Rysianka na kolanach, czyli ... 19-20 marca, Krawców Wierch

Tu przedstawiamy nasze relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Grochu
Moderator
Moderator
Posty: 4521
Rejestracja: 14 października 2009, 12:11
Lokalizacja: Bytom

Rysianka na kolanach, czyli ... 19-20 marca, Krawców Wierch

Post autor: Grochu » 21 marca 2011, 23:41

Styl narracji mieszany – tak … for fun ;)
-------------------------------------------
Piątek wieczór. Leje, wieje, zimno … piękna listopadowa aura :aniolek: Ale wiadomo: trza twardym być, nie miętkim, więc:
Grochu pisze: mirek powiedział/-a:
Czyli jak rozumiem,spotykamy się w Bielsku o 8.00 pod zegarem bez względu na pogodę?

Bezapelacyjnie TAK
-----------------------------------------------------
Dopijam ostatnie piwko i do podusi…
Sobota rano. Otwieram oczy, wyglądam przez okno – a tam … biało!!! O w mordę … !
Szybkie ruchy porannej rutyny i już jadę do Katowic. Nim dojechałem dzwoni Mirek – potwierdzam, że jadę ( rozumiem jego niepokój – przecież sam by tego wszystkiego nie wypił :twisted: . Przesiadka na pociąg i o umówionej porze 8 rano melduję się na dworcu w Bielsku. Czekają tam już Mirek i Zrzęda. Szybka ocena sytuacji: do pociągu mamy 40 minut, Otylia jedzie autobusem, ja jestem bez śniadania. Ergo – przemieszczamy się do pobliskiego fast-fooda gdzie konsumuję coś, co udaje pożywienie. Dociera Otylia i już po paru chwilach siedzimy w pociągu do Żywca.

-----------------------------------------------
W Żywcu zgrupowanie armii G-S zapoznaje się z rozkładem jazdy busów i w jego kontekście – po krótkiej naradzie sztabowej – decyduje utworzyć front północny do ataku na Trzy Kopce przez Rysiankę z podstawą ataku w Żabnicy. Front wschodni z atakiem przez Pilsko utworzyła grupa uderzeniowa Elizz-Paweld, za miejsce koncentracji obierając Sopotnię Wielką. Z przyczyn logistycznych front wschodni ruszył z godzinnym wyprzedzeniem przed siłami głównymi, które – zwiedzione fałszywymi danymi wywiadowczymi – na samym starcie dwukrotnie pomyliły kierunek. Każdą z tych dwóch prób oszczekiwał zajadle tajny agent sił sprzymierzonych, przebrany za miejscowego „Burka”, usiłując przekazać komunikat: „nie tędy droga głupki”. Jednak elitarne jednostki armii G-S nie rozpoznały głęboko zakonspirowanego agenta i zamiast nawiązać kontakt słowami: „dzięki stary za info” zignorowały go zwykłym: „ooo … jaki milusi piesek” :twisted:
W końcu straż przednia wypatrzyła właściwy kierunek i przystąpiono do ofensywy. Po całonocnych opadach śniegu na teren walk powróciła zima – w całej swej świeżości i dziewiczej bieli. Przeszkadzał zimny wiatr i niski pułap chmur, który atakujący osiągnęli jeszcze przed końcem pierwszego podejścia. W miarę posuwania się w głąb terytorium wroga systematycznie ulegały pogorszeniu warunki terenowe. Przeciwnik wykarczował ogromne połacie lasu tworząc ze ściętych pni zapory przeciwpiechotne i skutecznie zacierając szlak. W tej sytuacji szeregowy Grochu wyforsował się na szpicę, by poprzez rozpoznanie bojem wskazywać kierunek ataku siłom głównym. Po przebrnięciu przez pierwszą linię obrony nastąpiła lekka dekoncentracja, którą przeciwnik skwapliwie wykorzystał sprowadzając maszerujących na manowce. Wysłano więc zwiadowców Mirka i Grocha w różnych kierunkach w celu odnalezienia utraconego szlaku. Misja zwiadowcza zakończyła się pełnym sukcesem i po chwili grupa uderzeniowa bez strat własnych wznowiła ofensywę. W tym samym czasie do sztabu dotarł komunikat z frontu wschodniego: „Hala Miziowa wzięta!”.
W miarę zdobywania wysokości systematycznie pogarszały się warunki atmosferyczne. Silne powiewy wiatru cięły ostrymi drobinami ni to śniegu, ni to lodu. Ponadto przeciwnik uruchomił zasłonę dymną w postaci gęstych chmur przetaczających się po okolicy i utrudniających orientację. Po paruset metrach znowu pojawiło się karczowisko i zniknął szlak. Wiatr, mgła, metrowe zaspy i szlak – tym razem zatarty skutecznie … oojjjj …. druga linia obrony okazała się nie lada wyzwaniem! Kilka patroli wróciło z niczym, zarządzono więc naradę sztabową. Wybrano najrozsądniejszą opcję: szarża na przełaj, prosto pod górę – do zwycięstwa :hura:
Armia ruszyła w bój.
Przeciwnik dobrze się przygotował: świeżym śniegiem doskonale zamaskował starą, zmarzniętą pokrywę, pod którą kryła się jeszcze kilkudziesięciocentymetrowa – miejscami i metrowa warstwa śniegu. Taka zdradliwa konfiguracja, kiedy nie wie się, czy następny krok utrzyma wojownika na powierzchni, czy zapadnie się po kolano czy do krocza. Ta druga opcja miała niestety zdecydowaną przewagę. Do tego doszło mordercze nachylenie stoku. Walka stała się bardzo wyczerpująca: jak najpierw dało się zrobić 10 kroków bez przerwy, tak szybko się okazało, że przerwa konieczna jest już po 8 …5 krokach. Ewidentnie ofensywa grzęzła w zwałach śniegu, a niebotyczna Rysianka zdawała się z góry drwiąco wołać, jak hiszpańscy republikanie w czasie wojny domowej: „No pasaran!”
--------------------------------------------
Myślę sobie: „Jest ciężko, cholera…a jak mnie jest ciężko, to co kobity myślą? Trza napierać zanim opadną z sił.” Cisnę więc do góry ile wlezie, utrzymując tylko kontakt wzrokowy z Mirkiem, który utrzymuje kontakt wzrokowy z dziewczynami. W końcu zaczynam dostrzegać wypłaszczenie. Czym prędzej więc wołąm w dół: „Widzę światełko w tunelu!” To chyba pomaga, bo daje nadzieję, że już bliżej niż dalej. Ale jest ciężko. Boję się, że dziewczyny nie dadzą rady, więc chcę jak najszybciej dotrzeć do grani, zrzucić wór i wrócić by odciążyć od plecaka Otylię, o którą najbardziej się obawiałem. Na grani natrafiam na ślad scieżki a po lewej otwiera się polana … wygląda jak Hala Rysianka, ale nie mam pewności. Wołam do Mirka co z dziewczynami. Odpowiada, że idą. Se myślę: „jak która siądzie, to po nią pójdę, a póki idą – zrobię rekonesans”. Idę w kierunku polanki – zauważam w dole jakiś domek. To obiecująco wygląda, ale nie mam pewności a nie chcę poprowadzić grupy w złym kierunku. Wracam więc i ruszam na rekonesans w drugą stronę. W tym momencie do grani dochodzi Mirek. Potwierdza, że dziewczyny idą, więc mówię mu co widziałem i żeby poszedł niżej zobaczyć co jest za tym domkiem. Po chwili marszu widzę, że drugi kierunek jest ślepy, więc wracam. Na grań dochodzą dziewczyny a po chwili Mirek woła z daleka, że namierzył schronisko. Na widok dziewczyn samodzielnie docierających chciałoby się je uściskać za wytrwałość i determinację, ale powstrzymuję się, żeby im się w głowach nie poprzewracało. Ruszamy więc resztkami sił wzmocnionymi nadzieą rychłego odpoczynku i faktycznie – po chwili z oparów mgły wyłania się Betlejemka …. Ufffff”
-----------------------------------------
„No pasaran!” - ?????
Że co? Że niby elitarne jednostki G-S nie przejdą? O naiwna Rysianko! A właśnie, że: „Han Pasado!”
Rysianka zdobyta! Nie było to może tempo szarży pod Somosierrą, zdobyta na kolanach, ale - „Han Pasado! – Przeszli!” Padła ostatnia linia obrony i droga na Trzy Kopce stała otworem.
Wyczerpane atakiem siły uderzeniowe czym prędzej przystąpiły do okupacji schroniska, ze szczególnym uwzględnieniem bufetu. Kwaśnica, żurek, piwo … czas regeneracji i przegrupowania. W międzyczasie front wschodni z równie podobną determinacją zdobył „rejon umocniony Pilsko” i rozwijał już atak na Trzy Kopce od wschodniej flanki.
----------------------------------
Po chwili oddechu, zupce i piwku wylazłem do palarni, by przy dymku przeanalizować sytuację. Dotarliśmy na Rysiankę niemiłosiernie zmordowani, z dużą stratą czasową. Nastawiłem się mentalnie, że zapadnie decyzja: „mamy dość, nie idziemy dalej”. Dziouszki miały prawo tak postanowić, sam przez chwilę to rozważałem bo wiedziałem, że nie mamy już szans dotrzeć na Krawców za dnia – było już po 15.00 a do Krawculi jeszcze szmat drogi. Jeszcze raz dokonałem anamnesis tego podejścia i po powrocie do jadalni nie mogłem się już powstrzymać – przybiłem Otylii pionę i szacun za determinację i wytrwałość :spoko: :7: . Po chwili, z lekkim jednak zdziwieniem zauważyłem, że kobity zbierają się do wyjścia :shock: . Nie mówiąc nic, żeby nie zapeszyć, poszedłem w ich ślady – i po chwili opuściliśmy schroniskowe ciepełko wracając na szlak.
-----------------------------------
Po podciągnięciu (z plecaków) linii zaopatrzenia i przegrupowaniu (baby naprzód, chopy z tyłu) front północny ruszył do kolejnego natarcia. Wysłano komunikat do drugiej grupy o rozpoczęciu ataku na Trzy Kopce. Sytuacja uległa diametralnej zmianie na korzyść atakujących, gdyż jednostki zregenerowały siły, ponadto po zdobyciu Rysianki uzyskały przewagę wysokości i mogły atakować z góry w dół. Wreszcie – główne siły przeciwnika zostały rozbite pod Rysianką i w dalszym marszu zwycięska armia nie napotykała już oporu – ani wiatru, ani chmur, ani zapór przeciwpiechotnych. Po trzech kwadransach grupa uderzeniowa Elizz-Paweld z marszu zdobyła Trzy Kopce. Pięć minut później dotarły tam jednostki armii północ. Po wylewnym powitaniu i pamiątkowych fotkach połączone siły podjęły marsz na zachód – cel: Krawcowy Wierch.
Ostatnim przeciwnikiem okazała się czasoprzestrzeń. Pokonywana systematycznie, stawiała jednak opór i z upływem kolejnych kilometrów i godzin coraz częściej wyrywało się komuś osiołkowe: „Daleko jeszcze?” Dbając o morale armii oficerowie polityczni nieodmiennie odpowiadali: „Niedaleko, jeszcze kwadrans najwyżej” … i tak zeszły jakoś te dwie godziny :kukacz: . Dzień się już kończył, spontanicznie utworzone komando Elizz-Grochu wyforsowało się jako straż przednia by po dojściu – w końcu - do wylotu na Krawculę zapodawać sygnały świetlne siłom głównym, gdyż ciemności w międzyczasie ogarnęły teren operacji. Ostatecznie, po ponownym zjednoczeniu sił, armia G-S runęła na bacówkę, która zaskoczona – poddała się bez oporu. Po szybkiej dyslokacji jednostek bojowych na zapleczu i pacyfikacji bufetu zwycięzcy zasiedli do świętowania wiekopomnej victorii.
-------------------------------
Przebrani w suche ciuchy, z grubsza obmyci zasiedlim przy biesiadnym stole, wyciągnąwszy wszelakie smakołyki z plecakowych czeluści. Mirek – szanowny kierownik tego zamieszania wydobył pojemniki z interesującymi płynami i wszyscy po kolei z niekłamaną radością oddawaliśmy saluty świeżo upieczonemu emerytowi, któren zażenowny nieco z pewną taką nieśmiałością odpowiadał nieodmiennie: „Dziękuję”… :11:
Dnia następnego po otwarciu oczu zanotowałem dwa fakty: 1 – nie ma Elizz. Pobieżała sarenka bladym świtem z powrotem przez Trzy Kopce na Rysiankę a stamtąd do Sopotni, gdzie zostawią auto. 2 – jak zakrzyknęła Zrzęda: „Widać góry!” Zmieniła się pogoda: błękit nieba i piękne słoneczko, które wydobywało skrzącą biel ze świeżego śniegu. Cała reszta ekipy poza Elizz bez pośpiechu pośniadała, następnie poszliśmy odwiedzić mojego kolegę Szymona, super gościa, który mieszka w szałasie na Hali Krawcowej nieopodal bacówki, po czym zrobiliśmy sesję zdjęciową pod krzyżem. Pokazałem ludziskom Skalankę, widoczną jak na dłoni z tamtego miejsca, po czym powoli zaczęliśmy schodzić do Glinki. Po drodze jeszcze zbiorowe fotki przed frontem bacówki i kominiarski wyczyn Otylii ;) Na dole w Glince okazało się, że mamy godzinę czasu do busa, więc zawitalim w progi pobliskiej knajpki. Tam popijanie piwka umilał nam dobrze już wcięty tubylec, uświadamiając nas, że jest właścicielem Krawcowego Wierchu, nie cierpi Ślązaków i Zagłębiaków, że tak w ogóle to nie pije tylko akurat dzisiaj żona go wk …. a i inne tam takie. W każdym razie z ulgą powitaliśmy porę wyjścia na przystanek i w busie do Żywca zakończyła się „emerycka wyprawa na Krawców”.

P.S.
Otylia pisze:A Wy nie szalejcie tak z ta trasa bo ja nie dam rady Rysianka,Trzy Kopce i Krawców????? to u mnie trzy wyprawy a ja na jedną się przygotowałam . Mirek,znasz moje możliwości !
I co zołzo? To ja mam za Ciebie wierzyć w Twoje możliwości?
Nieważne: gdzie. Ważne: z kim :)
"Lepiej się w życiu wygłupiać niż wymądrzać" ( ktoś tam )
"Ludzie są coraz lepsi - w udawaniu coraz lepszych" ( też ktoś tam )
kris75

Post autor: kris75 » 22 marca 2011, 0:45

Grochu bardzo mi się podoba twoja relacja wojenna trzyma w napięciu do końca.

P.S Grochu ty się nadajesz do telewizji na korespondenta wojennego . :lol: :lol: :lol:
Awatar użytkownika
pysiek
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 361
Rejestracja: 07 października 2010, 8:22
Lokalizacja: okolice Krakowa

Post autor: pysiek » 22 marca 2011, 8:20

czyta się wyśmienicie..:) Terminologia militarna idealnie dopasowana do sytuacji i wkomponowana w tekst,także nawet kobiecie czyta się z przyjemnością i zrozumieniem :) No to weekend pełen wrażeń.Veni,vidi,vici pełną gębą :) :spoko:
"Odwaga to nic innego jak strach,którego sie nie okazuje.."
Mirek

Post autor: Mirek » 22 marca 2011, 8:53

Grochu,szacun za relację.Nikt lepiej by tego nie opisał, i przepraszam za to co myślałem w czasie forsowania Rysianki o Tobie. :twisted: :twisted: Dajcie jeszcze raz fotki kto tam ma. :zoboc:
Awatar użytkownika
Katarynka
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 907
Rejestracja: 17 sierpnia 2010, 13:44
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Katarynka » 22 marca 2011, 10:16

wow, czytałam z otwartą buzią z wrażenia :lol: dobrze, że mnie monitor zasłania przed współpracownikami ;) bo jeszcze by coś złego pomyśleli ;) SUPER się czytało, żołnierz ze mnie żaden, ale oczyma wyobraźni widziałam tą bitwę :D :brawo: :brawo:
Grochu, jesteś generał :hura:
Mirek

Post autor: Mirek » 22 marca 2011, 10:43

A my szeregowcy dzielnie stawalismy za swym generałem. :sniper: :pojedynek:
Awatar użytkownika
Han-Ka
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1122
Rejestracja: 05 lutego 2011, 21:02
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Han-Ka » 22 marca 2011, 10:45

Grochu pisze:Styl narracji mieszany – tak … for fun
Mieszany, ale przez to znakomity.
Gratuluję wyprawy, ale jeszcze bardziej zabawnej relacji. :oki:
https://get.google.com/albumarchive/101 ... source=pwa

"...A przed nami nowe życia połoniny, blaski oraz cienie, szczyty i doliny.
Niech nie gaśnie ogień na polanie, złe niech znika, dobre niech zostanie ..."
Awatar użytkownika
Katarynka
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 907
Rejestracja: 17 sierpnia 2010, 13:44
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Katarynka » 22 marca 2011, 10:57

mirek pisze:A my szeregowcy dzielnie stawalismy za swym generałem.
adjutanci :D szeregowców brak :D (mnie nie było :) ) super wyprawa :>
Awatar użytkownika
tatromaniak
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1115
Rejestracja: 20 czerwca 2009, 15:53
Lokalizacja: okolice Łodzi i Podhala.

Post autor: tatromaniak » 22 marca 2011, 11:05

Grochu, ty się marnujesz :jupi:
Twoje miejsce jest na czołowym miejscu pośród ludzi pióra :hura:
Ale tak do rzeczy.
Przygód mieliście co niemiara i fajnie udało Wam się wykorzystać niepogodę do poznania potęgi gór pod postacią nawet tych beskidzkich kopczyków.
Otylio, znowu pokazałaś swoją wielkość / nie chodzi o drabinę /

Reasumując. Super wyprawa :hura: :hura: :hura:
Mirek

Post autor: Mirek » 22 marca 2011, 11:16

Słuchajcie,dajcie jeszcze raz fotki,co by uzupełnić relację. :zoboc:
Awatar użytkownika
Tilia
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1071
Rejestracja: 21 listopada 2008, 20:16
Lokalizacja: Goleszów

Post autor: Tilia » 22 marca 2011, 13:12

Grochu,super!!!!!!!!!!! a się wzruszyłam............................uffffffffffffffff ...że nawet łezkę uroniłam!!!Generale,za zołzę i przybitą piątkę, na Rysiance i na Krawcowym też,masz u mnie całusa!!!!!
To kiedy wyruszamy znowu na front????
P.S.Dziękuję za miłe słowa,pod moim adresem,i zdradzę,że właśnie chyba to,dodaje mi skrzydeł!!! Janku,Tobie też dzięki!!!
Ostatnio zmieniony 22 marca 2011, 13:35 przez Tilia, łącznie zmieniany 1 raz.
"Niech wiatr zawsze Ci wieje w plecy, a słońce świeci w twarz, niech wiatry przeznaczenia zaniosą Cię do nieba byś zatańczyła z gwiazdami!!
mariuszg
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1281
Rejestracja: 11 marca 2010, 13:11
Lokalizacja: Poznań

Post autor: mariuszg » 22 marca 2011, 13:21

Grochu pisze:Rysianka zdobyta! Nie było to może tempo szarży pod Somosierrą, zdobyta na kolanach, ale - „Han Pasado! – Przeszli!”
Grochu, jesteś generał
mirek pisze: my szeregowcy dzielnie stawalismy za swym generałem.
_________________
Viva El Comandante Grochu ! :aniolek: :D :brawo:
"Rozmowa na poziomie to wymiana poglądów , a nie narzucanie ich."
"Uczmy się na cudzych błędach
bo sami wszystkich popełnić nie zdążymy"
Awatar użytkownika
malgosiadg
Turysta
Turysta
Posty: 929
Rejestracja: 03 kwietnia 2009, 11:47
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: Rysianka na kolanach, czyli ... 19-20 marca, Krawców Wie

Post autor: malgosiadg » 22 marca 2011, 13:44

Grochu, Twoja relacja to prawdziwy majstersztyk!! Uśmiałam się serdecznie! Żeby sie nie powtarzać, nie będę chwalić militarnego stylu tajnego agenta burka i całej ofensywy. Mnie najbardziej ujęła ułańska fantazja i mir wobec płci nadobnej. Zazdroszczę troszkę Otylii i Zrzędzie, że były takie zaopiekowane
Grochu pisze:Myślę sobie: „Jest ciężko, cholera…a jak mnie jest ciężko, to co kobity myślą? Trza napierać zanim opadną z sił.” Cisnę więc do góry ile wlezie, utrzymując tylko kontakt wzrokowy z Mirkiem, który utrzymuje kontakt wzrokowy z dziewczynami. (...) Boję się, że dziewczyny nie dadzą rady, więc chcę jak najszybciej dotrzeć do grani, zrzucić wór i wrócić by odciążyć od plecaka Otylię, o którą najbardziej się obawiałem. (...) Wołam do Mirka co z dziewczynami. Odpowiada, że idą. Se myślę: „jak która siądzie, to po nią pójdę, a póki idą – zrobię rekonesans”. (...) Na widok dziewczyn samodzielnie docierających chciałoby się je uściskać za wytrwałość i determinację, ale powstrzymuję się, żeby im się w głowach nie poprzewracało. (...) Po podciągnięciu (z plecaków) linii zaopatrzenia i przegrupowaniu (baby naprzód, chopy z tyłu)(...)

:ha:
Podejście do kobiet godne Trepifajksla z "Zapomnianego diabła"! Dla mnie bomba :7:
„Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach.”
Awatar użytkownika
Dżola Ry
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 5826
Rejestracja: 28 czerwca 2009, 23:07
Lokalizacja: Stalowa Wola
Kontakt:

Post autor: Dżola Ry » 22 marca 2011, 13:47

Ileż to talentów w tym generale nikczemnej postury, niczym Napoleon, się mieści! Nieraz Cię już wodzu komplementowałam i nie ustanę w tym, boś zaiste zasłużył :) Świetna relacja, Grochu!

A Waszą walkę podziwiam i rozumiem, pamiętając moje pierwsze doświadczenie zimowe, gdy zapadaliśmy się co 2-3 kroki po sam tyłek, co wyczerpało mnie w pewnym momencie tak bardzo, że zapłakałam rzewnymi łzami, przekonana, że bez pomocy dokonam tam żywota niechybnie!

Brawo więc dla całego wojska! :brawo:
Paweld

Post autor: Paweld » 22 marca 2011, 15:28

Grochu
Relacja super. Ja dzisiaj się postaram relację z naszego ataku na Pilsko. A poniżej link do zdjęć
https://picasaweb.google.com/paweld1978 ... wcowWierch#
Odpowiedz