to upamiętnienie ofiar II wojny światowej, jugosłowiańskich lotników albo Jedności i Braterstwa z czasów Tito.
Obrazek

Powoli wracamy w kierunku samochodu...
Obrazek

Mijamy główny meczet Ulcinja - Namazgjahu (Xhamia e Namazgjahut). Rok produkcji to 1728. Chciałem do niego zajrzeć, ale drzwi były zamknięte. Z tyłu widać wieżę zegarową - charakterystyczny obraz wielu miast Imperium Osmańskiego. Jest o ponad dwadzieścia lat młodsza niż dom modlitwy.
Obrazek

Studnia z XVIII wieku, przywrócona do użytku kilka lat temu.
Obrazek

Plastikowe lalki są wszędzie takie same...
Obrazek

Przed dalszą podróżą zachodzimy na targowisko, aby kupić nieco owoców i warzyw. Wybór jest spory.
Obrazek

Główna ulica była kiedyś bulwarem marszałka Tity. Obecnie w ramach poprawności politycznej przemianowano ją na bulwar Skanderberga. Wiadomo która nacja ma najwięcej do powiedzenia w mieście.
Obrazek

W okolicach naszego wozu straszny burdel na drodze. Każdy kombinuje jak się przecisnąć w interesującym go kierunku. W takim przypadku skorzystanie z podwózki na policyjnym motorze ma sens ;).
Obrazek
Obrazek

Między palmami kamienna konstrukcja, którą wziąłem za kolejną studnię, a okazała się grobowcem (mauzoleum, fachowo nazywanym türbe) tureckiej rodziny Pulti.
Obrazek

Wsiadamy do auta i całkiem sprawnie udaje mi się zawrócić. Niemal cały ruch wkrótce odbija w bok, więc dalsza jazda jest przyjemna. Zanim opuścimy Czarnogórę chciałbym jeszcze raz wykąpać się w morzu, ale przecież nie w takim czymś jak pod twierdzą.

Za rogatkami miasta rozpoczyna się słynna Wielka Plaża (Velika Plaža, Plazhi i Madh), ciągnąca się aż do rzeki Buna, tworzącej granicę z Albanią. Plaża ma 10-13 kilometrów długości i uznawana jest za największą plażę Czarnogóry, Adriatyku, a nawet Europy. W dodatku brzeg jest tutaj piaszczysty.

To jeden z niewielu fragmentów, które nie zostały jeszcze całkowicie zawłaszczone przez hotele, apartamentowce i wygrodzone plaże, choć podobno rząd czarnogórski ma takie plany. Przy drodze co chwilę widzimy tablice zapraszające do zjazdu na Majami beach, Mojito beach, Safari beach i tym podobne. Żadne nie wyglądają specjalnie zachęcająco...

W końcu decydujemy się na jedną z plaż, która reklamuje się jako "dzika i nowa". Szutrowy fragment drogi kojarzy mi się z Afryką, tylko czekać, jak z boku wyskoczy stado słoni albo zebry, ewentualnie tubylcy z dzidami.
Obrazek

Plaża chyba rzeczywiście jest nowa, ale słowo "dzika" ewidentnie ma tutaj inne znaczenie. Zadaszony parking (to akurat plus), wypicowany bar, rzędy parasoli, drzewa posadzone (albo wbite) od linijki.
Obrazek

Jest tu jednak zdecydowanie luźniej niż w Ulcinj, w dodatku poza strefą leżakową rozpoczyna się "ziemia niczyja", na którym miejsca od groma. Niestety - o nią już nikt nie dba, więc wala się tam pełno śmieci. A w oddali już kolejna zorganizowana beach...
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Czy piasek ma właściwości lecznicze, czy komuś zaszkodził nadmiar słońca?
Obrazek

Wykąpaliśmy się w Adriatyku, co skończyło się zbyt mocną opalenizną i koniecznością okładów z zsiadłego mleka ;). Jak się też później okazało - było to pożegnanie z morzem na tym wyjeździe.
Obrazek

Musimy się cofnąć kilka kilometrów, aż do Ulcinja, gdzie skręca droga w kierunku granicy. Przy okazji można poobserwować okolicę: z jednej strony nowo budowane apartamentowce oraz wypasione ogrody, z drugiej wiele niedokończonych domów.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

To niby szosa międzynarodowa, lecz wygląda bardzo lokalnie.
Obrazek

Na horyzoncie pasmo Rumija, otaczające od południa jezioro Szkoderskie. Najwyższy szczyt ma ponad 1500 metrów.
Obrazek

Ostatnią czarnogórską wioską jest Sukobin (Sukobinë). Czarnogórską administracyjnie, bowiem z kilkuset mieszkańców tylko jeden nie jest etnicznym Albańczykiem. Jakiś miejscowy genetyczny patriota usiłował domalować też albańską końcówkę przy czarnogórskiej nazwie.
Obrazek

Skoro już na zdjęciu jest znak, to przy okazji przyznam się, iż do tej pory nie wiem, czy niebieska tablica oznacza w Czarnogórze obszar zabudowany! W terenie oprócz nich są jeszcze wersje żółte i nie mam pojęcia, czy kolor ma jakieś znaczenie, czy zależy od momentu, w którym znak zamontowano. Niebieskie tablice obowiązywały w Jugosławii, ale po rozpadzie we wszystkich krajach sukcesyjnych zaczęto je zmieniać na inne, głównie żółte. Wyjątkiem jest tylko część Kosowa zamieszkała przez Serbów. Tutaj jednak nie ma żadnej logiki, tym bardziej, że tylko kilka razy widziałem przekreśloną tablicę miejscowości kończącą ewentualny obszar zabudowany.

Co prawda mało kto zwalnia w takich miejscach, ale dobrze byłoby wiedzieć, czy łamię przepisy czy jednak nie??
Obrazek

Na przejściu granicznym z Albanią wita mnie sznur samochodów, ale kolejka szybko posuwa się do przodu.
Obrazek

Końcowym etapem wizyty w Czarnogórze jest obserwowanie, jak pogranicznik schładza służbowe psy - jeden aż rwie się pod szlauch, pozostałe nie są tak entuzjastycznie nastawione :P.
Obrazek
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś"
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1988
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Post autor: Robert J » 28 września 2017, 20:57

Sukobin, coś mi ta nazwa była znajoma. Sprawdziłem i okazało się, że w tym samym miejscu przekroczyłem granicę tyle tylko, że w przeciwnym kierunku ;)
Awatar użytkownika
Pudelek
Turysta
Turysta
Posty: 2603
Rejestracja: 23 czerwca 2008, 17:43
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Post autor: Pudelek » 28 września 2017, 21:41

Bo to chyba jest jedyne przejście z Czarnogórą na południe od jeziora Szkoderskiego, a skoro jechałeś wzdłuż Adriatyku, to musiało być tam :)
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś"
Awatar użytkownika
Pudelek
Turysta
Turysta
Posty: 2603
Rejestracja: 23 czerwca 2008, 17:43
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Post autor: Pudelek » 02 października 2017, 15:46

Przejście graniczne Sukobin-Muriqan. W kolejce kilkadziesiąt samochodów, kawałek przed budynkami rozdzielają się na kilka rzędów. Wybieram skrajny po prawej. Dojeżdżam do pogranicznika czarnogórskiego.
- Ile osób? - pyta i zaznacza coś na kartce.
- Dwie.
- Dokumenty w porządku?
Macham zwitkiem papierów.
- To jechać - pokazuje ręką.
Funkcjonariusz albański stoi po sąsiedzku. Ten nawet o nic się nie pytał, tylko z uśmiechem wskazał drogę przed siebie. Zero kontroli! Dawno tak mi się nie zdarzyło na granicach poza strefą Schengen!
Obrazek

Po trzech latach wracam do Albanii. Dotychczas zwiedzałem głównie środkową i południową część kraju, północ to terra incognita.

Pierwsza wioska zaskakuje: wyjątkowo czysto, opróżnione kosze na śmieci. Wygląda jakbyśmy wjechali do jakiegoś bogatszego kraju niż Czarnogóra. W kolejnej miejscowości wszystko już wraca do albańskiej normy... ;).

Od granicy jest kilkanaście kilometrów do Szkodry (Shkodër, Shkodra) - największego miasta na północy i trzeciego w całym kraju. Jeszcze kilka lat temu wszelkie opisy turystów, którzy przyjeżdżali tą samą trasą co my, wspominały o "kultowym" moście z drewnianym podłożem: wąskim i w kiepskim stanie. Ot, na dzień dobry Albania pokazywała swoje dzikie oblicze. W 2011 roku zastąpiła go nowa, wypasiona konstrukcja wzniesiona w innym miejscu
Obrazek

U góry widać twierdzę Rosafa, którą za chwilę będziemy zwiedzać. Na razie przyglądam się płynącej spokojnie rzece Buna, która na pewnym odcinku wyznacza granicę z Czarnogórą, a kończy swój bieg w Adriatyku przy słynnej wyspie Ada Bojana. Z wody wystają metalowe konstrukcje służące do połowu ryb.
Obrazek
Obrazek

Na skrzyżowaniu mija mnie żółto-biały Volkswagen Transporter na francuskich blachach. Cieszy oko. Z tyłu napis "Europan Roadtrip" itd.. Teraz bardzo modne jest przykleić sobie coś takiego. To już nie zwykła podróż czy wakacje, ale "Eurotrip, Icetrip, Summertrip". Same tripy, od razu brzmi poważniej :D.
Obrazek

Auto zostawiamy pod twierdzą na prywatnym parkingu. Można wyżej, przy samej bramie, ale tam mało miejsca. Można też niżej, za darmo, lecz dowiedzieliśmy się o tym dopiero później.

Do Rozafy musimy trochę poczłapać na śliskim bruku. Bardzo szybko pojawiają się z boku widoki.
Obrazek

Być może najsłynniejszy zabytek Szkodry - Ołowiany Meczet (Xhamia e Plumbit). Nazwę otrzymał od materiału, którym pokryto kopułę. Wybudowano go w XVIII wieku. Kiedyś miał też minaret, ale dwukrotnie został on niszczony: przez wojska austro-węgierskie i już w okresie komunizmu od uderzenia pioruna.
Obrazek

Przy murach twierdzy facet kasuje wstęp w lekach albo w euro. Leków nie zdążyliśmy wymienić, więc wyciągam walutę europejską, po czym wchodzimy w chłodny korytarz.
Obrazek

Wzgórze, na którym jesteśmy, zostało docenione jako doskonały punkt obronny już w czasach starożytnych: swoją twierdzę mieli tu wybudować Ilirowie, choć w końcu złamali ich Rzymianie. Oglądana przez nas konstrukcja to w dużej mierze dzieło Wenecjan, którzy po śmierci Skanderberga zajęli tą część współczesnej Albanii. W XV wieku bronili się tutaj skutecznie przed wielokrotnie silniejszymi oddziałami Turków i skapitulowali dopiero po podpisaniu traktatu w Stambule.
Obrazek

Inne wielkie oblężenie miało miejsce na przełomie 1912 i 1913 roku, kiedy to w twierdzy i mieście osmańska załoga wraz z albańskimi ochotnikami odpierała ataki wojsk czarnogórskich oraz serbskich. Ostatecznie Turcy wycofali się, a Szkodrę zajęli Czarnogórcy chcący ją włączyć do swojego państwa (mimo, iż Słowianie praktycznie tutaj wówczas nie mieszkali). Dopiero zbrojna interwencja mocarstw spowodowała, że Szkodra znalazła się w granicach nowo utworzonej Albanii.
Obrazek

Zachowało się całkiem sporo z dawnej zabudowy, ale turyści przychodzą tutaj także oglądać panoramę okolicy. Całe miasto jak na dłoni, a w tle góry.
Obrazek

W dole malowniczo płynie Buna nad którą widać wąski stary most - ten słynny, wspominany przez wielu turystów ;). Dziś zamknięty jest już dla samochodów i wygląda na to, że pokryto go asfaltem. A z tyłu tafla Jeziora Szkoderskiego.
Obrazek

Wewnątrz twierdzy możemy obejrzeć kilka ciekawych obiektów. Albańczycy ustawili tu i ówdzie tablice z opisami, więc nawet laik może się dowiedzieć paru informacji.

Każda szanująca się forteca powinna mieć swoją świątynię, Rozafa także posiadała: od XIII wieku kościół św. Stefana, zapewne katolicki, bo takie wyznanie dominowało wówczas w północnej części kraju (było to jeszcze przed islamizacją, która przyszła razem z Turkami). Następnie osmańscy zdobywcy w 1479 zamienili ją w meczet Mehmeda Zdobywcy. Z budynku pozostały ściany oraz podstawa minaretu.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W dodatkowej wewnętrznej cytadeli mieściła się kiedyś siedziba weneckiego zarządcy, a dzisiaj muzeum. Niestety, nie wiemy jakie posiada zbiory, bo życzyli sobie dodatkowy wstęp za tą atrakcję. Takich niespodzianek nie toleruję.
Obrazek

Z boku Turcy dobudowali arsenał, w którym mieści się restauracja.
Obrazek

Dziedziniec cytadeli w całości...
Obrazek

...i wejście do korytarza przydatnego w czasie sekretnej ucieczki poza mury. Śmiałkowie z grona turystów wydostali się jedynie do ślepego pomieszczenia kilka metrów niżej :D.
Obrazek

Z murów widoki na południe, równie atrakcyjnie co na północ: zakole rzeki Drin.
Obrazek

Nowy most i stary, metalowy.
Obrazek

W tym miejscu do Drinu wpływa rzeka Kir. Kawałek dalej Drin połączy się z Buną.
Obrazek

Mimo, żeKir jest dopływem, to jego kolorystyka jest silniejsza niż Drinu. Chyba Drin jest płytszy i dlatego ludzie właśnie tam się głównie kąpią.
Obrazek

Resztki murów i ciągnące się na horyzoncie wzgórza, które następnie przechodzą w góry.
Obrazek

Jeszcze rzut oka na miasto.
Obrazek

Wracamy na parking. Między samochodami szaleje wesoła psia banda.
Obrazek

Kolejny dzień spędzamy na leniuchowaniu nad Jeziorem Szkoderskim, kilka kilometrów na północ od miasta, o czym napiszę w kolejnym poście. W niedzielę wracamy do Szkodry. Na jednym z rond wita nas potężnych rozmiarów rzeźba partyzantów. Jeden z nich chyba trzyma w rękach niemiecki pistolet MP 40.
Obrazek

Komunistyczni bojownicy jeszcze kilka lat temu stali w centrum Szkodry, ale zaczęli przeszkadzać. W przeciwieństwie do Polszy nie zostali jednak obaleni przez prawdziwych patriotów, ale strzegą wjazdu do miejscowości od północy.

Mimo dnia wolnego od pracy w mieście panuje ogromny ruch. Znalezienie wolnego miejsca do parkowania graniczy z cudem. Jeżdżę tam i z powrotem, na ślepo, bo oznaczeń oczywiście brak i już tracę nadzieję... W dodatku silnik ma dość upałów i dwukrotnie mi gaśnie podczas jazdy!
Obrazek

W końcu w pewnym oddaleniu od najważniejszych punktów w mieście widzę lukę w rzędzie zaparkowanych samochodów! Nie ma czasu na zastanawianie się, wciskam wóz jak najszybciej. O dziwo, nawet nie ma żadnego zakazu :).

Okazało się, iż zaparkowałem całkiem nieźle, bo na bulwarze Skanderberga, a te zazwyczaj są w centrum. Niedaleko stąd do archikatedry św. Szczepana (katedralja e Shën Shtjefnit). Jej budowę rozpoczęto w 1858 roku.
Obrazek

Zgodę na nową świątynię dał sułtan i sam wspomógł finansowo. Pieniądze płynęły z całej katolickiej Europy, dołożył się m.in. papież oraz cesarz Franciszek Józef. Kasy jednak ciągle brakowało i oficjalnie otwarto ją dopiero w 1898 roku. Był to wówczas prawdopodobnie największy katolicki kościół na Bałkanach, a dziś chyba nadal posiada palmę pierwszeństwa w Albanii.

W środku może się zmieścić (wraz z miejscami stojącymi) około 6 tysięcy osób. Akurat trwa msza, frekwencja całkiem przyzwoita.
Obrazek

Północna Albania to centrum katolicyzmu, większość mieszkańców stanowią wyznawcy tej religii. W samej Szkodrze odsetek chrześcijan (prawie wszyscy to rzymscy katolicy) wynosi niecałe 49%, natomiast muzułmanów 45%. Współżycie układa się chyba dobrze.

W okresie państwowego ateizmu katedrę zamieniono na halę sportową, odbywały się tu mecze oraz kongresy. Do funkcji religijnej powróciła w 1991 roku.

Przed kościołem rzędy rowerów, którymi dotarli pielgrzymi. Otaczające plac przykościelny budynki wzniesione są we włoskim stylu śródziemnomorskim. W żółtym działa Kolegium Jezuickie.
Obrazek
Obrazek

Boczne uliczki zachęcają do spaceru. Są zaskakująco czyste - czy to jeszcze Albania słynąca ze swoich śmieci?? Część budynków jest odnowionych. Na większości odcinków wprowadzono zakaz ruchu, a śmiałków próbujących go ignorować stopuje policja; dobrali się nawet do motorowerzysty, co wzbudziło rechot u przyglądających się tej sytuacji miejscowych :P.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dochodzimy do deptaku. Ilość ludzi gwałtownie się zwiększa. Gdzieś w górze widać krzyż z kościoła franciszkanów.
Obrazek

Szukamy piekarni. Zadanie wydaje się proste w kraju, gdzie to instytucja niemal święta. Ale nie tu! W kamieniczkach kojarzących się z włoskimi kurortami można zjeść owoce morza, risotto, ogromnego hamburgera, pizzę, grecką sałatkę, francuskie naleśniki, napić się mojito, europejskiego znanego sikacza i dowolnego drinka, ale nie uda się kupić burka czy chleba.
Obrazek

W środku deptaka, obok przecinającej go na pół drogi, wznosi się ogromny meczet Ebu Beker (Xhamia Ebu Bekër). Przy wsparciu finansowym Saudyjczyków wybudowano go w miejscu, gdzie kiedyś stała starsza wersja, zniszczona w czasach Envera Hodży.
Obrazek

W okolicy widać kilka pomników. Obok meczetu niszczeją partyzanci z nową inskrypcją.
Obrazek

Matka Teresa jak zwykle zgarbiona.
Obrazek

Tu z daleka można mieć wrażenie, że upamiętniono Stalina. Faktem jest, że generalissimus był czczony w Ludowej Republice Albanii aż do upadku komunizmu, ale jednak okazało się, iż chodzi o niejakiego Luigjego Gurakuqi, pisarza i polityka.
Obrazek

Była też dobra wiadomość dla miłośników muzyki: zespół Akcent wystąpi na plaży w pobliskim kurorcie! Dla potrzeb bałkańskiego rynku wokalistę odmłodzono i odchudzono.
Obrazek

Druga część deptaku jest bardziej zadrzewiona. Ponieważ w brzuchu burczy coraz bardziej postanawiamy w końcu usiąść w jednym z lokali.
Obrazek

Kelner zarzeka się, iż mówi po angielsku. Tak, wszystko rozumie, za chwilę przyniesie menu. Czekamy. Czekamy. Czekamy dalej. Minuty mijają. Kelner kręci się w drugiej części ogródka, rozmawia, coś przynosi, żartuje. Olał nas kompletnie. Ma sklerozę czy kobieta w przybytku, gdzie siedzą prawie sami mężczyźni, stanowi problem??

W końcu gdzieś po ponad kwadransie zbieramy dupy. Nie spędzimy tu całego południa! Wiem, że na Bałkanach życie toczy się wolniej, ale bez przesady! Aby było śmieszniej po kilkuset metrach, za rogiem, trafiliśmy na piekarnię :D. Wstąpiliśmy też do księgarni, aby kupić kalendarz na pamiątkę i kilka kartek pocztowych. Kalendarz kosztował 500 leków, kartki 40. Pięćsetkę daję w banknocie, resztę w bilonie. Starszy sprzedawca spojrzał na monety, oddał mi je i z uśmiechem podziękował. Kartki były gratis. Ot, taki miły drobiazg :).

Niedaleki park jest baardzo zielony! I nawet posiada basen (w rzeczywistości fontannę, ale z daleka tak przypominała kąpielisko, że już chciałem ściągać gacie :P).
Obrazek
Obrazek

I znów pomniki: z przodu ku pamięci demonstracji antykomunistycznej w grudniu 1990 roku, a z tyłu Hasa Riza Paszy, który bohatersko bronił twierdzy podczas wspomnianego oblężenia w 1913 roku. Zginął zamordowany skrytobójczo przez... albańskich towarzyszy z załogi.
Obrazek

Meczet Perrucë (Xhamia e Parrucës), drugi największy w mieście; styl nowoosmański. Także kiedyś tu stała wcześniejsza świątynia; w okresie Hodży wszystkie islamskie domy modlitwy zostały w Szkodrze zburzone, przetrwała jedynie ruina w twierdzy oraz meczet Ołowiany, uznany za zabytek.
Obrazek

Bloki, czyli "bez klimatyzatora ani rusz".
Obrazek

I te wejścia na klatkę schodową - w sam raz dla typa spod ciemnej gwiazdy.
Obrazek

Prawie na koniec jeszcze jeden pomnik: 5-metrowy Isa Boletini. Albańczyk z Kosowa organizował powstanie przeciwko Turkom, walczył też z Serbami, a zastrzeliła go żandarmeria czarnogórska. Jego sylwetka stanęła tu w 1986 roku.
Obrazek

Wracając do wozu przyglądam się mijanym budynkom: już nie są tak ładne, jak w ścisłym centrum.
Obrazek

Niektóre w przeszłości musiały być piękne, ale miały pecha.
Obrazek

Szkodra bywa często pierwszym albańskim miastem odwiedzanym przez turystów po przekroczeniu granicy (choć ruch zagraniczny tu znacznie mniejszy niż w centrum i na południu). Kiedyś niemal zawsze był to szok: jak tam brudno, jak chaotycznie, jak dziwnie!

Dzisiaj wiele uliczek jest znacznie czystszych niż w sąsiedniej Czarnogórze, na przechodniów czekają restauracje i bary w zachodnioeuropejskim stylu. Słowem: cywilizacja!

Należy tylko uważać na chodnikach, bo motocykle są naprawdę wszędzie ;).
Obrazek
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś"
Awatar użytkownika
Pudelek
Turysta
Turysta
Posty: 2603
Rejestracja: 23 czerwca 2008, 17:43
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Post autor: Pudelek » 06 października 2017, 16:44

Jezioro Szkoderskie to największy zbiornik wodny na Bałkanach. Niebieska plama wody wśród gór i niedaleko Adriatyku. Większość jeziora (2/3) położona jest w Czarnogórze (Skadarsko jezero), reszta w Albanii (Liqueni i Shkodrës). I właśnie nad albańskim brzegiem chcemy zrobić sobie trochę przerwy podczas objazdówki tej część Europy.
Obrazek

Jako miejscówkę wybieramy kemping oddalony o jakieś 10 kilometrów na północ od Szkodry. Podobno jakiś czas temu został zaliczony do 10 najlepszych kempingów w Europie! Co za reklama! Tyle tylko, że to niekoniecznie na plus, oczami wyobraźni widzę tłumy chętnych do jego odwiedzenia, w końcu to może być must see.

Od głównej drogi prowadzi do niego kawałek szutru.
Obrazek

Podjeżdżamy pod zamkniętą bramę. To tu? Żadnej informacji, żadnego dzwonka. Stoimy i stoimy, już zaczynam cofać, gdy nagle brama się otwiera... Okazuje się, iż ów ośrodek tak dba o swoich klientów, że przez całą dobę pilnuje, aby nie było do niego "nieograniczonego" dostępu. Nawet w ciągu dnia musi cię dojrzeć albo usłyszeć ochroniarz, aby nacisnąć odpowiedni guzik. Piesi muszą się pofatygować osobiście w okolice recepcji aby poprosić o otwarcie okna na świat (co zdarza się rzadko, bo jedynym pieszym przez cały dzień byłem ja :D).

Dla mnie to jakaś paranoja, bo nie sądzę, aby w okolicy panowała taka przestępczość albo hasali terroryści.

Teren kempingu jest spory, więc miejsca na nocleg raczej nie zabraknie. Sporo aut z polskimi blachami, obowiązkowo terenówki. Na bokach dumne napisy: "Albania trip". Ha :D. Chociaż patrząc na pasażerkę to raczej był "Makijaż trip" :P.
Obrazek

Można nocować także w takich domkach na drzewie oraz wigwamach, lecz to już na dużo głębszą kieszeń.
Obrazek

Ale miało być o jeziorze! Kemping dysponuje własnym pomostem i chybotliwą platformą do kąpieli.
Obrazek

Na stałym lądzie przygotowano fragment plaży ze sztucznie wysypanym piaskiem, parasolami i leżakami. Kiczowato, ale fajnie :).
Obrazek

Po drugiej stronie jeziora Czarnogóra. Pasmo górskie widać tylko fragmentarycznie, reszta jest przysłonięta mgłą upałów oraz dymami pożarów.
Obrazek

W sobotę dzień lenia. Odpoczywa samochód, odpoczywamy my, odpoczywa Śliwka. Nawet zdecydowała się na krótką kąpiel słoneczną.
Obrazek

Do jeziora wskakujemy kilka razy. Woda jest bardzo ciepła, wręcz zupa.
Obrazek
Obrazek

Po co jednak tak długi pomost? Otóż w tym miejscu brzeg jest mulisty i grząski oraz oblepiony zieloną roślinnością. Nic strasznego, ale zapewne wielu nie chciałoby po nim chodzić.
Obrazek
Obrazek

Postawiam pospacerować w jedną i drugą stronę wzdłuż wody. Na lewo widać ślady po ognisku, jest też jakiś rodzinne obozowisko.
Obrazek
Obrazek

Potem ich miejsce zajmuje jakaś rodzinka, która postanowiła oszczędzić na myjni i wypucować swój wóz w jeziorze :/. A w tle sylwetka twierdzy Rozafa w Szkodrze.
Obrazek

Na prawo mniej ludzi, za to pojawiły się zwierzęta. Co prawda nie jest to żaden z 280 gatunków ptaków należących do fauny (podobno połowa ze wszystkich lotników obecnych w Europie), a tylko stado kóz. W krzakach świecą się śmieci, pozostawione chyba głównie przez pasterzy.
Obrazek
Obrazek

Relaks :).
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Trochę mnie zdziwił brak tłumów na leżakach. Przecież w innych miejscach ludzie w zamian za taki mebel i parasol są w stanie dać się pokroić albo przynajmniej dać w gębę :P.

W miarę upływu czas zaczyna wzmagać się wiatr, zwiększają się fale. Pomost coraz bardziej kołysze. W Czarnogórze pożary w górach także się nasilają. Przebiegające dzieciaki w różnych językach krzyczą o wężu grasującym w wodzie, lecz mnie nie chciał się objawić.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Przedstawiciel tubylców...
Obrazek

...i tubylcza waluta. W podróży najbardziej cenię euro, bo odpada mi szukanie kantorów, przeliczanie itp., ale miejscowe jednostki to zawsze przegląd lokalnej architektury i historii. Na banknocie 2000 leków przedstawiono Gentiusa, starożytnego króla Ilirów.
Obrazek

Kemping posiada własną restaurację. O dziwo, ceny są przyzwoite, a jedzenie smaczne. Na obiad zamawiamy meze - zestaw albańskich zakąsek. Wszystko smaczne, choć spodziewałem się większej ilości mięsa.
Obrazek

W okolicach popołudnia zaczyna mnie nosić. Czuję się tu jak w jakiejś specjalnej enklawie dla cudzoziemców, odgrodzony wysokim płotem i niemal zawsze zamkniętą bramą. Obsługa w biurze zdaje się traktować wszystkich jak niedorozwiniętych, czasem tłumacząc po kilka razy rzeczy oczywiste, a czasem oczywistych nie rozumiejąc - na przykład tego, że turysta chce posiadać także leki, a nie tylko euro...

W każdym razie wymyśliłem sobie, że opuszczę tę bezpieczną strefę i ruszę na niebezpieczną, groźną okolicę, gdzie na każdym rogu czają się Albańczycy ;). Dziewczyny w recepcji były zdziwione, że komuś chce się łazić w takim upale, ale postawiłem na swoim i bramę mi otwarto.

Najbliższa wioska to Omaraj, oddalona o jakiś kwadrans drogi.
Obrazek

Segregacja.
Obrazek

Na horyzoncie widać wieżę kościoła, natomiast żadnych meczetów. Jak już pisałem ostatnio - ten region kraju zamieszkały jest głównie przez katolików.
Obrazek

Ciekawe co tu palili?
Obrazek

Wypasiony dom na chwastowisku.
Obrazek

Dochodzę do SH1 - głównego szlaku komunikacyjnego północnej Albanii. Zaczyna się na głównym przejściu Hani Hohit z Czarnogórą, następnie przez Szkodre biegnie do Tirany. Zazwyczaj asfalt jest dobrej albo nawet bardzo dobrej jakości.

Naprzeciwko knajpa, którą wypatrzyłem podczas porannego "rekonesansu" biegowego ;). Zajrzę tu za chwilę.
Obrazek

Przekraczam jednotorową linię kolejową, jedyną międzynarodową w Albanii, prowadzącą aż do Podgoricy. Otwarto ją w 1986 roku dla ruchu towarowego, ale przez kilkanaście lat nie funkcjonowała z powodu wojny w Jugosławii (choć przecież w Czarnogórze walki się nie toczyły!).
Obrazek

Jednym z powodów do ruszenia się z kempingu była też chęć zrobienia małych zakupów, bo zapasy piwa zaczęły mi się kończyć :P. Niedaleko skrzyżowania stał nieduży market.
Obrazek

Spoglądam w stronę jeziora.
Obrazek

Z drugiej strony też góry: piękne i majestatyczne. Pasmo Dukagjin, wchodzące w skład Gór Północnoalbańskich, nazywanych przez Serbów i Czarnogórców Przeklętymi (Prokletije). Na krótkim odcinku zaczynają gwałtownie rosnąć aż do 1500 metrów n.p.m..
Obrazek

Na drodze duży ruch miesza się z pustkami. Tylko traktory kursują regularnie, obowiązkowo wszystkie w kolorze czerwonym.
Obrazek
Obrazek

Zaglądam do knajpy. Pani zza lady wita mnie z uśmiechem, zamawiam piwo. Zimne, nawet kufel wyjęty został z lodówki! Rozglądam się po lokalu... Na półce m.in. Soplica Orzechowa. Obok obrazek Matki Boskiej. Prawie jak w Polsce.

Siadam na zewnątrz obserwując okolicę. Jedyny minus to roje much lecące do browara (Nikšicko, Albańczycy niezbyt cenią swoje piwa). Wypuszczam też na chwilę Karolka na zewnątrz aby pooddychał.
Obrazek
Obrazek

Nagle słychać głośny hałas... Przez przejazd majestatycznie przewala się lokomotywa ciągnąca kilkadziesiąt wagonów w kierunku granicy. Zobaczyć albański pociąg to wyjątkowa gratka, biorąc pod uwagę długość torów w tym kraju.
Obrazek

Na fotce ČKD S200 produkowana przez kilkadziesiąt lat w Czechosłowacji. Eksportowano ją do wielu krajów, również do Albanii pod numerem T669 i jest jedynym typem lokomotywy, jaki posiada ichniejszy przewoźnik.

Pora wracać w kierunku kempingu i jeziora.
Obrazek

Aby nie wywoływać ochroniarza na teren obiektu przedostaję się przez plażę. Góry na drugim brzegu są teraz lepiej widoczne: zbiorowisko nadajników to jeszcze Albania. Granica z Czarnogórą biegnie gdzieś w prawej części zdjęcia.
Obrazek

Udaje mi się jeszcze zdążyć na zachód słońca.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dobrze czasami zrobić sobie dzień leniach i trochę zresetować organizm :).
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś"
Odpowiedz