15-30.06.2017 Góry Lovćen nad Zatoką Kotorską w Czarnogórze

Tu przedstawiamy nasze relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
sprocket73
Turysta
Turysta
Posty: 712
Rejestracja: 09 czerwca 2011, 15:06
Lokalizacja: Jaworzno

15-30.06.2017 Góry Lovćen nad Zatoką Kotorską w Czarnogórze

Post autor: sprocket73 » 03 lipca 2017, 19:53

Z miejsc, które do tej pory w życiu widziałem, najciekawszym rejonem jest Zatoka Kotorska w Czarnogórze. 5 lat temu, kiedy odwiedziliśmy ten kraj, spędziliśmy 1 dzień w Kotorze i pół dnia w górach nad Kotorem, zdobywając dość przypadkowo szczyt Pestingrad, z którego rozpościera się tak fantastyczna panorama, że nie sposób tego opisać słowami, ani nawet oddać na zdjęciu. Postanowiliśmy, że kiedyś warto byłoby jeszcze powrócić w te strony.

Tegoroczny urlop spędziliśmy w całości nad Zatoką Kotorską. Udało się również poznać nieco bliżej góry, które ją otaczają ze wszystkich stron. Ponieważ górsko są to tereny bardzo mało znane, postanowiłem, że opiszę w miarę dokładnie nasze wycieczki. Może kogoś uda się zainspirować ;)

Do dyspozycji miałem znalezioną w internecie, bardzo marną mapkę szlaków turystycznych. Ale lepsze to niż nic. Na miejscu nie udało się kupić nic lepszego. Być może w ogóle nie istnieje porządna mapa górska tego rejonu.

Obrazek

Noclegi załatwiliśmy na miejscu w miejscowości Dobrota obok Kotoru. To dość dobra lokalizacja, wszędzie blisko, dość spokojnie, nie ma tłoku.

Kotor - Sv. Ilija (765m)

Na początek coś łatwego i przyjemnego na rozruszanie.
Podjechaliśmy autem w miejsce, gdzie rozpoczyna się szlak (jest na miejscu stosowna tablica) i dokładnie z poziomu morza wyruszyliśmy w górę. Najpierw schodkami między domami.

Obrazek

Potem chwila napięcia jak będzie wyżej, czy się od razu nie zgubimy, alno nie skończymy w krzakach, ale nic takiego nie nastąpiło, ścieżka była wyraźna i w doskonałym stanie.

Obrazek

Szybko wkroczyliśmy na serpentyny. To jest typowa stara droga (dla osiołków) poprowadzona łagodnymi serpentynami. Można spokojnie nabierać wysokości i cieszyć oczy egzotycznym krajobrazem.

Obrazek

Z drugiego brzegu zatoki, na dużym przybliżeniu, ta droga wygląda tak. Wyraźnie widać jak porządnie jest zrobiona, miejscami nadbudowa z kamieni ma kilka metrów.

Obrazek

Na tym zdjęciu w dole widać dwa niższe poziomy serpentyn. Naprawdę przyjemnie się po tym wędruje.

Obrazek

Po osiągnięciu ok 450m osiągamy grzbiet Vrmac. Jest drogowskaz na pobliski punkt widokowy, na który idziemy.

Obrazek

Zbliżenie na Kotorską starówkę.

Obrazek

Następnie szlak wiedzie szeroką drogą przez las - Dalmacki Czarny Bór. Występowanie lasu w tych stronach to rzadkość.

Obrazek

Powoli nabieramy wysokości. Wciąż idziemy szeroką drogą. Zbliżamy się do szczytu Sv. Ilija.

Obrazek

Na sam szczyt wiedzie oznakowane odbicie szlaku. Widać, że na tym terenie jeszcze niedawno przebywało sporo zwierząt (krowy, kozy).

Obrazek

Wierzchołek nie jest urodziwy.

Obrazek

Ale widać z niego ładny kawał zatoki.

Obrazek

Próbuję wypatrzeć jakieś szlaki na przeciwległych zboczach. Wydaje mi się, że widzę.
Te góry są już poważniejsze, bardziej strome i wyższe (ok 1000 metrów).

Obrazek

A to nasza miejscowość - Dobrota.

Obrazek

W planie minimum było wycofanie się z tego miejsca t ą samą drogą, ale ponieważ tak dobrze szło, postanowiliśmy zejść na drugą stronę. Szlak dalej wiódł szeroką drogą schodzącą serpantynami na przełęcz o wysokości mniej więcej 450m.

Obrazek

Następnie zejście na naszą stronę wyglądało początkowo tak:

Obrazek

Później przez taki ciekawy las.

Obrazek

Na koniec strome zejście, ale wciąż niezarośniętą ścieżką.

Obrazek

Doszliśmy do dobrze oznaczonej krzyżówki szlaków. Nam pasował najbardziej szlak do Prcanij, który na tablicy informacyjnej ufundowanej przez UE na przełęczy powyżej nie był w ogóle zaznaczony. Jednak dzięki temu szlakowi skracaliśmy o połowę wracanie drogą asfaltową do auta.

Obrazek

Ucieszyliśmy się, ze jest i po 50 metrach stwierdziliśmy, ze jednak go nie ma. Po prostu całkowicie zarósł. Na szczęście byliśmy już blisko domów i dało się zejść prosto w dół.

Obrazek

Asfaltowanie nigdy nie jest fajne, ale to nie było takie złe. Przechodziliśy przez ładne miejscowości, zrobiliśmy przerwę na lody. Jedyne co dokuczało to upał, choć trzeba przyznać, że tego dnia nie było jakoś szczególnie gorąco.

Całość wycieczki zajęła nam od 8:00 do 17:00
Trasę przedstawia poniższa mapka.

Obrazek

A to taki rzut z GoogleEarth dla lepszego wyobrażenia. Na czerwono zaznaczyłem ten odcinek szlaku, który był nieprzejściowy.

Obrazek

Pierwsza wycieczka okazała się całkiem fajna i nabraliśmy ochoty na kolejne, być może już trochę bardziej ambitne. ;)

C.D.N.
Awatar użytkownika
PiotrekP
Administrator
Administrator
Posty: 7885
Rejestracja: 22 kwietnia 2009, 11:33
Lokalizacja: Świdnica
Kontakt:

Re: 15-30.06.2017 Góry Lovćen nad Zatoką Kotorską w Czarnogórze

Post autor: PiotrekP » 03 lipca 2017, 21:23

Czekam z niecierpliwością na kolejne opisy Waszych przejść. Z mapami na Bałkanach jest bardzo kiepsko, przekonaliśmy się o tym podczas pobytu w Macedonii. Pa Masywie Galicica czy Karacica map zero. Bazowałem na mapach z dawnych zasobów wojska, znalazłem z internecie. Mam znajomego w ambasadzie Macedońskiej i on nic mi nie znalazł.
Góry są piękne i niech takie pozostaną.

Nasze Wędrowanie
Awatar użytkownika
Pudelek
Turysta
Turysta
Posty: 2743
Rejestracja: 23 czerwca 2008, 17:43
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: 15-30.06.2017 Góry Lovćen nad Zatoką Kotorską w Czarnogórze

Post autor: Pudelek » 03 lipca 2017, 23:20

Z Galicici jedyną mapę jaką znalazłem to zdjęcie szlaków na jakiejś tablicy informacyjnej... ale coś musi być, czego dowodem jest ta okładka:
Obrazek

Poszedłem tym tropem i znalazłem stronkę z mapami z Bałkanów. Wybór wygląda nieźle, może na przyszłość się przyda ;)
http://www.mapsofbalkan.com/shop/index. ... dtj6dg6o56
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś"
Awatar użytkownika
sprocket73
Turysta
Turysta
Posty: 712
Rejestracja: 09 czerwca 2011, 15:06
Lokalizacja: Jaworzno

Re: 15-30.06.2017 Góry Lovćen nad Zatoką Kotorską w Czarnogórze

Post autor: sprocket73 » 04 lipca 2017, 13:56

Jedziemy dalej :)

To jest widok na naszą kwaterę. Gapiłem się na niego łapczywie podczas opalania i pływania. Góry wydawały się prawie pionową ścianą, a gdzieś tam, powinien być szlak (zaznaczony na mapie). Szukałem go wytrwale, nawet przez teleobiektyw, niestety nic nie wypatrzyłem.
Podjęliśmy jednak decyzję, że go poszukamy osobiście.

Dobrota - Mali Zalazi - Ljuta

Obrazek

Pobudka wcześnie rano i 6:30 wyruszamy. Szybko znajdujemy początek szlaku. A więc jednak jest :)

Obrazek

Szybko się jednak gubimy tam gdzie kończą się zabudowania. Niezrażeni tym drobnym niepowodzeniem, intensywnie rozglądam się za szlakiem. Z Chorwackich doświadczeń wiem, że wejście na właściwą ścieżkę zaraz na samym początku to najtrudniejszy moment. Udaje się znaleźć, idziemy. Ścieżka mało przetarta, ale jest.

Obrazek

Wyżej nieco lepiej. Tradycyjne serpentynowe zakosy, ale znacznie bardziej strome (chyba nie dla osiołków). Temperatura znacznie wyższa niż podczas pierwszej wycieczki. Słońca jeszcze nie ma, ale już pocimy się całą powierzchnią ciała - wszystko mokre. Kompletny brak wiatru.

Obrazek

Bardzo powoli nabieramy wysokości.Widok w dół na naszą miejscowość. Widać nasz domek i zaparkowane przed nim czerwone autko (nad samym morzem).

Obrazek

W końcu dochodzimy do płaskowyżu. Słońce już świeci, wysokość ok 850 metrów i fakt, że tu leciutko wieje sprawiają, że temperatura jest znośna. Idziemy w kierunku opuszczonej osady Mali Zalazi. Gubimy szlak, trafiamy na jakąś krowią ścieżkę, ale utrzymujemy kierunek. Liczę, że dojdziemy do głównego szlaku idącego równolegle do brzegu zatoki.

Obrazek

Przez moment zrobiło się już bardzo nieprzejściowo, ale udało się dotrzeć do głównego szlaku. Tak on wygląda.

Obrazek

Może nie chodzą nim tłumy, ale bardzo mi się podobało. Oznaczenia całkiem dobre, zielono, inaczej niż u nas. Jedyne na co trzeba uważać, to kolczaste rośliny - są wszędzie i nawet jeżeli wyglądają jak trawka, to stopy trzeba stawiać bardzo ostrożnie.

Obrazek

Powoli nabieramy wysokości, pojawia się coraz więcej skałek.

Obrazek

Dochodzimy do jakiegoś łagodnego szczytu.

Obrazek

Kiedy już go osiągamy, okazuje się, że mamy piękny widok na Zatokę. Jesteśmy na wysokości ok 1050m, wieje lekki wietrzyk, jest przyjemnie. Jemy, pijemy, delektujemy się otoczeniem.

Obrazek

Widzimy nasz szlak zejściowy do Ljuty, co daje nam ogromne poczucie bezpieczeństwa. Wydaje się, że trudności nawigacyjne mamy już za sobą.

Obrazek

Surowy wygląd gór w stronę lądu robi wrażenie.

Obrazek

Zupełna egzotyka...

Obrazek

Pora ruszać, okazuje się, że szlak prowadzi początkowo własnie po takich skałkach.

Obrazek

Potem schodzi do kolejnej opuszczonej osady.

Obrazek

Za osadą niestety znowu się gubimy. Odbicie naszego szlaku zejściowego nie zostało oznaczone. Szukamy go w ciemno. Wiem, że gdzieś tu jest, bo przecież widziałem go z góry.

Obrazek

Po lekkich problemach udaje się znaleźć wejście na serpentyny. Humory dopisują schodzimy, bo robi się trochę za bardzo gorąco.

Obrazek

Robi się podejrzanie stromo. Szlak coraz bardziej zarośnięty. Ukochana zaczyna marudzić, że musi włożyć spodnie.

Obrazek

Miało być łatwe i przyjemne zejście, a tu ciągle coraz stromiej. Podłoże niestabilne. Trzeba uważać, żeby nie pojechać na żwirku.

Obrazek

No i zrobiło się strasznie. Szlak pionowo w dół, po osuwających się kamieniach i wygląda na to, że czeka nas ok 500m w pionie takiego niefajnego zejścia. Mamy bardzo wolne tempo. Zaczynamy oszczędzać wodę. Ukochana przeklina jak szewc i zapowiada rozwód.

Obrazek

Z każdym metrem w dół temperatura wzrasta. Zbocze jest idealnie nachylone do słońca i znowu nie ma najmniejszego ruchu powietrza. Pojawiają się kolejne trudności w formie progów skalnych. Przypominam jeszcze o kłującej roślinności. Dramat ten wydaje się nie mieć końca.

Obrazek

Docieramy do czegoś co z góry wydawało się upragnionym wypłaszczeniem. W rzeczywistości było dolną częścią piargu. Ukochana próbuje bokiem trzymając się traw. Ja środkiem, jak na nartach w osypującej się lawince.

Obrazek

Docieramy do morza. Zrzucam buty i wskakuję do wody, która jest przyjemnie chłodna. Śmieję się jak Tomasz Majewski kiedy zdobył olimpijski medal. Jeszcze nigdy nie miałem tyle radości i przyjemności z wejścia do wody. Spoglądam na góry z których przed chwilą zeszliśmy. Wyglądają pięknie.

Obrazek

Potem zostało jeszcze asfaltowanie do domu. Niby niedaleko, ale jakoś za gorąco się zrobiło, więc jak już doszliśmy to znowu zanurzenie się w wodzie było bardzo fajne.

Czas wycieczki od 6:30 do 17:45

Mapka trasy:

Obrazek

Rzut z GoogleEarth:

Obrazek

Druga wycieczka dostarczyła nam wielu wrażeń. Było męczące długie wejście. Potem cieszenie się krajobrazami na górze. Na koniec zaskakująco wymagające zejście.
Co ciekawe na tablicy informacyjnej na przełęczy z ostatniej wycieczki, szlak do Ljuty był zaznaczony, natomiast kilka dni później byliśmy w mieście Herceg Novi - też była tablica ze szlakami i tam już nie występował. Trzeba na te szlaki uważać ;)

C.D.N.
Awatar użytkownika
jck
Turysta
Turysta
Posty: 3082
Rejestracja: 14 listopada 2007, 22:57
Lokalizacja: Katowice
Kontakt:

Re: 15-30.06.2017 Góry Lovćen nad Zatoką Kotorską w Czarnogórze

Post autor: jck » 05 lipca 2017, 8:04

Zapytam od razu: wróciliście do Polski bez rozwodu? :)

A rejon piękny, nieznany mi zupełnie. Śródziemnomorskie klimaty są niesamowite. Czekam na dalsze części.
Życie nie zaczyna się powyżej 5000 mnpm. Powyżej 6000 mnpm tym bardziej...
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2181
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: 15-30.06.2017 Góry Lovćen nad Zatoką Kotorską w Czarnogórze

Post autor: Robert J » 05 lipca 2017, 14:56

Te luźne drobne kamienie na skale na szlaku są bardzo niebezpieczne. Miałem okazję przekonać się o tym w maju w Chorwacji gdy nogi mi uciekły do przodu i chcąc utrzymać równowagę złapałem się jakiejś suchej rośliny z ogromnymi kolcami. Blizny do tej pory widać ;)
Awatar użytkownika
sprocket73
Turysta
Turysta
Posty: 712
Rejestracja: 09 czerwca 2011, 15:06
Lokalizacja: Jaworzno

Re: 15-30.06.2017 Góry Lovćen nad Zatoką Kotorską w Czarnogórze

Post autor: sprocket73 » 05 lipca 2017, 17:06

Przy następnej wycieczce Ukochana postawiła warunek, że ma być poprowadzona szlakiem dla normalnych ludzi. Nie ma problemu :)

Wymyśliłem, że podejdziemy na przedmieścia Kotoru, skąd rozpoczyna się szlak do góry. Szlak jest zaznaczony na wszystkich tablicach więc na pewno będzie. Potem wchodzimy na szlak idący górą przez opuszczone osady Veliki Zalazi i Mali Zalazi, a na koniec schodzimy tak jak weszliśmy pierwszego dnia prosto na nasza kwaterę. Plan wydawał się dobry :)

Kotor - Veliki Zalazi - Dobrota

Już na początku idąc płaskim asfaltem o 6:00 rano pociłem się jakbym co najmniej biegł. Najwidoczniej temperatura każdego dnia była coraz wyższa. A może dlatego, że niosłem 6 l. wody w plecaku, żeby nie było kryzysów wodnych.

Obrazek

Szlak okazał się być dość mocno zarośnięty krzewami i to na całej długości podejścia. Między krzewami wielkie pająki uwiły sieci. Ukochana szła przodem i za pomocą patyka je likwidowała... a ja wlokłem się z tyłu.

Obrazek

Poza tym było standardowo pięknie.

Obrazek

Po wyjściu na płaskowyż zwykle robiło się chłodniej. Teraz również, ale jakoś mniej. Ewidentnie trafiliśmy na ciepły dzień.

Obrazek

Przedzieramy się przez Veliki Zalazi. Osada jest spora.

Obrazek

Niektóre domy wyglądają jakby jeszcze niedawno ktoś ich używał.

Obrazek

Osada zostaje za nami, idziemy w kierunku przełęczy.

Obrazek

Napotykamy taką zaporę. Nie jest to nic dziwnego, często spotykaliśmy podobne konstrukcje. Prawdopodobnie maja uniemożliwić pasącym się krowom rozchodzenie się na zbyt dużym terenie. Niestety ta zapora jest jakaś pechowa, bo próbując ją otworzyć przewracam się z całą konstrukcją na kamienie i doznaję kilku płytkich rozcięć na nogach i rękach. Krew miesza się z potem i wyglądam jak ofiara poważnego wypadku. Ale nic mi nie jest. Aparat również cały ;)

Obrazek

Dochodzimy na przełęcz. Ponad 1000 metrów i jakby nieco chłodniej.

Obrazek

Z góry widać Mali Zalazi. Osada jest dużo większa niż myśleliśmy. Na ostatniej wycieczce przeszliśmy tylko jej skrajem. Z góry widać jakby zamieszkałe domy i kościół.

Obrazek

Postanawiamy pozwiedzać. Czeka nas już tylko znane zejście w dół, więc nie ma stresu. Ze dwa domy są zamknięte i wygląda, że przynajmniej czasem ktoś w nich bywa.

Obrazek

Znajdujemy cmentarz.

Obrazek

Kościół ma nawet dzwony.

Obrazek

Jest zamknięty, przez małe okienko próbuję zrobić zdjęcie wnętrza. Coś mi bzyczy koło ucha, ale nie zwracam większej uwagi. Dopiero ukłucie, jakby zastrzyk, wytrąca mnie z fotograficznego amoku. Pszczoła. Strzepuję ją, jednocześnie zauważam, że kilka innych krąży bardzo blisko... i kolejne ukłucie. Szybko ewakuuję się, ale jeszcze kolejna mnie żądli. Okazało się, że w ścianie kościoła jest gniazdo pszczół. Byłem za blisko i mnie zaatakowały... coś pechowy dzień mam.

Obrazek

Pora na powrót, bo upał straszny, jak nigdy dotąd. Ukochana uzupełnia swoją wodę z moich kończących się już zapasów i mówi, że idzie przodem, bo już nie może wytrzymać. Ja jeszcze cykam kilka zdjęć i ruszam za nią.

Obrazek

Pozostaje tylko zejść, znanym dobrym szlakiem. Niby nic. Ale jak opuszczam płaskowyż i zaczynam schodzić, to mam wrażenie jakbym wlazł do piekarnika. 800 metrów w pionie w dół w takich warunkach... a im niżej tym cieplej, nieźle się zapowiada.

Obrazek

Kiedy dogoniłem Ukochaną wyglądała bardzo kiepsko. Tym razem nie przeklinała i nie straszyła rozwodem. Nie była w stanie. Było za gorąco. Szybko skończyła nam się woda, nawet psia woda się skończyła. Język przyklejał się do podniebienia tak, że trudno go było oderwać. Znowu dramat.

Obrazek

W takich warunkach człowiek przestaje racjonalnie myśleć. Strefa śmierci. Na szczęście udało się z niej wyjść.

Obrazek

Jednym słowem przyszły prawdziwe śródziemnomorskie upały :)

Wycieczka trwała od 6:00 do 16:00

Mapki:

Obrazek

Obrazek

C.D.N.
Awatar użytkownika
Han-Ka
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1137
Rejestracja: 05 lutego 2011, 21:02
Lokalizacja: Łódź

Re: 15-30.06.2017 Góry Lovćen nad Zatoką Kotorską w Czarnogórze

Post autor: Han-Ka » 05 lipca 2017, 18:58

Piękne rejony. Relacja może służyć jako przewodnik dla innych :spoko: . Też bym się chętnie tam wybrała, ale ten upał trochę odstrasza.
https://get.google.com/albumarchive/101 ... source=pwa

"...A przed nami nowe życia połoniny, blaski oraz cienie, szczyty i doliny.
Niech nie gaśnie ogień na polanie, złe niech znika, dobre niech zostanie ..."
Awatar użytkownika
sprocket73
Turysta
Turysta
Posty: 712
Rejestracja: 09 czerwca 2011, 15:06
Lokalizacja: Jaworzno

Re: 15-30.06.2017 Góry Lovćen nad Zatoką Kotorską w Czarnogórze

Post autor: sprocket73 » 06 lipca 2017, 18:58

Mimo nadejścia upałów nie odpuszczamy.
Co prawda Ukochana wymyśla takie warunki, których teoretycznie nie można spełnić. Nie dość, że mają być szlaki przetarte, to ma być do tego nie za gorąco. Ale ja mam już gotowy pomysł na taką wycieczkę. Najpierw podjeżdżamy autem na przełęcz Krstac (926). Jedzie się niesamowitymi serpentynami, nazywanymi "Kotorskimi Agrafkami". Wiemy, że stamtąd można wyjechać autem jeszcze wyżej, prawie na sam szczyt Jezerski vrh (1657), gdzie jest najbardziej znana atrakcja turystyczna - Mauzoleum Piotra II Petrowicia Niegosza, władcy Czarnogóry. Ja bym wolał jednak iść tam z przełęczy na piechotę. Co to za atrakcja wyjechać sobie autem na szczyt? Jak dla mnie wręcz profanacja. Niestety nie wiem czy jest tam szlak, mapa tego nie obejmuje, a w przewodniku rozwodzą się jedynie nad cudowną możliwością dojechania autem. Jeżeli jest szlak i idzie cały czas asfaltową drogą, to też nie fajnie. Przy wjeździe do Parku Narodowego Lovćen jest budka i strażnik pobiera opłaty. U niego zasięgam języka. Jest nieco zdziwiony, ale ucieszony, że znaleźli się amatorzy pieszych wędrówek. Wychwala szlak, że jest sensownie poprowadzony, przetarty, piękny. W takiej sytuacji idziemy, choć Ukochana zapowiada, że na pewno będzie "czarna dupa" jak zawsze. Co ciekawe strażnik nie chce od nas opłaty, jak wyciągam do niego rękę ze zgodnie odliczonymi 4 euro, to macha tylko, żeby iść i się uśmiecha. Czyżby docenił pieszych turystów? ;)

Szlak idzie kawałeczek drogą, a potem wchodzi w las. Jest szeroką ścieżką i jest przyjemnie chłodno.

Obrazek

Potem kawałek podejścia.

Obrazek

Po drodze znajdujemy skrzynkę wpisową, ze starusieńkim zeszytem rozpadającym się w rękach. Pierwsze wpisy są z 2009 roku. Kartkuję go ostrożnie w poszukiwaniu polskich śladów. Trochę tego jest.

Obrazek

Wychodzimy na wypłaszczenie. Po prawej widać nasz cel.

Obrazek

A to najwyższy szczyt w Parku Lovćen - Štirovnik (1749).

Obrazek

Po drodze mamy piękne widoczki, na inne szczyty i dla odmiany istniejące osady.

Obrazek

Zdobywamy Jezerski vrh, ja z Tobim górą.

Obrazek

Ukochana tunelem łączącym parking z mauzoleum.
Ten tunel to taka sztuka dla sztuki, i tak trzeba wyjść na tą samą wysokość.

Obrazek

Zbliżamy się do Mauzoleum.

Obrazek

Nie ma tam wielu atrakcji, ale to co jest wygląda porządnie.

Obrazek

Wszystkie przewodniki podkreślają, że sufit jest ze złota.

Obrazek

Jednak i tak największą atrakcją jest Tobi, który chyba lubi sławę. Czy mi się tylko wydaje, że pozuje z bardzo dumną miną? ;)

Obrazek

Ze szczytu wracamy tą samą drogą, którą przyszliśmy. Nie spotykamy nikogo, kto wędruje na piechotę tak jak my. Wszyscy wyjeżdżają autami.
Na przełęczy jemy w regionalnej knajpie. Polecam. Jest smaczniej i taniej niż na dole.

Obrazek

W zasadzie to powinno wystarczyć, aby zakończyć tą miłą i udaną górską wycieczkę, ale namawiam Ukochaną, żebyśmy sobie podeszli na Pestingrad, czyli niedaleko odległy od przełęczy Krstac fantastyczny punkt widokowy nad Kotorem. Ukochana trochę marudzi, że już nóżki bolą, ale idziemy. Najpierw szeroką drogą.

Obrazek

Potem przypominamy sobie jak wygląda normalny czarnogórski standard szlaku.

Obrazek

Tuż przed samym Pestingradem niespodzianka - zamontowali linę. Paimętam, że 5 lat temu liny nie było i miałem lekkie wątpliwości, czy tam należy iść. Sama lina nie jest potrzebna, ale daje poczucie pewności, że podążamy dobrą drogą.

Obrazek

Chociaż byłem przygotowany na ten widok, to dałem się zaskoczyć. Pojawia się tak nagle, że każdy zrobi WOW!

Obrazek

Tobi patrzy sobie na starówkę Kotoru z wysokości dokładnie 1000 metrów. Bardzo gorąco polecam Pestingrad każdemu, kto będzie w tamtych stronach.

Obrazek

Wracamy zmęczeni do auta. Na koniec zjeżdżamy w dół z widokami na zachód Słońca.

Obrazek

Wycieczka zajęła od 8:30 do 16:30 na Jezerski vrh. Oraz od 17:30 do 20:00 na Pestingrad.

Mapki nie będzie, bo nie obejmuje całości trasy. Wystarczy rzut z GoogleEarth. Na czerwono zaznaczyłem trasę na Pestingrad. Dodatkowo strzałka wskazuje "agrafki", czyli drogę asfaltową z Kotoru na przełęcz Krstac.

Obrazek
goska
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 867
Rejestracja: 13 listopada 2011, 21:51
Lokalizacja: kraków

Re: 15-30.06.2017 Góry Lovćen nad Zatoką Kotorską w Czarnogórze

Post autor: goska » 06 lipca 2017, 19:59

Czarnogóra jest piękna , ale góry wydawały mi się właśnie bardzo dzikie i trzeba dużo wody ze sobą nosić tak więc ja zbytnio nie pochodziłam niestety. No i właśnie bałam się , że oznaczenia nie są dokładne a ja mam zdolności gubienia się.
Największa rzecz swego strachu mur obalić...
Awatar użytkownika
sprocket73
Turysta
Turysta
Posty: 712
Rejestracja: 09 czerwca 2011, 15:06
Lokalizacja: Jaworzno

Re: 15-30.06.2017 Góry Lovćen nad Zatoką Kotorską w Czarnogórze

Post autor: sprocket73 » 07 lipca 2017, 14:42

Koniec urlopu zbliża się nieubłaganie. Robimy jeszcze jedną małą wycieczkę.

Prcanij - Velji vrh - Gornji Stoliv

Zdajemy sobie sprawę z upałów, ale wymyśliłem teorię, dzięki której nie powinno być źle. Gorąco ma być tylko z rana. Wyruszamy na górę dokładnie tak, jak schodziliśmy podczas pierwszej wycieczki.

Obrazek

Zwykle podchodziliśmy w cieniu, teraz idziemy w pełnym słońcu stokiem o wschodniej ekspozycji. Choć na oko jest tu pięknie zielono, męczarnia straszna.

Obrazek

Chwila odpoczynku w wyschniętym korycie rzeki na starym kamiennym mostku.

Obrazek

A potem wychodzimy na przełęcz znaną z pierwszej wycieczki. Przed nami Velij vrh. Jak się okazuje szlak nie idzie przez jego szczyt, tylko dochodzi do wysokiej przełęczy położonej z prawej strony 200m w pionie poniżej szczytu i przechodzi na drugą stronę.

Obrazek

Na wyższej przelęczy Ukochana wydaje mi zezwolenie na zdobycie szczytu, a sama robi sobie dłuższy odpoczynek. Ja wychodzę bez problemu, nie ma chaszczy, jest coś co nazywam pseudościeżką, czyli taka ścieżka, co raz jest widoczna, a zaraz jej nie ma, a potem znowu jest lub nie.

Obrazek

Z góry widac dobrze największy w zatoce port w mieście Tivat.

Obrazek

Oraz inne ciekawe rzeczy, np ruiny fortecy na jednym ze szczytów po przeciwległej stronie zatoki. Jeszcze w domu planowałem, że można by tam iść, szlak jest zaznaczony. Niestety nie udało nam się zrealizować tej wycieczki. Na oko widać, że musi być tam strasznie gorąco, szczyt jest dość niski, roślinność praktycznie szczątkowa.

Obrazek

Schodzę do Ukochanej i schodzimy razem znacznie chłodniejszym, zalesionym północnym stokiem.

Obrazek

Dochodzimy do osady Gornji Stoliv. Zastanwiamy się, czy jest opuszczona, czy nie. Większość domów pusta, ale przy jednym widzimy krzątającą się starowinkę.

Obrazek

Tak wygląda główna ulica osady.

Obrazek

Jest i kościół. Zamknięty. W nocy jest podświetlany, czyli w osadzie jest elektryczność.

Obrazek

Idziemy dalej. Pozostało nam już tylko zejście ukośnym trawersem w kierunku miejscowości startowej. Po drodze przygoda z koniem. Je przeszedłem obok niego, Tobi okrążył górą, a Ukochanej koń nie chciał puścić. Na zdjęciu widać jak niebezpiecznie wierzga przednią nogą.

Obrazek

Na zakończenie szlak zrobił nam niespodziankę. Zaczął coraz bardziej zarastać, a potem zniknął całkiem. Nie dało się już iść.

Obrazek

Na szczęście byliśmy już bardzo nisko i skierowaliśmy się prosto w dół. Udało się dotrzeć do cywilizacji, a Ukochana mogła sobie znowu pomarudzić ;)

Wycieczka trwała od 7:00 do 13:00.

Tradycyjnie mapki:

Obrazek

Obrazek

To tyle, jeżeli chodzi o górskie wycieczki podczas urlopu.
Napisze jeszcze później trochę o innych atrakcjach, dostępnych dla tych, którzy niekoniecznie lubią się katować na urlopach tak jak my ;)

C.D.N.
Awatar użytkownika
sprocket73
Turysta
Turysta
Posty: 712
Rejestracja: 09 czerwca 2011, 15:06
Lokalizacja: Jaworzno

Re: 15-30.06.2017 Góry Lovćen nad Zatoką Kotorską w Czarnogórze

Post autor: sprocket73 » 08 lipca 2017, 21:45

Jeszcze kilka słów o mniejszych wycieczkach dla normalnych ludzi ;)

Mury Kotoru

Na mury Kotoru można sobie wejść ze starówki płacąc 3 euro. Tak zwiedzaliśmy je 5 lat temu i 99% turystów tak się tam dostaje. W tym roku skorzystaliśmy z mniej popularnej opcji, mianowicie szlaku turystycznego z Kotoru na przełęcz Krstac.

Obrazek

Wiedzie on wygodnymi szerokimi serpentynami dla osiołków. Co ciekawe, osiołki ciągle z nich korzystają. W górze jest kilka zamieszkałych domów.

Obrazek

Wędrówka szlakiem jest bardzo przyjemna i z pięknymi widokami.

Obrazek

Kiedy dojdzie się do opuszczonej osady, trzeba uważać, żeby nie przegapić rozwidlenia szlaku. Jeżeli się źle skręci, wyjdzie sie 900 metrów w górę na przełęcz Krstac ;)

Obrazek

Właściwa ścieżka prowadzi wprost na mury.

Obrazek

Takim oto wejściem.

Obrazek

Tak to wygląda po wewnętrznej stronie murów - również serpentyny i widok na starówkę.

Obrazek

Do Fortecy na szczycie trzeba jeszcze kawałeczek podejść.

Obrazek

Z niej takie widoki na mury:

Obrazek

i Kotor

Obrazek

Mury wznoszą się na 260 metrów.
Zwiedzenie zajęło nam w całości ok 3,5 godziny. 5 lat temu - 4 godziny.

Jaskinia w Risan

Kilkaset metrów za końcem zabudowań miejscowości Risan w kierunku Herceg Novi, na zakręcie drogi znajdują się drogowskazy z treścią "Sopot" i "Rezerwat Oleandra".
Znajduje się tam ogromna jaskinia.

Obrazek

Na wejściu jeszcze nie wiadomo czego się spodziewać. Trzeba mieć czołówki. Dno Jaskini schodzi w dół, a góra jakby utrzymuje poziom, więc im dalej się wejdzie, tym większa przestrzeń.

Obrazek

Zdjęcia w ogóle nie oddają wrażenia przebywania w środku.

Obrazek

Doszliśmy do miejsca, gdzie zaczyna się raj dla większych amatorów jaskiń - wielki pionowy komin, bez dna. Dla nas to już za dużo wrażeń ;)

Obrazek

Jaskinia w Risan to taka szybka atrakcja, ale warto zobaczyć.
Chcieliśmy jeszcze zobaczyć Rezerwat Oleandra, ale nie znaleźliśmy żadnej ścieżki. Oleandry porastają strome zbocze góry nad jaskinią.

Wąwóz rzeki Szkudry

To prawdziwa perełka. Idąc na mury Kotoru wypatrzyłem wyschnięte koryto rzeki.

Obrazek

Zagłębiłem się kawałek i już wiedziałem, że trzeba tu wrócić, tylko w dobrych butach.

Obrazek

Wróciliśmy więc i postanowiliśmy wejść najgłębiej jak się uda.

Obrazek

Podczas pokonywania kolejnych progów skalnych zabawa była przednia.

Obrazek

Ryzyko niewielkie - kąpiel w bajorku z żabkami ;)

Obrazek

Ukochana dzielnie walczyła.

Obrazek

Najgłębiej dotarliśmy do takiego uroczego miejsca.

Obrazek

Zadzierając głowy pionowo w górę wyglądało to tak:

Obrazek

Pora na powrót... a jak wiadomo łatwiej się wychodzi niż schodzi.

Obrazek

Znowu przednia zabawa.

Obrazek

Wychodzimy z kanionu - wszyscy zadowoleni ma maxa.

Obrazek

W kanionie panuje bardzo przyjemna temperatura. Najlepiej udać się tam przed południem, kiedy słońce najlepiej oświetla środek. Zwiedzanie kanionu zajęło nam ok 2,5 godziny.

Na koniec mapka poglądowa. Na niebiesko Mury Kotoru. Na czerwono Wąwóz Szkudry.

Obrazek
Awatar użytkownika
sprocket73
Turysta
Turysta
Posty: 712
Rejestracja: 09 czerwca 2011, 15:06
Lokalizacja: Jaworzno

Re: 15-30.06.2017 Góry Lovćen nad Zatoką Kotorską w Czarnogórze

Post autor: sprocket73 » 10 lipca 2017, 18:07

Pora kończyć tą relację garścią praktycznych informacji.

Co można robić tam poza górami? Oczywiście zwiedzać.
Najciekawszą miejscowością jest Kotor. Można go moim zdaniem porównać z Krakowskim Rynkiem. Cały czas coś się dzieje, a w nocy ruch nie mniejszy niż za dnia.

Obrazek

Zabudowa typowa dla południowych nadmorskich miejscowości. Podobno w Wenecji jest najwęższa uliczka. Może, ale niekoniecznie.

Obrazek

Ciekawostką jest koci zaułek. Koty tutaj rządzą :)

Obrazek

Innym miastem, wartym odwiedzenia jest Herceg Novi. To największe miasto nad Zatoką.

Obrazek

Jest wszystko co potrzeba, ale moim zdaniem nie ma tego klimatu co w Kotorze.

Obrazek

Natomiast małe miasteczko Perast, to w zasadzie jedna ulica i sam klimat. Warto zobaczyć.

Obrazek

Oprócz zwiedzania można sobie leżeć nad morzem. Nie ma tu typowych plaż. Nie ma też typowej skalistej linii wybrzeża. Są betonowe pomosty i wysypane żwirkiem wejścia do wody. Sama woda jest mniej słona niż w morzu, fale są mniejsze, temperatura wyższa (kiedy podczas upałów chciałem sobie popływać, to jak wkładałem w to dużo wysiłku robiło mi się za gorąco - w wodzie).

Obrazek

Wywoławcza cena noclegów dla 2-osobowego klimatyzowanego "apartmanu", czyli sypialni z łazienką i aneksem kuchennym to 70 euro. Zdziwiliśmy się, że tak dużo, bo liczyłem, że będzie coś za 35-40. Ostatecznie, z uwagi na długi czas pobytu (14 noclegów) udało się znaleźć za 45 euro i to całkiem fajne, nad samym morzem. Na koniec właścicielka powiedziała, że jesteśmy super i jak chcemy możemy sobie zostać jeszcze 1 dzień - skorzystaliśmy :)

Jedzenie jest dość tanie. Za ok 20 euro na dwie osoby można sobie solidnie zjeść jakieś mięso, z sałatką i piwem/winem. Duża dobra pizza 6-8 euro. Najczęściej braliśmy danie zwane "mix grill". Mieli je w każdej większej knajpie. Dostawało się cały półmisek różnych grillowanych mięs i ciężko było to wszystko wchłonąć, nawet z małą pomocą Tobiego.

Obrazek

Ale trzeba uważać. Taką uroczą knajpkę nad samym morzem upatrzyliśmy sobie już na samym początku. Nie wyglądała jakoś szczególnie ekskluzywnie, za to very romantic.

Obrazek

Potem okazało się, że aby tam swobodnie pójść i zjeść solidnie, trzeba być przygotowanym na wydanie 100 euro.

Jeżeli chodzi o dojazd, to google poleca (i większość ludzi tak jeździ), trasę przez Czechy, Austrię, Słowenię i Chorwację. Do Kotoru z Katowic wychodzi nią ok 1450 km, a do tego koszty winiet i autostrad. Nie wiem czy da się dojechać w 1 dzień. Raczej ciężko, bo przyjęło się, że do południowej Chorwacji dojeżdżają za jednym razem tylko najwięksi twardziele.
Myśmy jechali inną trasą, przez Słowację, Węgry, Bośnię. Jest 300 km krócej i korzysta się tylko z bezpłatnych dróg, ale teoretycznie dłużej. Oto moja trasa: https://www.google.pl/maps/dir/42.47184 ... !3e0?hl=pl

Jechaliśmy tam 2 dni, w sensie, że wyjechaliśmy z domu o 10:00, w trasie przespaliśmy się w samochodzie gdzieś w Bośni i na miejscu byliśmy następnego dnia o 12:00.
Powrót poszedł nam szybciej, bo z racji dodatkowej gratisowej nocy spróbowałem wrócić w 1 dzień. Wyruszyliśmy o 5 rano, a do domu dojechaliśmy ok północy - więc da się.

Jeżeli komuś mało zdjęć, to więcej można zobaczyć tutaj: https://goo.gl/photos/TFukVmivzi42HKPVA

Na tym kończę. Tym, którzy dotrwali do tego miejsca dziękuję za cierpliwość ;)
Awatar użytkownika
PiotrekP
Administrator
Administrator
Posty: 7885
Rejestracja: 22 kwietnia 2009, 11:33
Lokalizacja: Świdnica
Kontakt:

Re: 15-30.06.2017 Góry Lovćen nad Zatoką Kotorską w Czarnogórze

Post autor: PiotrekP » 10 lipca 2017, 21:21

Dotrwałem do końca i bardzo dobry przewodnik napisałeś. Dzięki za ciekawą relację z fajnych wakacji. :)
Góry są piękne i niech takie pozostaną.

Nasze Wędrowanie
Awatar użytkownika
Han-Ka
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1137
Rejestracja: 05 lutego 2011, 21:02
Lokalizacja: Łódź

Re: 15-30.06.2017 Góry Lovćen nad Zatoką Kotorską w Czarnogórze

Post autor: Han-Ka » 11 lipca 2017, 9:19

sprocket73 pisze:dziękuję za cierpliwość ;)
Nie ma za co :zoboc: , warto było poczytać, popatrzeć i troszkę pomarzyć :)
https://get.google.com/albumarchive/101 ... source=pwa

"...A przed nami nowe życia połoniny, blaski oraz cienie, szczyty i doliny.
Niech nie gaśnie ogień na polanie, złe niech znika, dobre niech zostanie ..."
Odpowiedz