Lipiny - na wpół opuszczona dzielnica Świętochłowic

Tu przedstawiamy nasze relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1570
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Lipiny - na wpół opuszczona dzielnica Świętochłowic

Post autor: buba » 10 kwietnia 2019, 20:58

Są miejsca, o ktorych krążą legendy. Legendy, ktore na tyle wrastają w klimat i opowieści, ze i miejscowi, i ludzie spoza zaczynaja je powtarzac, układac rymowanki, i juz nikt naprawde nie wie czy rzeczywiscie jest cos na rzeczy. Mawia sie jednak, ze w kazdej bajce jest troche prawdy. Jedna z lipińskich legend dotyczy lokalnych upodobań kulinarnych ;) "Na Lipinach wystepują najszybsze psy w Polsce", "Miejscowe koty dzielą sie na szybkie i smaczne", "Na Barlickiego myśl zrodziła sie złota - gdy nie masz psa to moze lepiej zrób kiełbase z kota"..

Drugi rodzaj opowieści ma charakter raczej miedzyludzki i juz nie kulinarny (chyba... mam nadzieje... ;) ) Dotyczy opinii na temat niebezpieczeństw czyhających w tym rejonie na beztroskich przybyszów. "Was tam zabiją, okradną, zgwałcą, poćwiartują, schowają do walizki i wrzucą do stawu" (hmmm... do tematu stawu jeszcze wrocimy - bo coś jest na rzeczy ;) ), "Tam wujek Kazika pojechał i wrócił bez skarpetek", "Tam kradną nawet drzwi do mieszkań i węgiel z piwnicy!", "Nie wierzysz poczytaj statystyki policyjne". Wiec zanim pojechałam, probowalam o tym rejonie cos wiecej sie dowiedziec z roznych źródeł. Statystyk nie znalazlam, ale napotkałam inne informacje - że ponoc w ogole Świetochłowice mają zniknąc z mapy Polski, byc zlikwidowane i włączone do Chorzowa, jako ze miasto "utraciło płynność finansową i jest na skraju bankructwa".

Gdzieniegdzie powiadają tez, ze jeszcze całkiem niedawno byla to zupelnie przyzwoita dzielnica, ale pewien zrealizowany plan - przesiedlenia tam lokatorow z całego regionu, ktorzy nie płacą czynszów, wywołało opłakane skutki. Że ponoć nawet miejscowi boją sie teraz chodzic po ulicach w biały dzien, a spacerowanie tam przyjezdnych poczytuje sie prawie za próby samobójcze.

Doszły mnie także słuchy (acz nie wiem na ile sa one prawdziwe, a na ile wpadają w przegródke "teorie spiskowe"), ze to co sie dzieje na Lipinach nie jest dziełem przypadku. Ze jest to skrupulatnie zaplanowana akcja. Że Lipiny w ciągu najbliższych lat mają sie zawalić, stare, śląskie kamieniczki mają zniknąć z powierzchni ziemi, a właściciele gruntów i deweloperzy zacierają rączki. Bo komu potrzebne jakies przedwojenne familoki? A miejsce po nich można zaorać i postawic apartamentowce - a z tego juz, co poniektórzy, znaczne korzyści mogą pozyskać...

Byl tez w historii czas, ze Lipiny miały jeden z najwyższych stopni zanieczyszczenia powietrza w Europie, a winna była temu huta cynku Silesia. Od prawie 20 lat huta jest juz nieczynna i czesciowo ja rozebrali. Obecnie działa ponoc tylko dawna hutnicza walcownia, gdzie gdzie sa przetwarzane odpady cynkowe skupowane w z innych miejsc, wiec w kwestii powietrza zapewne z podium spadli juz z hukiem ;)

Może te wszystkie powyzsze opowiadania są na wyrost i są zbiorem samych niesprawiedliwych stereotypów? Może posiadanie "dzielnic grozy" w kazdym rejonie jest wdziecznym tematem do bajdurzenia - tak jak np. opowiesci o duchach?

Ze względu na moja dosyc ostrożną nature jednak miałam obawy aby wybrac sie tam sama. Niełatwo znaleźć ekipe na takie wycieczki - ale jak juz sie uda - to towarzystwo jest doborowe! :) Wyruszylismy wiec w trójke - ja, Karolina i Fala. Starzy, dobrzy, dawno juz niewidziani znajomi. "Archimedes" - samochód Karoliny, dobrze dostosowany stylizacją do eksploracji tego typu terenów (po niedawnym spotkaniu z dzikiem osiągnął stopien łaciatości podobny do naszej skodusi) niestety miał wczoraj jakies problemy z płynnością jazdy. Jedziemy wiec wehikułem Fali, którego elegancki wygląd nie umożliwia dogodnego wjeżdzania w wiele z lubianych przez nas miejsc. Zostaje wiec pozostawiony w pewnej odległości od docelowego miejsca naszego szwendania sie, a reszte trasy musimy pokonać z buta.

Z bagażem różnistych informacji, obaw i fascynacji ruszamy wiec w zaułki, podwórka i uliczki wijące sie w cieniu starych kamienic. Staram sie jednak (jak tylko moge) cała swoją "wiedze" odłozyc gdzies na półke, zamknąc w szczelnym kuferku na później. Staram sie bardzo uderzac w teren z "czystą kartą", aby spojrzec na otaczający mnie świat bez uprzedzeń, swoimi oczami i nie oceniać ludzi czy klimatu przez pryzmat cudzych doświadczeń.

Zaczynamy od okolic ul. Barlickiego, jako ze są uznawane za najbardziej klimatyczne. Pierwszą rzeczą jaka rzuca mi sie w oczy jest... brak krawężnika ;) Tak... Chodnik, jezdnia i tramwajowe torowisko stanowi jedną, równą tafle...

Obrazek

Obrazek

Tuptamy sobie wiec owym chodnikiem wzdłuż dość głównej ulicy, mijamy dosyc liczne witryny sklepowe, jak to bywa wzdłuż tego typu promenad. Wróć... Coś jest jednak inaczej? Tak... Te witryny sklepowe. Jakaś przebitka z kowbojskiego filmu z dawnych lat kołacze mi sie po głowie.. Zapomniane miasteczko zasypywane przez piach stepowatych pustyń. Z niewiadomych przyczyn opustoszałe.. Wiatr miecie pył i kule kolczastych roślin... Skrzypią obrotowe drzwiczki otwartego na oścież i pustego saloonu. Wzdłuz ulicy wszystkie lokale zamkniete i zabite na głucho... Takie właśnie jak tu....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mimo zasłyszanych tu i owdzie legend, w całej dzielnicy rzuca sie w oczy spora ilość półdzikich kotów. Takich, co to żyją jak na kota przystało - nie na poduszce, patrząc w zakratowane okno, ale w piwnicach, na strychach, w komórkach i przybudówkach. Widac powystawiane miseczki z żarełkiem, a czasem mniej kulturalnie kocia pasza jest walnietą na beton, co chyba jednak nie pogarsza im apetytu. Pewnie czesto i myszka, i szczur lub ptaszek wlecą "na ruszt", bo wszystko na to wskazuje, ze i tych przedstawicieli fauny na Lipinach nie brakuje. Włóczące sie tu koty są tłuste, futra mają ładne, na wychudzone i zabiedzone nie wygladają. Nie wiem jak ludziom - ale wyglada na to, ze kotom sie w tej dzielnicy żyje szcześliwie. Mam na myśli oczywiście te "szybkie" egzemplarze ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Biegne obejrzeć francuskie napisy na ścianach kamienic. Pozostałości z filmu sprzed lat. Lipiny miały swą filmową historie i zagrały w latach 90 tych jakies przemysłowe, francuskie miasteczko.. Był to film Erica Barbiera "Le brasier". Próbowałam go znaleźć w necie i obejrzec, ale mi sie nie udało.. Po zakonczeniu filmowych zdjec ściany udekorowane francuskimi napisami dokładnie zamalowano. Czemu? Nie wiadomo po co - bo przeciez taka fajna pamiątka. Na szczęście farba nie byla zbyt porządna, a deszcze i wiatry zrobily swoje. Zakrywająca farba spłynela, a znajdujące sie pod nią filmowe napisy ujrzały znowu światło dzienne i cieszą oczy przypadkowych przechodniów - takich np. jak my :) Tu ścienna reklama gazety "Le Nouveau Combatant".

Obrazek

A tu drugie malowidło w nietutejszym języku.

Obrazek

No i przez te przeklęte napisy umyka mi fajna sprawa. Karoline zagadał jeden z lokalsów. Najpierw pyta po kiego diabła fotografujemy te okolice. Na odpowiedz "stare, ładne, zabytkowe, aby choc zdjęcia przetrwały" od razu zmienia ton. Kiwa głową ze smutkiem, że o walące sie kamienice nikt nie dba, nie wykonuje sie nawet drobnych , prowizorycznych napraw przedłużających im żywot, że wiele ładnych budynków juz bezpowrotnie znikneło. I zachęca, żebyśmy poszli tam! o prosto! Tam na koncu ulicy jest pełno kamienic o ciekawej bryle, dla których nadchodza ostatnie dni.. I zachęca nas, zeby je obfocić. Prosi też, że jeśli możemy, abyśmy gdzieś o tych miejscach napisali. Bo może warto, aby wiecej ludzi dowiedziało sie o takim dziwnym miejscu, dryfującym gdzieś pomiedzy światem żywym a umarłym...

Zgodnie z zachętą tego miłego starszego pana suniemy we wskazanym kierunku. Nagromadzenie opuszczonych walących sie kamienic rzeczywiście robi wrażenie. Nawet na osobie, ktora przez 25 lat swego żywota przywykła do klimatów Bytomia.

Ta kamienica chyba jest najbardziej upiorna. Tu na bank straszy!

Obrazek

Co wyrwało tą wielką dziure na wysokości parteru?

Obrazek

Ale fajny drewniany balkonik sobie tu zwisa!

Obrazek

Wyższe pietra lewej części sa chyba zamieszkane? Czyste okna, firaneczki...

Obrazek

Zaglądam do bramy. Parter chyba jest niezamieszkany. Pcham lekko drzwi do jednego z mieszkań. Wnętrza sugerują lokatorów sezonowych.

Obrazek

Obrazek

Zaglądam do "sąsiadów" z przeciwka. Tu mieszkanko wieksze. Przekraczam próg. Pachnie nieco człowiekiem, ale nikogo nie ma.. chyba..

Obrazek

Nagle drzwi z głośnym skrzypieniem sie za mną zamykają. Co jest? Przeciąg? W tym momencie dostrzegam, ze od środka nie ma klamki! Zatrzasneły się! Drzwi na szczęście bez cienia oporu wylatują z kopa, a ja w ułamku sekundy jestem pod bramą z Karoliną i Falą. Z lekka słabo mi sie zrobiło.. Składam sobie wiec uroczystą obietnice - nie właże tu wiecej w takie miejsca. Oglądam tylko z zewnątrz. Może to bylo jakies ostrzeżenie?

Kolejne puste otwory okien przyglądają sie nam ze wszech stron. Ciekawe z jakich powodów utraciły one swoich mieszkańców? Wymarli? Pouciekali? Wysiedlili ich? Czy budynki rzeczywiscie juz groziły niechybnym zawaleniem i nie było prostego sposobu aby je załatac czy podeprzec?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A to chyba te kamienice, do których kierował nas miejscowy. Są takie ... inne... Wyższe znacznie od klasycznych familokow i takie zlepione ze sobą w nieregularna bryłe.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W ich poblizu wala sie tez najwiecej śmieci. Są to w wiekszosci chyba powypruwane z mieszkan sprzety - meble, fragmenty telewizorów, aluminiowe sztućce, obrazki, a nawet całkiem porządna wanna! Fotele wyglądają na nadal wykorzystywane w celach wypoczynkowych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Najciekawsze klimaty można zaobserwować w podwórkach. W ich czeluście wiodą "tunele". Każde przejście to osobny świat, osobna historia, pisana na ścianach kolorowym sprejem, markerem czy warstwami nakładanej na przestrzeni lat farby.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tory? Pociąg tu kiedyś jeździł???

Obrazek

Lokalna riwiera i blask śląskich palm! :)

Obrazek


Pokryte patyną drzwi prowadzące w czeluście bram.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Klatki schodowe zwykle utopione są w półmroku... Nie sugerować sie zdjęciami - rozświetla je lampa błyskowa!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Schody na wyższe pietra zazwyczaj są drewniane i dziurkowane. Są różne desenie dziurkowań.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Abażur mnie urzekł! Strasznie lubie taką prostotę i uzyteczność rozwiązań!

Obrazek


Różniste, mniej lub bardziej boczne uliczki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Klimaty podwórkowe. Z dala od jezdnych, przelotowych ulic. Niektore ciasne, pełne szop, budek, chlewików i innych kamerlików o nieznanym przeznaczeniu. Inne przestronne - aż za bardzo... Powstałe przypuszczalnie w wyniku wyburzeń innych kamienic...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Rozmaite nawierzchnie... Kocie łby, kostka brukowa, trylinka, klepisko, płytowe chodniczki, błotniste kałuże o dziwnie zielonym odcieniu...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Schody - zdecydowanie młodsze od kamienicy. Usilnie omijające parter i klatkę schodową.

Obrazek

Cegła i maszty...Różne epoki splatajace sie ze sobą w cienistych zaułkach...

Obrazek

Wąski ogródek za wysokim płotem...

Obrazek

Jedna kamienica jest bardzo bogata w ruro - kominki. Czemu ta jedna i czemu az tak?

Obrazek

W niektórych miejscach tereny są ludne np. pełne rozwrzeszczanej dzieciarni dokazującej dookoła!

Obrazek

Obrazek

Jeśli chodzi o ludzi - czyli ten fragment przestrzenny, którym nas najbardziej straszono. Jak juz wspominałam gadaliśmy z jednym bardzo miłym panem. Jeden żulik toczący sie na kaczych nóżkach na nasz widok wymamrotał "tym to sie chyba k.... nudzi" i skręcił pospiesznie w jakieś bramy formalnie opuszczonej od dawna kamienicy.

Kilkakrotnie słyszeliśmy kłótnie, niektóre o dość burzliwym przebiegu, czy to dochodzące z otwartych okien czy toczące sie na podwórkach. Ale miejscowi rozstrzygali je we własnym towarzystwie, nas do nich nie mieszając. Jednocześnie mamy pełną świadomość, ze ciągle byliśmy pod baczną obserwacją. Mimo usilnych prób ucharakteryzowania sie w postacie nierzucające sie w oczy (mało kolorowe ubrania, związane w supełek włosy, porzucenie plecaka na korzyść reklamówki itp) jednak w owe oczy leźliśmy. Nie wiem wiec, czy każdy miejscowy jest tu dokładnie obejrzany, czy może nasze zachowanie, tzn. kręcenie sie w kółko jak przysłowiowe "g... w przeręblu" nie wpada tutaj w liste zachowań typowych. Być może jednak wpadliśmy w przegródke "wariat", a osoby z psychicznymi zaburzeniami często w takich miejscach sa traktowane ulgowo, są niezaczepiane i obchodzone szerokim łukiem? ;) Żadnych przejawów agresji czy niechęci do nas - nie zanotowano.

A tu miejsce, którego przeznaczenie zaobserwowałam dopiero na zdjęciu. Widziałam otwarte drzwi, widziałam kupiących sie tam ludzi. Ale napis "skup złomu" dostrzegłam dopiero w domu. Duzy zoom przy robieniu zdjęć ma również swoje wady - zwłaszcza jak sie ma rozdupczony aparat z niedziałajacym wyświetlaczem, wiec zdjecia sie wali nieco na ślepo... Gdybym wiedziała - to bym zajrzała na ów złomik, powołujac sie na szukanie bębna starej pralki - co zresztą jest zgodne z prawdą.

Obrazek

Ścienne napisy i porady życiowe dla ich czytelników.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tabliczki z dawnych lat...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Mniej lub bardziej współczesne ogłoszenia. Białe i czarne. Przyziemne i bardze duchowe...

Obrazek

Obrazek

Pierwszy raz spotkałam sie ze słowem "bierzmowaniec"

Obrazek

Zaglądamy tez w okolice lokalnego kościoła i cmentarza. Rzucają sie w oczy dwa nagrobki - jeden rzeźbiony w drewnie...

Obrazek

Obrazek

A drugi wmurowany w chodnik. Bez napisów, dat.. ale płyta chodnikowa to raczej nie jest...

Obrazek

Obrazek


Klimatu dzielnicy dopełnia staw o intrygującej nazwie "Trupek". Jest to zalane wyrobisko dawnej cegielni. Zbiornik wodny wygląda calkiem sympatycznie, pachnie sitowiem, brzegi obsiedli wędkarze.

Obrazek

Jego nazwa, jak wieść gminna niesie, ma pochodzić od tego, iż od dawien dawna były tam zwyczaje, aby do tego zbiornika wrzucac padłe zwierzeta. Niektóre były ponoc w workach, z kamieniem u szyi czy związanymi łapami, co mogło sugerować, ze w procesie "padnięcia" osoby trzecie im jednak nieco pomagały. Masowość zjawiska ponoc zakonczyla sie kilkanaście lat temu, gdy stawem zaopiekowało sie koło wędkarskie, które wysprzątało dno z zalegajacej grubą warstwą "historii", zarybiło go i trzyma tam teraz pieczę nad terenem.

Obrazek

Ale ponoc jeszcze kilka lat temu znajdowano tam worki z niezbyt przyjemną zawartością. Cóż... tradycje wyplenić cieżko ;) Biorąc pod uwage te opowieści - to tabliczki zawieszone nad stawem brzmią nieco... upiornie, w swoim z lekka satyrycznym wydzwięku. Nie ma nic wspomniane o zakazie kąpieli ludzi, wiec jest to chyba delikatna sugestia - kto ma wiedziec ten zrozumie aluzje ;)

Obrazek

nne podania sugerują, ze owa nietypowa nazwa bajora może sie również wiązać z bliskością dawnego cmentarza cholerycznego, na terenach którego obecnie stoi działajace przedszkole. Przedszkole, nie wiedziec czemu, nie nazywa sie "Trupek", nosi inną nazwę ;)

Pewnie niedługo wyruszymy powłóczyć sie po innych, śląskich dzielnicach o złej sławie. Kilka mamy juz na oku. Acz zdaje sobie sprawe, że Lipiny dosyc wysoko postawiły poprzeczkę i chyba ciężko bedzie przebić tutejszy klimat opuszczenia, chaosu i zawieszenia w niebycie.

A moze ktos z szanownych czytelników poleciłby mi jakieś godne uwagi, tego typu miejsca do odwiedzenia?
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Nic-ram
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 242
Rejestracja: 30 marca 2012, 11:39
Lokalizacja: Mysłowice

Re: Lipiny - na wpół opuszczona dzielnica Świętochłowic

Post autor: Nic-ram » 12 kwietnia 2019, 7:50

Myślałem, że "Rymera" w Mysłowicach to "zapomniana" dzielnica, ale w porównaniu z Lipinami jawi mi się teraz jako ... co najmniej ... Konstancin- warszawski.
Szopienice też mają swoje "klimaty", ale Lipin to już nic nie przebije, chyba.
Awatar użytkownika
Panda
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1315
Rejestracja: 08 maja 2010, 21:16
Lokalizacja: Silesia

Re: Lipiny - na wpół opuszczona dzielnica Świętochłowic

Post autor: Panda » 13 kwietnia 2019, 3:23

O Chropaczowie w Świętochłowicach jest aktualnie głośno, słyszałem opowieści o Orzegowie i Goduli w Rudzie Śl., ale rzeczywiście Lipiny wyglądają imponująco w tych ujęciach. Jak tak pomyślę, to rzeczywiście coraz trudniej o postindustrialne klimaty, bo szybko zmieniająca się rzeczywistość wymusiła wymarcie całych dzielnic przemysłowych liczących sobie jeszcze niedawno dziesiątki tysięcy mieszkańców i pracowników. O Załężu chyba kiedyś Pudelek pisał, ale tam na szczęście trochę czas się zatrzymał. Trochę ciemnych kątów jest jeszcze wzdłuż ul. Warszawskiej w Katowicach w stronę Zawodzia i pohutnicze osiedla. Ogromny niegdyś kompleks huty Ferrum - nawet nie wiem co się z nim stało. Bogucice - najstarsza dzielnica Katowic. Trochę zgaduję, bo tak naprawdę to już nie mam nawet kogo zapytać. Ludzie zbyt szybko odchodzą tam skąd już nikt nie wraca.
"Life is a journey to be experienced, not a problem to be solved." — Pooh, Winnie the Pooh.
...
"przekaz powinien być prosty jak aparycja przeciętnego chama ze Śląska"
Tauzen
Turysta
Turysta
Posty: 636
Rejestracja: 23 lutego 2010, 15:30

Re: Lipiny - na wpół opuszczona dzielnica Świętochłowic

Post autor: Tauzen » 12 maja 2019, 23:33

Ostatnio niestety rzadko tu zaglądam. Ale ten tytuł od razu rzucił mi się w oczy.
Mieszkałem na Lipinach przez 14 lat do 1990 roku.
Muszę powiedzieć że za komuny była to bardzo porządna dzielnica. Miała swoją złą sławę ale jednak za komuny naprawdę dobrze się tam żyło.
Było swojsko, klimatycznie, mnóstwo sklepów jak na tamte czasy, kino, MDK, targowisko, lodziarnie, zakłady fryzjerskie i brak pustostanów.
Zazwyczaj 1 listopada przejeżdżam przez Lipiny i z głównej ulicy widać jak dzielnica upada, ale po tej relacji widzę, że z Lipinami już jest bardzo źle.
Fajne tereny które gdzie spędzaliśmy cały wolny czas to tzw. "bana'. Jest to teren po byłych już torach kolejowych które ciągnęły się z tyłu Lipin.
Film kręcono głównie wzdłuż ulicy Barlickiego. Wysypano wtedy na asfalt setki ton ziemi. Buciory były wiecznie uwalone.
Odnośnie przesiedleń, z tego co mi wiadomo zasiedlano dzielnicę ludźmi nieplacacymi czynsze, po wyrokach z innych dzielnic Świętochłowic a nie z całego Śląska.
Kiedyś Świętochłowice były chyba najbardziej zaludnionym miastem w Polsce, w przeliczeniu na km2 (ponad 4 tys / km2). Teraz już jest tylko niecałe 3,8 tyś. i trzecie miejsce.
Odpowiedz