Gdzieś na Dolnym Śląsku

Tu przedstawiamy nasze relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1537
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Post autor: buba » 17 maja 2018, 14:19

Na początek dnia wita nas nietypowy objazd. Chwile rozwazamy sprawe ale ostatecznie postanawiamy z niego nie skorzystac ;)

Obrazek

W Stryjnie mijamy pałacyk - zamieszkany.

Obrazek

W Brzózce kolejny, choc tym razem opuszczony. Znajduje sie jednak na terenie prywatnym i jakis goscinny gospodarz ogrodził go trzymetrowym murem. Coby przybysz nie mogl popatrzec na krzaki i oblazłe sciany? A moze jakas inna tajemnica sie tam czai, tylko jej nie wypatrzylismy?

Obrazek

W takich sytuacjach przydaje sie kijek do aparatu, taki jakimi posługuje sie sporo ludzi aby sfotografowac swoje facjaty. Kijek udaje sie wytknąc nad mur.. Ręka jest za krótka..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miedzy Węglewem a Białawami mijamy stacyjke. Ostatnio bylismy tu w 2010 i wtedy chyba jeszcze była zamieszkana - przynajmniej rowery trzymali ;)

Obrazek

Wiekszosc powojennych napisów juz zlazła, ale stare trzymaja sie niezle! Jakis lepszych farb kiedys uzywali!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Teraz nie mieszka tu juz nikt, wnetrza sa puste, nie zachowało sie zbyt wiele mebli czy sprzetów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zwraca uwage jedno okienko. Na wewnetrznym parapecie jest dekoracja z zeschlych mchów, porostow, sztucznych kwiatkow. Ciekawe czy pochodzi jeszcze z czasow gdy stacyjka byla zamieszkana czy pozniej, juz w opuszczonym obiekcie poniosła kogos fantazja?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejna miejscowosc na naszej trasie to Białawy Małe. Tutejszy pałacyk emanuje strasznym smutkiem. Pałacyki bywają nieraz tajemnicze, straszne albo calkiem wesołwe i przyjemne. Tu napada nas jakis dojmujące irracjonalne przygnębienie i zrezygnowanie..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kikut drzewa, chyba rozerwanego piorunem, dopełnia tego dziwnego wrazenia…

Obrazek

Rzut oka do wnetrza...

Obrazek

Na obrzezach Wołowa napotykamy spory "kompleks" ruin. Chyba jakis PGR tu niegdys byl.. albo inny zakład rolniczo - przemysłowy.

Obrazek

Obecnie miejsce to sluzy jako składowisko zderzaków. Wiele z nich jest calkiem porządne i niezniszczone. Jak sie potrzebuje zderzaka to trzeba płacic krocie a tu sobie leżą porzucone i niepotrzebne? Dziwne...

Obrazek

W jednej z hal jest zwierzyniec. Misiek, małpa i chyba królik. Calkiem przytulnie tu mają, nawet dywanik jest!

Obrazek

Obrazek

Mijamy tez pomniczek. Nie napisze gdzie bo go jeszcze co złego spotka.. Ciekawe - czy wczesniej była na nim jakas inna tabliczka?

Obrazek

Odwiedzamy tez pewne podsklepie...

Obrazek

Na koniec wycieczki wpadamy na pałac w Miękini. Duzy, łososiowy i zafoliowany.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnetrza służą za składzik dóbr wszelakich.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A w przypałacowych budyneczkach jest winiarnia. Mozna umówic sie na degustacje i zwiedzanie albo zakupic wino w butelce. Sa dosyc drogie a czy smaczne to jeszcze nie sprawdzilismy.

Obrazek

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1537
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Post autor: buba » 05 czerwca 2018, 18:38

Pierwszy biwak wypada nam nad brzegami zbiornika Słup, utworzonego na rzece o malowniczej nazwie Nysa Szalona.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W oddali majaczy tama.

Obrazek

Drogi prowadzące nad jezioro sa takie jak lubie najbardziej - wyboiste, dziurawe i zarośniete!

Obrazek

Obrazek


No i płytowki oczywiscie tez są!

Obrazek

Potem nawet raz udaje sie nam zakopac w glinie i piachu ;)

Obrazek

Obrazek

Na niektorych z tutejszych drog chyba testowali farby - lub znakarze uczyli sie malowac pasy wszelakie ;)

Obrazek

Napotykamy tez samotny krzyz o nieznanym nam pochodzeniu, czy to grob czy kapliczka?

Obrazek

Po drodze mijamy kamieniolomy, sądząc po tabliczkach czesciowo czynne.

Obrazek

Osiedlamy sie w lasku, oddając sie klasycznemu, błogiemu lenistwu ciepłego letniego popoludnia - ognisko, hamak, pulpa uwarzona na marusi… A wokol japy drze ptactwo - jak w ptaszarni! Od kilku lat mam wrazenie, ze osiedliły sie u nas jakies inne, nieznane wczesniej gatunki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zachod slonca poczatkowo wyglada normalnie, jak zawsze, ot zwykly wieczor nad jeziorem..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Im jednak slonce zbliza sie do tafli wody tym bardziej wszystko nabiera nieziemskiego klimatu. Okrągła sloneczna tarcza czerwienieje, a jej odbicie robi sie dziwnie prostokątne, jak namalowane od linijki… W połaczeniu z wiatrakami i łabędziem jak doklejonym w fotoszopie wyglada to co nieco dziwacznie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sporo kolejnego dnia schodzi nam na zbieraniu kwiatow dzikiego bzu. Na soki i nalewki!! Bzy lubią podobne tereny jak buby. Np. pobocza mało uczęszczanej, wyboistej drogi. Miednica szybko sie zapelnia aromatycznym dywanem białych kwiatow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Uniejowicach szukamy sklepu. Trafiamy pod jeden, niezwykle uroczy, ale sprawiający wrazenie opuszczonego i nieuzywanego od lat. Pusto, okna zatkane pustakami…

Obrazek

Juz nam żal, zesmy nie zdązyli, ze znow jakis kawałek klimatycznych dawnych czasow odszedł bezpowrotnie w przeszłosc. Żwirowa droga, w tle zabudowania dawnego młyna, ławeczki w otoczeniu starych bzów trzęsących sie od śpiewu ptactwa.. Ech… znalezc kiedys taki sklep tylko otwarty… Obchodzimy budynek dookoła… I… marzenia sie czasem spelniaja! Natychmiastowo! Sklep dziala i ma sie dobrze! Poczyniamy wiec odpowiednie zakupy i rozsiadamy sie w cieniu wysokich krzakow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chwile pozniej przybywaja spragnieni miejscowi. Trzech z nich wygladem przypomina bieszczadzkich zakapiorow z dawnych fotografii. Jeden mieszka w lesie, gdzies przy trasie na zamek Grodziec. Często tez tam pracuje, najmujac sie do dorywczych prac. Zamek jest jego wielką fascynacją od prawie 50 lat. Biegał tam jako dzieciak, pomagał przy remontach, pełnil funkcje stroza. Najbardziej lubi turnieje rycerskie i inne festyny. Twierdzi, ze nie oddal by swojego lesnego koczowiska za zaden dom w miescie. Zwlaszcza latem. Bo zimą czasem pizga w stare kosci. Koledzy kiwają głowami. “ O tak… to juz nie to zdrowie co dawniej.. Czlowiek juz tyle nie wypije co kiedys” i oprozniają duszkiem 4 butelke tatry mocnej.. ;)

Wszystkiemu przygląda sie i świdruje błekitem kot - owca :)

Obrazek

Zasklepowe klimaty dawnych przymłynowych zabudowan..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejny biwak zapodajemy wsrod wiat w okolicach Bogaczowa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Wieczorem nie jestesmy sami. W wiatce obok spotyka sie młodziez z Jawora. Chyba z 6 sztuk. Chyba maturzysci. W chmurze konopnych mgieł powtarzają lektury. Zwlaszcza “Pan Tadeusz” jest dzis na tapecie. Sa tez drobne nieszczescia np. notatki przypadkiem spłoneły w ognisku. Okolo 21 nagle znikają. Nie zanotowalismy kiedy odeszli od ogniska, kiedy zniknely ich auta. Rozpłyneli sie w powietrzu jak duchy. Na stole pozostały niedopalone skręty, na wpół wypite piwo, nadpalone zapisane maczkiem arkusze. Nie wrocili juz wiecej ni tego dnia ni kolejnego…

Łazienka biwakowa! :)

Obrazek

I na koniec jeszcze kudłate drzewa w okolicach Pielgrzymki.

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1537
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Post autor: buba » 24 września 2018, 21:13

Tym razem postanowilismy sie poszlajać po roznych podsudeckich terenach - glownie miejscach w rejonie Dzierżoniowa, Głuszycy, Krzeszowa, Świdnicy. Tu tu, to tam. Pojechalismy raczej bez planu, a raczej z planem bardzo ogólnym - gdzies sie wykąpac, gdzies rozpalic ognisko, pogapic sie na gwiazdy, na gory zamykajace horyzont, a moze wleźc do jakis ruin.

Zaglądamy pod Wielką Sowę, od strony wsi Potoczek i miejsca dawnego wyciągu. Widoki calkiem zacne, gory, łaki, ruinki. Byl plan tu spac ale sporo ludzi sie kręcilo, wiec pojechalismy dalej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na nocleg ostatecznie zatrzymujemy sie w Głuszycy, przy ruinach dawnej sortowni dla kamieniolomu melafirow. Od czasu naszego ostatniego pobytu (2012) troche sie tu zmienilo, powstala wieza widokowa i kamienny grill. Miejsce niby zagospodarowane ale nieco zapomniane - na wieze wyjsc sie nie da bo schodki pobutwiały, miejsca ogniskowe zarastają wysokie zioła. Czyli tak jak lubimy!

Obrazek

Pewnie ta tabliczka juz nie mogła wisiec na jakims placu. Bo jak wiadomo "zwyciestwa" dzielą sie na te dobre i na te złe. I to pewnie bylo to złe. Zwyciestwo schroniło sie jednak pod drewnianym daszkiem. Moze tu sobie powisi z dala od polityki..

Obrazek

Wieczorne klimaty...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy zapada ciemnosc pobliskie ruiny tez rozświetla łuna ogniska! Tam tez ktos imprezuje! Slychac glosy kilku osob, stłumione dzwieki jakiejs muzyki. Ale do nas nikt nie przychodzi. Kładą sie spac (a przynajmniej gaszą ognisko) wczesniej niz my.

Upalny poranek wsrod ruin i żużlowych placyków. Busio w sloncu, wiec chyba o 7 wygonila nas duchota.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chwile potem wpada jakis chłopak, początkowo wsciekly bo myslal, ze wywozimy tu smieci. Gdy okazuje sie, ze nasz cel przybycia jest zgoła odmienny rozmawia sie juz sympatycznie. Teren obecnie jest oficjalnie wykorzystywany przez milosników skoków na motorach, porobili sobie rozne górki, trampoliny i wyrzutnie. Ponoc wywiezli stad kilka wywrotek śmieci, ktore przez lata pokątnie składowala tu okoliczna ludnosc. Górki do skoków tez sa zrobione ze smieci przysypanych ziemią.

Dowiadujemy sie tez, ze ruiny sortowni ktos kupił/wydzierżawił/wynajął i obecnie hoduje tam kozy. Faktycznie po blizszym przyjrzeniu sie widac, ze są tam robione jakies daszki ze swiezych desek, schodki a nowe ścianki działowe przegradzają betonowe komory zabudowan.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zawijamy tez pod Mieroszów zobaczyc jak sie mają nasze ulubione wiaty. Jedna jak zwykle jest zajęta przez parkę dbającą o przyrost naturalny w regionie. Druga stoi chyba na jakis lotnych piaskach. Wygląda jakby w rejonie bylo trzesienie ziemi albo cos sie zapadalo. Wiata cala przechyla sie w prawo, podesty w srodku sie pogieły. Raczej nie wygląda na działalnosc wandali ale zemste geologii ;)

Obrazek

Obrazek

Kąpiele zapodajemy w Krzeszówku. Nasz ulubiony gatunek bajora czyli opuszczony kamieniolom. Tu raczej moze bardziej wyrobisko ale tyż dobrze. Klimat nadal nosi walory postindustrialnosci wiec oprocz wsadzania kupra w lodowate odmęty mozna i na czyms fajnym oko zawiesic.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Acz nie idzie w dobrą strone. Częsci budynków juz nie ma. Zburzone, zmielone. A brykalismy po nich jeszcze 3 lata temu, w lipcu 2015, tydzien przed narodzinami kabaczka! Zostaly tylko zdjecia na pamiątke...

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Teraz po wielu budynkach zostalo gruzowisko... jak zwykle komus przeszkadzało :(

Obrazek

Zaglądamy tez do opuszczonego pałacu w Kochanowie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mozna pobuszowac po wnetrzach, ale to chyba ostatnia chwila na takowe eksploracje bo wszystkie stropy sie walą. Nie wiem czy przetrwa zime czy wiosną bedzie juz bezdachowiec. Widac (i czuć), ze pałac zasiedlali bezdomni ale chyba juz sie wyprowadzili. Kiedys zamieszkiwało go kilka rodzin, co mozna wywnioskowac po rozrzuconych sprzetach - zeszyty szkolne, zabawki, maszyny do szycia czy żelazka. Ot, dolnośląska klasyka...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I listy do poczytania - o romantycznych wspomnieniach z wakacji w Augustowie, ktorych konfrontacja z rzeczywistoscia wypadła.. hmmm..nieszczegolnie. Byla taka piosenka “Agnieszka”, przeboj z czasow mojego liceum. Ten list przedstawiał wlasnie wypisz wymaluj tą historie. Nawet imie sie zgadzało ;)

I niech ktos powie, ze pleśń na scianie nie moze byc malownicza! Ze w deseniu gnijacych murów nie mozna odnalezc piękna. Grzybek wielobarwny pałacowy!

Obrazek

Obrazek

W Grzędach zawijamy na teren dawnego osrodka rekreacyjnego. Szutrowe drogi, jeziorka....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jakas buda o przeszlosci chyba barowej.. Na awaryjny nocleg jak znalazł!

Obrazek

Obrazek

Wieczorem osiedlamy sie na wiatowisku u podnóża Głazów Krasnoludków.

Obrazek

Obrazek

Płonie ognicho i pnie sosen w promieniach zachodzącego slonca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kabak odkryl piaskownice…

Obrazek

Jednak najlepsza zabawa to spuszczanie samochodu ze skały!

Obrazek

Poranne brykanie po skałkach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Zjadamy tez pstrąga w Centrum Transformacji Blokad Psychicznych, pod czujnym okiem lamy. W takich warunkach pstrag smakuje o niebo lepiej niz zwykle. A tak serio to przeklimatyczne miejsce, ktore zapewne jeszcze nie raz odwiedzimy!

Obrazek

Obrazek

Na koniec wpadamy pod Świdnice. Jest mini wieża z zamglonymi widoczkami - ale to nie to jest powodem naszego przybycia w te okolice.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

To co nas tu sprowadza czai sie ponizej, ukryte w lesie. Juz raz tego czegos nie znalezlismy i wrocilismy do domu bucząc i obchodząc sie smakiem. Poczatkowo i teraz mamy problemy - trafiamy na jakies inne ruiny, wygladajace na dawną owczarnie.

Obrazek

Obrazek

Ale dzis los jest przychylniejszy dla wędrowcow spragnionych oddechu wilgotnego betonu. Z zarośli wyłania sie bryła poradzieckiego bunkra. Ponoc bylo tu tajne centrum dowodzenia brygad stacjonujących w Świdnicy. Obiekt jest nieduzy, ale troche mozna miło połazic. Jest kilka wejsc, rozgałęziony korytarz. Są dwa piętra ale na górne nie włazimy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Klasycznie żebrowana komora, o klimacie znanym z tego typu bunkrow czy lotniskowych hangarow.

Obrazek

Ciekawy bardzo jest wąski korytarzyk obiegajacy bunkierek z boków. Z jednej strony ma półokrągle żebrowanie, z drugiej pionową, betonową ściane. Wygląda nieco jakby te gładkie sciany dobudowane były pozniej.

Obrazek

Obrazek

Ech.. i jakos zleciały te 2.5 dnia włóczegi po okolicach. Stanowczo za szybko. Popalilo by sie jeszcze ogniska przy bunkrze, pospało gdzies w lasach czy wsrod ruin… a tu trza wracac do domu.....
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1537
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Post autor: buba » 19 stycznia 2019, 22:55

Dzis mamy okazje wreszczie odwiedzic miejsce, ktore mijalismy juz nieraz jadąc w Sudety lub z nich wracając. Wielokrotnie na trasie Złoty Stok - Kłodzko migały nam przy drodze, za rzeczką, spore, kamienne ruiny, w zależności od pory roku mniej lub bardziej zarośniete. Dzis akurat nadszedł ich dzien!

Budyneczki sa dwa i z odległości tzn. zza rzeczki sprawiają wrazenie zadaszonych. Ni to forty, ni to zamek, ni to budynki przemysłowe? Iść do nich trzeba nieco naokoło z racji na nieobecność mostu tam gdzie bylby najbardziej potrzebny. Od mostu tupta sie tam stromą skarpą, porosłą kolczastymi pnączami, co dla dorosłego nie jest jakąś bardzo trudną przeprawą, ale dla trzyletnich, krótkich nóżek - juz i owszem..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Budynki są ruinami składów/suszarni prochu. Proch tu trzymali bo niedaleko była fabryka gdzie go wytwarzali. Budynki magazynów obecnie juz nie mają dachów - pozostały spore dziedzińce otoczone wysokimi, solidnymi murami. Jak sie udało potem gdzieś wyczytać, dachy niegdys były, ale drewniane, o konstrukcji bardzo delikatnej, wiec nie przetrwały upływu czasu. Było to celowe działanie, bo ponoc przewidziane na wypadek wybuchu - aby siła owego BUM! poszła w góre a nie na boki i tym samym jak najmniej okolicy ucierpiało.

Fabryki prochu w Mąkolnie i okolicy istniały od XVII wieku i jego produkcja trwa tu nadal. Praca w nich nigdy nie należała do bezpiecznych. Fabryki wielokrotnie wybuchały. Ostatni takowy miał miejsce 2 lata temu i tez nie obyło sie bez ofiar.

Wchodząc na teren dawnych magazynów ma sie dziwne uczucie. Niby znajdujemy sie w linii prostej kilkadziesiat metrów od głownej drogi, gdzie cały czas śmigają samochody. A tu jest cisza. Cisza totalna. Nie slychac aut, nie slychac szumu płynacej obok rzeczki. Grube i wysokie mury zupełnie tłumią dźwieki spoza. Jakby otaczający świat przestał istnieć. Jest tylko tu i teraz..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sporo tu bram, przejść, małych tunelików..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejsce to lustrujemy pod względem przydatności biwakowej na czas wiosenno - letni. I trzeba przyznać, ze fajnie sie do tego celu nadaje. Raczej na wypady niezmotoryzowane, bo nie da sie tu dojechac autem. Ale dla pieszych, rowerzystów czy autostopowiczów miejsce wydaje sie wręcz idealne. W murach jest szereg zacisznych, zadaszonych komór, niektóre mają nawet sianko na podłodze albo spore haki na powieszenie hamaka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Wielkie mury okalające dziedzińce umożliwiają palenie ogniska, ktore po zmroku pozostanie niewidoczne z drogi i z okolicznych, pobliskich budynków. Początkowo byłam zachwycona tym pomysłem, ale pozniej jednak naszła mnie pewna refleksja. Czy przypadkiem w ziemi nie pozostało nieco tego prochu, co go tu niegdys trzymali? Bo jeśli tak - to moze ognisko nie jest jednak najlepszym pomysłem? Albo trzeba sie nastawić na ognisko z atrakcjami i znacznie wiekszych rozmiarów, ktore jednak moze zostac dostrzeżone przez osoby postronne ;) Nie wiem czy tak jest - może to moja przesadna ostrożność zwiazana z zasłyszanymi historiami np. z opuszczonej fabryki w Zasiekach, gdzie ogniska pali sie TYLKO na gładkim i zamiecionym betonie ;)

Po drugiej stronie szosy stoi przedwojenny portal/pomniczek też zwiazany z ową fabryką prochową..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Na tym wyjezdzie mieliśmy okazje wpaść jeszcze na inne ruiny. Na obrzeżach Bystrzycy Kłodzkiej , przy okazji poszukiwania miejsca na kibelek, wpadam na opuszczony kompleks poprzemysłowy.

Obrazek

Pomniejsze budyneczki sa w stanie juz dosyć rozpiżdżonym.

Obrazek

Obrazek

Ale czasem jakis smaczek sie znajdzie.

Obrazek

Do głownego budynku nie wchodze. Efekty zapachowo - dźwiekowe sugerują bytowanie tam sporej grupy bezdomnych. Z daleka słychać, ze wyniknął miedzy nimi chyba jakiś konflikt, który próbują rozwiązać w sposób niekoniecznie pokojowy. Nic tu po mnie!

Obrazek


Wracając do domu zahaczamy jeszcze o Zabardowice. Chyba najbliższy opuszczony pałac od naszego miejsca zamieszkania. Jest on jednak na tyle szczelnie poogradzany, ze nie tylko wejście ale również cykniecie zdjęcia jest nieco utrudnione.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ale cała okolica obfituje w klimaty jakie lubie - rozwaliska, pnącza, stare maszyny, kostka brukowa, którą czas ułożył w nieregularne desenie, kałużaste drogi.. Pałac pałacem, ale takie przyfolwarkowe tereny same w sobie są fajne do odwiedzania - ze swoją atmosferą zawieszenia w niebycie, malowniczej rozpierduszki czy zwykłego wiejskiego życia wiedzionego na gruzach dawnej świetności i przepychu. Tu akurat nie ma stadka kaczek taplających sie w dawnych pałacowych fontannach czy prania powiewajacego na tle pokruszonych rzeźb pseudoantycznych, ale fragment tego klimatu można poczuć i odnaleźć.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z racji pewnego niedosytu - niemożności zajrzenia do pałacu, namierzam mały opuszczony domek.

Obrazek

Tzn. takowy, ktory wydawał mi sie byc opuszczonym. Zarośniety, zapadły w ziemie, otoczony pierdolnikiem powyciąganych z niego (chyba) starych mebli, sprzetów i śmieci.

Obrazek

Obrazek

Zamierzam pociągnąć za klamke, ale pierwsze mijam okno, wiec w nie zaglądam. Przez szybke dostrzegam stół i siedzące za nim dwie postacie. Siedzą tyłem do mnie, wsparte na łokciach, ze zwieszonymi głowami. Drzemią? Śpią snem wiecznym? A moze to tylko wypchane kukły zrobione z gałganków? Stan czystości szyby nie pozwala na bardziej dokładną analize czasoprzestrzeni ;) Zatem nie wchodze. Sama jestem, a nature mam dość tchórzliwą. Rozglądam sie. Od okienka do drogi mam kilka metrów. Posesja nie jest ogrodzona. Do busia kolejnych kilkadziesiąt. Pukam w okienko. Szybka wpada w wibracje wydając dźwiek dużo głośniejszy niz początkowo zamierzałam. Żadna z siedzących postaci ani drgneła. Nikt mnie nie goni, ale i tak trase do busia przebywam biegiem ;)
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Odpowiedz