Rowerowe wycieczki Roberta J

Tu przedstawiamy nasze relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1489
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: buba » 13 maja 2018, 21:49

Dżola Ry pisze:
13 maja 2018, 18:53
Robert, Ty to jesteś jakimś fenomenem!
Nie dość, że przejeżdżasz dystanse, które dla niektórych samochodem są sporym "wysiłkiem" to jeszcze ta ilość zdjęć po drodze!!! Przecież to się trzeba zatrzymać, stracić chwilę, potem znów nabrać prędkości... I jeszcze po drodze podjazdy...
No nie ogarniam!
No nie? Przejechac 300 km autem, z robieniem po drodze zdjec i kilkoma postojami to jest caly dzien jazdy! :shock:

Widac Robert potrafi zakrzywiac czasoprzestrzen i jego doba jest bardziej gumowa! :D
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
Wiolcia
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 943
Rejestracja: 18 listopada 2011, 18:33
Lokalizacja: Z drogi

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Wiolcia » 14 maja 2018, 12:14

Ten renesansowy pałac w Doudleby z dekoracją sgraffitową bardzo ładnie się prezentuje.
"Navigare necesse est, vivere non est necesse"
www.kuzniapodrozy.pl
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2108
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 14 maja 2018, 14:56

Dżola Ry pisze:
13 maja 2018, 18:53
Robert, Ty to jesteś jakimś fenomenem!
Nie dość, że przejeżdżasz dystanse, które dla niektórych samochodem są sporym "wysiłkiem" to jeszcze ta ilość zdjęć po drodze!!! Przecież to się trzeba zatrzymać, stracić chwilę, potem znów nabrać prędkości... I jeszcze po drodze podjazdy...
No nie ogarniam!
Nom, jak widać jakoś sobie radzę. Fakt, że później gonię po nocy by nadrobić stracony czas na tych całych sesjach foto :P
buba pisze:
13 maja 2018, 21:49

No nie? Przejechac 300 km autem, z robieniem po drodze zdjec i kilkoma postojami to jest caly dzien jazdy! :shock:

Widac Robert potrafi zakrzywiac czasoprzestrzen i jego doba jest bardziej gumowa! :D
Bo moja doba trwa trochę dłużej jak u przeciętnego człowieka. Staram się więcej wykorzystać z dostępnych 24 godzin ;)
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2108
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 14 maja 2018, 15:01

Wiolcia pisze:
14 maja 2018, 12:14
Ten renesansowy pałac w Doudleby z dekoracją sgraffitową bardzo ładnie się prezentuje.
Ja zupełnie nie spoziewałem się, że będzie jakiś wyjątkowy. Na mapie zaznaczono jakiś mały pałacyk, więc podjechałem i mile zostałem zaskoczony. Co prawda to nie to samo co np. w Litomysli, ale mimo wszystko ładnie wygląda :)
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2108
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 04 czerwca 2018, 15:29

Majówka 2018 - dzień 1 - 28.04-03.05.2018

Tradycyjnie na weekend majowy staram się gdzieś wybyć. W tym roku wyjątkowo do dyspozycji mam aż sześć dni, które trzeba odpowiednio wykorzystać ;) Plan miałem w sumie zupełnie inny aniżeli zrealizowałem ale tak to jest u mnie z tą jazdą rowerem przeważnie. Najpierw coś planuję, a w ostatniej chwili te plany wyrzucam do kosza :D

Założyłem więc sobie zupełnie nowy cel na kilka godzin przed wyjazdem. Tym celem było osiągnięcie 1200 kilometrów jadąc gdzieś na południe w kierunku Węgier. Prognozy pogody były bardzo optymistyczne. Szykowała się najlepsza aura na długi weekend majowy odkąd pamiętam...., albo nie bo tak sobie właśnie przypomniałem że przecież w zeszłym roku było rewelacyjnie w Chorwacji...

Wyjeżdżam, więc jak zwykle trochę za późno :P Kieruję się przez przejście graniczne w Trzebini i jadę na Krnov. Podążam wytyczoną trasą rowerową nr. 55 łączącą miasta Jesenik z Opavą. W Krnovie przerwa na piwo na rynku. Później kolejna nad stawem Petrův z widokiem na wzniesienie Cvilin górujące ponad miastem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Krnovska "jedenastka" jakoś nie za bardzo mi smakowała :P

Do Opavy jadę tylko i wyłącznie trasą rowerową. W mieście jakieś szybkie zakupy i już główną drogą przez Wzgórza Odrzańskie na Fulnek.

Obrazek

Obrazek

No właśnie miasto Fulnek.... Tyle razy tędy przejeżdżałem, ale jakoś nigdy nie zajrzałem na rynek czy też nie podjechałem pod górujący ponad miastem pałac. Zawsze leciałem tędy "tranzytem" ;)

Podjeżdżam, więc na rynek. Zupełne pustki nie licząc dwóch starszych panów na ławce.

Fulnek ulokowany został na historycznej granicy Moraw i Śląska pod koniec XIII wieku.

Główny plac w mieście jest bardzo rozległy i sprawia wrażenie bardzo pustego. No i nie jest klasycznie wybrukowany tylko w całości wyasfaltowany.

Obrazek

Obrazek

Ponad miastem góruje barokowy pałac. Niedawno odrestaurowany. Niestety w rękach prywatnych i dlatego "niestety" bo na jego teren wstępu broni wysokie ogrodzenie....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Początkowo myślałem by wzbić w powietrze drona, ale uznałem że to zbyt ryzykowne latać w tak silnym wietrze. No i energia bardziej przyda mi się w późniejszym czasie ;)

Przez okoliczne wzniesienia jadę na Stary Jičín. Tam na Starojickým kopcu stoją ruiny warowni, zadaniem której było w przeszłości strzec szlaku bursztynowego.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wiatr jakby odrobinę zelżał, więc Igor leci na rekonesans ;)

Obrazek

Obrazek

Chwilę przed Starym Jičínem w miejscowości Hůrka moją uwagę zwraca pomnik poświęcony katastrofie lotniczej samolotu IŁ-14, który rozbił się w okolicy w 1964 roku. Zginęła cała dziesięcioosobowa załoga.

Obrazek

Obrazek

Podrzędnymi drogami jadę ku miastu Valašské Meziříčí. Miasto sobie daruję i fajną ścieżką rowerową podążam dalej na południe. Gdzieś po drodze we wsi Lešná mam pałzę na obiad w parku przypałacowym.

Obrazek

Obrazek

We Vsetinie byłem całkiem nie dawno. Teraz tylko pauza na pyszne lody na dolnym rynku i jadę na Valašské Klobouky. W 1896 roku spłonęło ponad połowa tego miasta. Pożar ten uważany jest za największy na Morawach w XIX wieku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ogólnie była to ostatnia dzisiaj pauza. Jeszcze tylko pamiątkowa fotka na przejściu granicznym ze Słowacją i dalej przyjemnie jedzie się w dół do Nemšovej.

Obrazek

Wypatrzyłem na mapie że w miejscowości Trenčianska Závada stoi wieża widokowa. Uznałem, więc że będzie to dobre miejsce na pierwszy biwak podczas tego wypadu. Wieża znajduje się ponad miejscowością i musiałem nawet kawałek wpychać rower bo było tak stromo, albo ja już po prostu byłem trochę zmęczony po całym dniu jazdy rowerem....

Pod wieżą mała impreza integracyjna z miejscowymi, którzy rozpalili sobie ognisko. Część z nich zresztą nocowała w namiotach ;)

Jak na początek takiego wyjazdu to kilometrów udało się ukręcić dość sporo :)

Obrazek

Obrazek

A zdjęcia w galerii: https://photos.app.goo.gl/Ukm3K0SwclWe7EEL2

cdn
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2108
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 06 czerwca 2018, 15:47

Majówka 2018 - dzień 2 - 28.04-03.05.2018

W nocy towarzystwo przy ognisku trochę przeszkadzało mi zasnąć. Ja się im nie dziwiłem bo mieli tu zabawić trochę dłużej w przeciwieństwie do mnie i wcale nie planowali wcześnie wstawać ;)

W nocy jest ciepło, a poranek przyniósł trochę zamglone widoki z wieży. W sumie to słońce nie za bardzo chciało wychylić się z gęstej zawiesiny ponad horyzontem. W każdym bądź razie kilka fotek wykonałem ;)

Obrazek

Obrazek

Widoczność jest po prostu kiepska ledwo widać Góry Strażowskie czy też masyw Chmelovej, a to przecież raptem 20-30 kilometrów :/

Obrazek

Obrazek

Punkt szósta ruszam w dzisiejszą trasę. Ta wiedzie początkowo do Trenčína. Na drogach o tak wczesnej godzinie niemal pustki. Dziwne to nie jest bo kto normalny o tej godzinie w dodatku w niedzielę byłby już aktywny ? ;)

Veľká Skalka to nazwa częściowo zrekonstruowanych ruin klasztoru benedyktynów. Powstał on w XIII wieku. Ładnie jest wkomponowany w zbocze wapiennej skały.

Obrazek

Obrazek

kilka pchnięć korby i zatrzymuję się przy kościele św. Andrzeja

Obrazek

Z daleka widoczny jest już Trenczański zamek. Do centrum przedostaję się starym mostem kolejowym przerzuconym nad rzeką Wag. Wiedzie nim trasa rowerowa.

Obrazek

Obrazek

Trenczyn(Trenčín) to jedno z bardziej znanych miast Słowacji. Pierwsze ślady osadnictwa w tym miejscu są na IV tysiąclecie p.n.e. W 179 roku n.e. na stromej skale zamkowej została wyryta inskrypcja na pamiątkę zwycięstwa nad Kwadami przez legion rzymski. W 1018 roku osada przyłączona do Węgier. W 1412 roku król Zygmunt Luksemburski nadał miastu prawa wolnego miasta królewskiego. W XVIII wieku większość zabudowy została przebudowana w stylu barokowym. Widać to spacerując przez starówkę. W oczy rzuci się nam monumentalna bryła synagogi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oczywiście naszą uwagę przykuje przede wszystkim ogromny zamek na skale. Pod względem parametrów zaliczany jest do największych tego typu obiektów w Europie. Budowla powstała w XI wieku i była ważnym punktem strategicznym przy północnych granicach państwa węgierskiego.

Obrazek

Obrazek

Nie chce mi się wspinać do góry. Za to Igor jest tam po kilkunastu sekundach od startu ;)

Nie powiem, ale z tej perspektywy zamek robi niesamowite wrażenie !

Obrazek

Obrazek

Za miastem przerwa śniadaniowa. Nawadniać też się trzeba odpowiednio ;)

Obrazek

Obrazek

Dwadzieścia kilka kilometrów dalej wzdłuż Wagu mym oczom ukazuje się kolejny zamek. Ten w miejscowości Beckov zrobił na mnie jeszcze większe wrażenie jak ten w Trenczynie!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obiekt powstał w XIII wieku, a jego zadaniem było strzec granic Królestwa Węgier. O jego sile świadczy fakt, że nie został zdobyty przez Mongołów w 1241 roku. W 1729 w miasteczku wybuchł pożar, który przeniósł się na zamek, który nie został już odbudowany. Do 1976 roku przeprowadzono rozległe prace archeologiczne oraz konserwacyjne. Obiekt został zabezpieczony jako trwała ruina.

Igor ponownie w dniu dzisiejszym wzbija się w powietrze...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Samo miasteczko też ciekawe choć trochę zaniedbane. Atmosfera senna. W końcu mamy weekend ;)

Obrazek

Obrazek

Następuje trochę dłuższy okres gdy nic ciekawego się nie dzieje. Mijam jakieś niewielkie miejscowości. Czasami gdzieś tam stoi pałacyk...

Obrazek

Obrazek

Przerwę związaną z zakupami mam dopiero w Hlohovcu.

Obrazek

Obrazek

Stąd pozostało mi około 25 kilometrów do szóstego pod względem wielkości miasta Słowacji jakim jest Nitra. Jedzie się dość dobrze do momentu gdzie był wypadek i zrobił się dość spory korek na drodze.

Obrazek

Na temat historii tego miasta nie będę się rozpisywać bo wszystko dostępne jest w necie ;P Ze względu na już dość późną porę zaglądam tylko do centrum. Tu też ludzie pochowali się przed prażącym słońcem.

Obrazek

Obrazek

W najwyżej położonej części miasta znajduje się zamek o którym wspominano już w 871 roku. Wielokrotnie przebudowywany. Obecnie dominującym stylem architektonicznym jest barok. A wieża katedralna jest najwyższym obiektem w mieście. Zakaz jazdy zniechęcił mnie. Nie chciało mi się wpychać roweru pod górę ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W wąskiej uliczce schowana jest synagoga reprezentująca styl mauretańsko-bizantyjski.

Obrazek

Obrazek

Rozwijające się chmury burzowe powodowały, że ograniczam przerwy w jeździe do minimum by uciec przed deszczem co w sumie mi się udaje ;)

Obrazek

Po czterdziestu kilometrach docieram do miasta Nové Zámky. Wymagane są jeszcze jakieś zakupy. Ciężko było znaleźć jeszcze coś czynnego w niedzielę o tej godzinie, ale dzięki miejscowym udaje mi się to. Oczywiście zaglądam w okolice szeroko pojętego centrum. Wartym uwagi obiektem jest np. klasztor franciszkański jak również synagoga.

Obrazek

Obrazek

http://4.bp.blogspot.com/-LY5xm20eXc0/W ... C_7313.JPG

Do granicy z Węgrami pozostało mi około trzydziestu kilometrów. Zachód słońca zastaje mnie tak mniej/więcej w połowie tego dystansu.

Obrazek

Już sporo po zachodzie słońca docieram nad Dunaj, który w tym miejscu dzieli będące kiedyś jedną częścią miasto Komárno(Komárom). Zarówno po słowackiej jak i po węgierskiej stronie znajdują się rozległe fortyfikacje. Szkoda, że już ciemno bo wykorzystałbym drona :( Do centrum po słowackiej stronie też nie mogłem się dostać bo rozstawiona była scena i ludzi był ogrom.

Obrazek

Obrazek

Przejeżdżam przez most graniczny nad Dunajem.

Obrazek

Po węgierskiej stronie inny klimat. Zupełne pustki(choć słychać w oddali, że i po tej stronie gdzieś na fortach jest impreza ;) ).

Obrazek

Jak i poprzedniego wieczoru tak i dzisiaj wynajduję sobie pewną wieżę widokową gdzie rozbijam biwak. Dla odmiany tutaj jestem sam ;)

Obrazek

Dystans trochę mniejszy niż wczoraj, ale ogólnie nie jest źle :)

Obrazek

Obrazek

No i albumik :) : https://photos.app.goo.gl/6ctIR0QiwOZGyr072


cdn...
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2108
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 11 czerwca 2018, 21:27

Majówka 2018 - dzień 3 - 28.04-03.05.2018

W nocy jest cieplutko. W hamaku leżę bez śpiwora. I wszystko byłoby ok gdyby nie ten cholerny rechot żab w okolicznych stawach. Te wredne stworzenia dawały koncert niemal do samego rana ! O świcie trochę się uspokoiły ale za to jakiś bażant wydziera się w krzakach tuż obok wieży :/

Wchodzę na wieżę na wschód słońca. Ten dzisiejszy jest znacznie lepszy od wczorajszego ;)

Obrazek

Obrazek

Sama wieża jest ciekawą konstrukcją stalowo-drewnianą na planie trójkąta. By się do niej dostać trzeba iść bezpośrednio przez pole pszenicy. Do obiektu nie prowadzi żadna droga ani ścieżka. Zresztą widać po ilości pajęczyn, że nikt tego miejsca dawno nie odwiedzał ;)

Obrazek

Ruszam w drogę. Zbyt daleko to nie ujechałem bo po chwili wjeżdżam do miasta Tata. To przeszło dwudziestotysięczne miasteczko posiada bogatą historię i może pochwalić się bardzo licznymi zabytkami. Najstarsza część miasta przylega do Starego jeziora, a nad nim XIV wieczny zamek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Węgrzy bardzo lubią stawiać pomniki wszystkim i wszystkiemu. Ich ilość w mieście po prostu przytłacza. Można je spotkać na każdym kroku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Robię porządne zakupy i jadę przez wzniesienia na wschód od miasta. Ich wysokość n.p.m. nie robi większego wrażenia jednak przyjmując, że podjazd rozpoczynamy z około 100 m n.p.m. to trzeba na to już trochę inaczej patrzeć ;) Wymordowałem się niesamowicie bo nachylenie jezdni jest dość spore.

Obrazek

Obrazek

Robię przerwę śniadaniową. Otwierając piwo w puszce oderwał mi się kluczyk i rozciąłem sobie konkretnie górną wargę.... Z Tardos decyduję się na powrót nad Dunaj. Na zjeździe natrafiam na stary cmentarz przed miejscowością Bikolpuszta.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Docieram nad Dunaj. Teraz w teorii powinienem pokonywać kilometry znacznie szybciej jadąc w kierunku wschodnim. Jednak wiatr uznał, że mi to zadanie trochę utrudni, a nawet dość sporo utrudni ;)
Po dziesiątej docieram do Esztergomu. Już tu kiedyś byłem, ale nie zaszkodzi ponownie trochę zwiedzić tą pierwszą stolicę Węgier.

Obrazek

Esztergom w świadomości Węgrów uważany jest za kolebkę węgierskiego chrześcijaństwa i katolicyzmu. Miały tu miejsce chrzest i koronacja św. Stefana, a także narodziny św. Kingi i jej siostry bł. Jolanty. Esztergom jest stolicą arcybiskupią prymasów Węgier. Dominantą okolicy jest monumentalna bazylika św. Wojciecha będąca największym i najważniejszym kościołem na Węgrzech.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oczywiście oprócz bazyliki warto przespacerować się np. po Vizavaros. Jest to malutki kompleks architektoniczny, położony u stóp wzgórza, na którym stoi bazylika. Było to niegdyś miasteczko kościelne z pałacem prymasowskim, seminarium i kamieniczkami. Obecnie panuje tu niesamowita cisza, tylko czasami przemknie jakiś zabłąkany turysta...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ruszam trasą naddunajską w kierunku Wyszehradu. To niewielkie miasteczko również pełniło w przeszłości funkcję stolicy Węgier. Utraciło ten status po tym jak dwukrotnie było oblężone i zniszczone przez Turków w latach 1529 i 1543. W miejscu gdzie obecnie stoją ruiny cytadeli za czasów rzymian była forteca. W latach 1335 i w 1338, czyli za czasów stołecznych Wyszehrad był miejscem zjazdów wyszehradzkich gdzie spotykali się królowie Węgier, Czech i Polski. Tradycja tej współpracy w Europie Środkowej jest kontynuowana od 1991 roku przez tzw. Grupę Wyszehradzką.

Obrazek

Obrazek

Moim dzisiejszym celem była obecna stalica Węgier - Budapeszt. Jednak przeraziłem się ogromem miasta i dosłownie na przedmieściach zrezygnowałem. To "przerażenie" spowodowane było ilością turystów, a że mamy 1 maja to wiadomo ilu może ludzi odwiedzić stolicę Węgier ;) Już w Szentendre byłem zmuszony zejść z roweru i go prowadzić bo trasa rowerowa nad Dunajem została zamknięta dla rowerów właśnie ze względu na ilość turystów pieszych. Przez to straciłem zbyt wiele czasu i po prostu zrobiło się zbyt późno na błąkanie się po stolicy Węgier.

Obrazek

Obrazek

Widząc w dali charakterystyczną sylwetkę parlamentu w Budapeszcie decyduję się przedostać na drugą stronę Dunaju po moście kolejowym i najzwyklej w świecie oddalić się :P

Obrazek

Obrazek

Mimo sporego ruchu na głównej drodze dość sprawnie idzie mi oddalenie się od Budapesztu, ale tylko do momentu gdy nadciąga burza. Nie lubię deszczu podczas takich wypraw bo bardzo mi to komplikuje sprawy. Najbardziej intensywny deszcz przeczekuję w Gödöllő w okolicy barokowego pałacu.

Pałac królewski powstał dla grafa Antala Grassalkovicha. W II połowie XIX wieku był on ulubioną rezydencją austriackiej cesarzowej i węgierskiej królowej Elżbiety, znanej jako „Sissi“.

Obrazek

Obrazek

Kierując się na północny wschód przejeżdżam przez Aszód. Patrząc na mapę postanawiam wjechać następnego dnia na najwyższy szczyt Węgier bo po prostu moja trasa i tak będzie tamtędy przebiegać :P

Obrazek

Miłym zaskoczeniem było dla mnie miasto Hatvan. Ciekawym rozwiązaniem jest tam poprowadzenie ścieżki rowerowej pod rondem. Wszystko ładnie oświetlone.

Obrazek

Obrazek

Okolice parku miejskiego kompletnie sparaliżowane. Odbywa się jakaś impreza i tłumy nie mieszczą się pod sceną. Ludzie stoją nawet na głównej drodze!

Obrazek

Za to centrum niemal zupełnie opustoszało. Mogę spokojnie porobić zdjęcia chociaż statywu nie chciało mi się wyciągać :P

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dzień chciałem zakończyć w okolicy miasta Gyöngyös. Na noc zatrzymałem się kilka kilometrów przed. Było to wymuszone przede wszystkim znakiem zakazu jazdy rowerem główną drogą. Nie chcąc błądzić po zadupiach decyduję się rozwiesić hamak trochę wcześniej aniżeli chciałem ale 200 kilometrów udało się i tak osiągnąć. No i nadciąga kolejna burza, więc trzeba też rozwiesić i płachtę biwakową ;)

Obrazek

Obrazek

Galeria: https://photos.app.goo.gl/QauAI7NFDbQZ2vx12


cdn...
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2108
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 15 czerwca 2018, 15:02

Majówka 2018 - dzień 4 - 28.04-03.05.2018

W nocy przetacza się w okolicy burza. W miejscu gdzie wisi mój hamak tylko mocno postraszyło. Zbyt dużo deszczu nie spadło, ale rozwieszenie płachty biwakowej było dobrym posunięciem. To kolejna bardzo ciepła noc podczas tego wyjazdu. Dzisiaj jednak nie chciało mi się zbyt szybko zwijać do drogi. Robię to gdy słońce jest już dość wysoko ponad horyzontem.
I tak jak się obawiałem wieczorem dnia poprzedniego przyszło mi się trochę błąkać po okolicy by dostać się do Gyöngyös. Na horyzoncie pasmo górskie Matra z najwyższym szczytem Węgier....

Obrazek

Obrazek

W Gyöngyös o tak wczesnej godzinie niewiele osób widać na ulicach. Podjeżdża tylko do centrum na chwilę. Próbowałem też znaleźć jakiś czynny sklep, ale bez skutku. Raczej nie przykładałem się do tego. Natomiast stacje paliw dziwnym sposobem zostały zlokalizowane po przeciwnych stronach miasta aniżeli się kierowałem ;) Inna sprawa, że nie miałem na razie jakiejś dużej potrzeby by robić zakupy, ale jakiegoś piwa to bym się już napił :P

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Od miasta teren zaczyna piąć się już do góry. Rozpoczynam przemierzanie pasma górskiego Matra. Początkowo jadę po ścieżce rowerowej biegnącej wzdłuż drogi krajowej. Ze ścieżki tej korzysta również wiele osób uprawiających poranne biegi. W sumie to spotkałem tylko biegaczy bo rowerzysty nie widziałem żadnego ;)

Obrazek

Na podjeździe do miejscowości Mátraháza czuć już wzrastającą temperaturę i to tak konkretnie. Teraz to już naprawdę napiłbym się zimnego piwa !Jednak pozostawiam sobie tę przyjemność na sam koniec...
Odbijam na najwyższy szczyt Węgier - Kekes. Droga tam wiodąca jest w opłakanym stanie....

Obrazek

Obrazek

Na szczycie obowiązkowa fota na pamiątkę. Chwilę musiałem wystać bo chętnych by sobie walnąć "selfie" przy obelisku pomalowanym w narodowe barwy Węgier jest wielu ;)

Obrazek

Tuż obok obelisku znajduje się symboliczny cmentarz motocyklistów. Pierwszy raz taki widzę.

Obrazek

Na dość rozległym szczycie stoi 176 metrowa wieża nadajnika telewizyjnego. Na niej znajduje się taras widokowy. Wstęp kosztuje 600 forintów. Można na górę wjechać windą, ale ja zafundowałem sobie spacer po schodach bo w kolejce do windy stało kilkadziesiąt osób. Z tego co zauważyłem większość to Polacy ;)

Widoki z góry całkiem spoko choć powietrze przejrzystością dziś nie grzeszy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oczywiście wypiłem piwo i mimo iż był to najzwyklejszy koncerniak to odpowiednio schłodzony wchodził całkiem dobrze. Tylko w bufecie samoobsługowym na szczycie to dość droga impreza ;)

Obrazek

Obrazek

Na szczycie spędziłem dość sporo czasu. Liczba turystów odwiedzająca to miejsce znacznie wzrosła, więc najwyższa pora ewakuować się stąd. Szkoda też, że wieje mocny wiatr, zbyt mocny by skorzystać z drona :/
Rozpoczynam zjazd. Początkowo niezbyt szybko bo jezdnia mocno dziurawa, ale jadąc już "krajówką" do Parád mamy nawierzchnie lepszej jakości. Widoków po drodze za wiele nie ma, więc na dole jestem po kilkunastu minutach....

Obrazek

Obrazek

Robię zakupy płynów. To co zakupiłem konsumuję w cieniu na niewielkim i dość zaniedbanym miejscu odpoczynku.

Obrazek

Obrazek

Oddalam się coraz bardziej od Gór Matra w kierunku północnym. Temperatura robi się powoli nieznośna. Zaczyna śmierdzieć topiącym się asfaltem....

W koło zielono.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pétervására to ostatnie miasteczko po stronie węgierskiej. Teraz kilkanaście kilometrów do granicy ze Słowacją. W miejscowości Istenmezeje naturalna grota w skale, a w niej kaplica wspominana już w XVIII wieku..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Teraz przysłowiowy "rzut beretem" i przekraczam granicę ze Słowacją.

Obrazek

Obrazek

Po słowackiej stronie jedzie się bardzo przyjemnie. Wiatr już znacznie ustał no i jadę z tendencją spadkową wzdłuż rzeczki

W miejscowości Hajnáčka już z daleka widoczna jest sporych rozmiarów skała gdzie kiedyś stał zamek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Postanawiam skorzystać z usług Igora. Już po chwili obstępuje mnie kilu dzieciaków romskich. Niezłą mieli frajdę widząc Igora ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieubłaganie zbliża się koniec dnia. Podkręcam odrobinę tempo tak by jeszcze przed zachodem słońca zdążyć do Rimawskiej Soboty. Tam robię spore zakupy bo skończyły mi się niemal wszystkie zapasy. Jadę na rynek.
Rynek ładnie zrekonstruowany. W centrum stoi kościół św. Jana Chrzciciela. Wokół wyznaczono granice dawnego cmentarza oraz "wyciągnięto" ponad plac fundamenty poprzedniej świątyni stojącej w tym miejscu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mimo iż tego dnia pokonałem jeszcze dość sporo kilometrów to jakoś nie za bardzo chciało mi się wyciągać aparat. Przejeżdżam przez miasto Hnúšťa. W 2011 roku spałem tu z kumplem na polu kukurydzy. Tamten nocleg można zaliczyć do najmniej wygodnych ;)

Obrazek

Za Hnúšťą robi się ciemno, a ja zaczynam nabierać coraz bardziej wysokości. Przemykam przez Tisovec i rozpoczynam finalny podjazd na przełęcz Zbojská(725 m). Nie powiem, ale sporo się wymęczyłem by tam wjechać. Mogłem oczywiście pozostawić sobie tą przyjemność na następny dzień, ale wypatrzyłem kolejną wieżę widokową z której warto byłoby skorzystać w nocy ;)

Wieża ciekawa i to bardzo.... Stoi na granicy parku narodowego Murańska Płanina. Kumpel ostrzegał mnie przed niedźwiedziami, który jest w okolicy ponoć sporo. Niedźwiedzi nie spotkałem, ale gdy otworzyłem drzwi wieży to przez chwilę zamarłem w bezruchu mając taki widok....

Obrazek

Na szczęście okazało się, że to wypchany dzik ;) Jednak nie miałem za bardzo odwagi rozwieszać hamaka wśród takich sąsiadów, więc kimam na zewnątrz ;)

Obrazek

Obrazek

Cała galeria: https://photos.app.goo.gl/7UNAR441v4n3Y6D76

cdn...
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2108
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 18 czerwca 2018, 20:16

Majówka 2018 - dzień 5 - 28.04-03.05.2018

Nie jestem jakiś bojaźliwy, ale nocleg wśród wypchanych zwierząt jakoś nie za bardzo mi leżał, więc hamak rozwieszam na zewnątrz. Nie powiem, ale miałem z tym trochę problemu bo poza samą wieżą w okolicy nie ma nic do czego można by przywiązać liny hamaka... Jakoś sobie poradziłem...

Problem zrodził się z rana. Gdy tylko zrobiło się jasno nadciągnęła burza. Szybko ewakuuję się do środka wieży, ale spania już nie mam. Wykorzystuję więc czas na obejrzenie wnętrza obiektu, który jest całkiem ciekawy, a jeszcze bardziej ciekawe jest wyposażenie. I tak: na parterze ustawiono rodzinkę dzików jest też bażant, a pod dachem gronostaje.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na piętrze znajduje się kronika, w której możemy zrobić pamiątkowy wpis....

Obrazek

Na drugim piętrze ponownie zobaczymy wypchane zwierzęta. Tym razem kozy, barany, a nawet pies pasterski ! Całość wyposażenia ma przedstawiać hodowlę udomowionych zwierząt.

Obrazek

Obrazek

Ostatnie piętro poświęcono tematyce zbójnictwa.

Obrazek

Widoki z samej wieży nie rzucają na kolana. Tak to jest gdy tego typu obiekt stoi otoczony znacznie wyższymi górami ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Deszcz długo nie chce przestać padać. W końcu nie mogąc wytrzymać ruszam w padającym deszczu w dzisiejszą trasę. Zjazd z przełęczy Zbojska w strugach deszczu nie należał do tych przyjemnych rzeczy....

Już niemal na przedmieściach Brezna znajduje się niewielkie lotnisko. W nocy 16/17 października 1944 roku w tej okolicy rozbił się samolot. Zginęło sześciu członków załogi. O wszystkim przypominają tablice po przeciwnej stronie drogi. Kawałek dalej pomnik ofiarom faszyzmu. W tym miejscu zastrzelono 31 Słowaków w grudniu 1944 roku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Breźnie byłem dwa lata temu. Teraz ograniczam się do zakupów. Jedyne zdjęcie wykonuję przy synagodze pochodzącej z początku XX wieku.
Jednak aktualnie najważniejszą dla mnie rzeczą było ustąpienie opadów deszczu. Wyjrzało nawet zza chmur słońce !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Podrzędnymi drogami kieruję się na zachód. W niewielkiej miejscowości Nemecká w dniach 4-11 stycznia 1945 roku miała miejsce masakra ludności dokonana przez specjalną grupę operacyjną niemieckiej policji i służby bezpieczeństwa (Einsatzkommando 14) w współpracy z Oddziałami Szturmowymi Gwardii Hlinkowej. Szacuje się, że śmierć w tym miejscu poniosło od 450 do 900 osób. Dokładnej liczby ofiar nie sposób określić ponieważ ciała palono w piecach do wypalania wapna znajdujących się w tym miejscu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dwa lata temu powiedziałem sobie, że jeżeli nadarzy się taka okazja to podjadę pod zamek w miejscowości Slovenská Ľupča. Tak też zrobiłem. Tylko, że nie chciało mi się podjeżdżać do góry.....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Bańskiej Bystrzycy zdecydowałem o dalszej dzisiejszej trasie. Wymyśliłem, że pojadę na Zvolen bo tam mnie jeszcze nie było ;)Po drodze odwiedzam Hronsek. Znajduje się tutaj jeden z kilku zachowanych drewnianych kościołów artykularnych na Słowacji, które zostały wspólnie wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ten tutaj pochodzi z 1725 roku i posiadał 1100 miejsc siedzących.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Do miasta Zvolen docieram już popołudniu.To powiatowe miasto posiada sporych rozmiarów główny plac, a przy nim późnogotyckie, renesansowe i barokowe kamienice. Wiele obiektów jest bardziej współczesnych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na południe od głównego placu, za bardzo ruchliwą trasą stoi zvolensky zamek. Wybudowano go w latach 1370-1382 dla króla Węgier Ludwika I Wielkiego. W XVI wieku został przebudowany w duchu renesansu.

Obrazek

W parku natomiast ciekawostka - makieta/rekonstrukcja pociągu pancernego z okresu Słowackiego Powstania Narodowego, jako pomnik Powstania.

Obrazek

Obrazek

Po raz kolejny tego dnia staję przed dylematem jaką obrać dalszą trasę. Kalkulując czas i dystans postanawiam jechać jeszcze odrobinę bo trochę ponad 30 kilometrów na południe do Bańskiej Szczawnicy(Banská Štiavnica). Wybór tego kierunku był prosty ponieważ na mapie naniesiono znaczek UNESCO :)

Trasę pokonuję dość szybko tylko ostatnie 5 kilometrów to masakrycznie stromy podjazd do miasta ! Ale żem się wymordował !

Obrazek

Bańska Szczawnica należy do najstarszych i najbardziej znaczących miast górniczych w całej Europie. W średniowieczu było najważniejszym miastem górniczym na Węgrzech. Wydobycie i przetwórstwo znacznych ilości złota, a następnie srebra, stanowiło przez kilka wieków o jego znaczeniu oraz o zamożności jego obywateli. Miasto należy do tych z największą liczbą zabytków na Słowacji i według mnie jest najpiękniej ulokowane w całym kraju.

Niestety ze względu na nadciągającą bardzo gwałtowną burzę zostaję zmuszony do zaledwie przejechania przez centrum, ale to w zupełności wystarczyło by uznać to miasto za jedno z najładniejszych i najciekawszych na Słowacji. Od 1993 roku znajduje się ono na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chcąc uciec przed nawałnicą wybieram szlak pieszy by zdobyć przełęcz Červená studňa. To był zły wybór. Ledwo wypchałem rower do góry tak było stromo. No i niestety nie udało się uciec przed nawałnicą. Centymetrowej średnicy grad to mało przyjemna rzecz..., podobnie jak strugi deszczu spadające na łeb :/

Powoli męczę się na tym zjeździe. Mijam kilka starych kopalni. Udaje się na chwilę wyrwać z objęć burzy, ale po chwili znów mnie dopada. Przeczekuję pod skrzydłem Miga 15...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zjazd miał być przyjemnością, ale w Żarnovicy ponownie dopada mnie ulewa. Tym razem kilkadziesiąt minut przeczekuję pod jakimś zadaszeniem. Mam już serdecznie dość deszczu na dzisiaj !
Teraz myślę tylko o tym by znaleźć jeszcze jakiś czynny sklep w Žiar nad Hronem. O robieniu jakichkolwiek zdjęć nawet nie myślałem. Dopiero kilka kilometrów za miastem robię pauzę. Słońce wisi już nisko nad horyzontem, ale jezdnia zdążyła już wyschnąć.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sporo po zachodzie słońca docieram do miasta Handlová. W centrum ładnie oświetlony gotycki kościół św. Katarzyny.

Obrazek

Obrazek

Do Previdzy jest ciągle z góry. Jadąc za tirem pokonuję tą trasę w bardzo krótkim czasie :P

Previdze i pobliskie Bojnice pozostawię sobie na następny raz. Teraz staram się nadrobić stracony za dnia czas. Mimo wszystko wiem, że i tak na niedzielę pozostanie mi standardowo najwięcej kilometrów do pokonania. W nocy pokonuję jeszcze blisko 40 kilometrów. Kończę przy znaku z nazwą miasta - Bánovce nad Bebravou...

Obrazek

Obrazek

No i na koniec galeria foto... : https://photos.app.goo.gl/JdVdWeGkF6SSaYuy8

cdn...
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2108
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 23 czerwca 2018, 8:18

Majówka 2018 - dzień 6 - 28.04-03.05.2018

Ostatnia noc podczas tego wypadu nie będzie przeze mnie zaliczona do tych najwygodniej spędzonych. Do tych najgorszych zresztą też... Zmęczenie i dość późna pora spowodowały, że nie chciało mi się szukać odpowiedniego miejsca na rozwieszenie hamaka. Najzwyklej w świecie zalegam tam gdzie się zatrzymałem czyli przy znaku z nazwą miejscowości Bánovce nad Bebravou. Teren gdzie leżę jest bardzo nierówny, a i ruch na drodze dość wzmożony i to przez całą noc.

Świadomość dystansu, który pozostał mi na ten ostatni dzień powoduje, że nie za bardzo myślę o jakimkolwiek zwiedzaniu. Inna sprawa, że w przeważającej części będzie wiodła po terenach dość dobrze mi już znanych. Staram się wyruszyć wcześnie bo prognozy na dzisiejszy dzień mówią że będzie bardzo gorąco, więc lepiej pokonać jak najwięcej kilometrów gdy słońce nie będzie jeszcze tak mocno operować.

Bez skrupułów jadę drogą krajową przedzierając się pomiędzy pasmem Inovca oraz Strażova. Ruch na drodze jest dość spory, ale kultura kierowców względem rowerzysty jest na przyzwoitym poziomie :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Śniadanie zjadam na stacji paliw w miejscowości Svinna.

Obrazek

Obrazek

Szybki zjazd do doliny Wagu, przejeżdżam ponad autostradą i jadę do nieodległej już granicy z Republiką Czeską. Myślałem, że tu będzie trochę mniejszy ruch na drodze, ale nie, znacznie się on wzmaga.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po przekroczeniu granicy dosłownie kasuję wszystkie zapasy znajdujące się w bagażach. Teraz trzeba zamienić portfel z euro na ten z koronami ;)

Temperatura zbliża się do 30 stopni i robi się już trochę nieznośnie ciepło. Szczególnie daje to znać o sobie na podjazdach.....

Obrazek

Zjeżdżam na Uherský Brod. Na moment odbijam z głównej drogi na Bánov by zrobić tam zakupy. W "centrum" stoi pomnik poświęcony ofiarom obu wojen światowych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Uherský Brod. byłem tu całkiem niedawno, więc teraz tylko kolejne zakupy i jazda dalej. By nie jechać ponownie tą samą trasą wybieram rowerowy szlak. Oj bolały nogi na tym podjeździe !

Na horyzoncie dominuje Velka Javorina.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po pewnym czasie asfalt się kończy, a droga staje taką zwykłą, polną.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tymi polnymi drogami zaliczam kilka niewielkich podjazdów by na sam koniec zjechać do miejscowości Bilovice. Miejscowość niewielka, ale ładny barokowy pałacyk można obejrzeć. Obecnie jest on siedzibą władz miejskich.

Obrazek

No i teraz przychodzi pora by trochę podgonić dystansu. Na chwilę przystaję tylko w Napajedli, a później to już ogień do Ołomuńca !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przez Ołomuniec również szybki przejazd, ale tym razem postanawiam podjechać pod bazylikę na Svatém kopečku.

Svatý Kopeček jest dzielnicą Ołomuńca i jest to miejsce rekreacyjne dla mieszkańców bo poza samą bazyliką znajduje się tu od 1956 roku zoo.

Bazylika Mniejsza Nawiedzenia Maryi Panny to barokowy kościół pielgrzymkowy. Fasadę stanowi dwie wieże będące wyraźną dominantą w krajobrazie okolic Ołomuńca. Do budowli kościoła przylegają boczne skrzydła zwieńczone attykami, które zostały ozdobione figurami Dwunastu Apostołów oraz dwóch Świętych – św. Sebastiana i św. Rocha.

Obrazek

Obrazek

Podczas całego wypadu niewiele korzystałem z drona, więc mając jeszcze spory zapas energii trochę polatałem po okolicy...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Do domu pozostaje mi standardowa trasa czyli około 110 kilometrów. Jadąc bez przerw udaje mi się dotrzeć do domu o przyzwoitej godzinie ;)

Podczas tych sześciu dniu udało się pokonać 1364 kilometry, a to o wiele więcej aniżeli zakładałem :)

Obrazek

Obrazek

No i na koniec skromna galeria foto: https://photos.app.goo.gl/u7Y2orbUAYK51qzq6
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2108
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 27 czerwca 2018, 16:15

VI Nyski Rajd Trekingowy - 10.06.2018

Nyski Rajd Trekingowy odbył się po raz szósty i został zorganizowany przez PTTK "Tryton" w Nysie. Termin tegorocznej edycji przypadł znacznie wcześniej aniżeli miało to miejsce dotychczas. Do tej pory impreza ta kończyła sezon długodystansowych rajdów pieszych. Osoby, które zdecydują się na udział w rajdzie mają do wyboru kilka dystansów(7, 15, 20 oraz 40 km). Nowością jest możliwość pokonania trasy 40 km na rowerze ! Udział w tej imprezie jest bezpłatny!

Obrazek

Dzień wcześniej brałem udział z grupą znajomych w podobnej imprezie w Javorniku. Moja pierwsza 50ciokilometrowa piesza trasa w tym roku spowodowała małe zakwasy mięśni i decyduję się na wersję rowerową Nyskiego Rajdu. Towarzystwa postanawia mi dotrzymać Sławek. Wiadomo, że rowerem pokonanie trasy rajdu zajmie nam znacznie mniej czasu aniżeli pieszo więc nie musimy się śpieszyć na start :P

W bastionie św. Jadwigi zjawiamy się jakoś o dziewiątej. Wypełniamy kartę zgłoszeniową, robimy pamiątkową fotkę i ruszamy przez miasto w kierunku jeziora nyskiego. Oczywiście obowiązkowe zapasy tego i owego w sklepie ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niemal przez całą dzisiejszą trasę będą nam towarzyszyć Maciek z Natalią. W końcu nikt nigdzie dzisiaj nie będzie się śpieszyć ;)

I tak nieśpiesznie jedziemy wałami jeziora nyskiego w kierunku Białej. Odbijamy na Siestrzechowice gdzie jest zlokalizowany pierwszy punkt kontrolny na dzisiejszej trasie. Na punkcie kontrolnym poczęstunek słodkim czymś wyglądającym na małe rogaliki z nadzieniem. Pychota !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy zaniedbany pałac wrocławskiego biskupa Andrzeja Jerin i kierujemy się do miejscowości Koperniki. Pokonanie tych dwóch kilometrów pieszo asfaltem zapewne by się nam dłużyło, a tak kilka minut i ponownie podbijamy kartę kontrolną na wlocie do miejscowości, miejscowości z której wywodzi się ród słynnego astronoma Mikołaja Kopernika ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Następny punkt kontrolny zlokalizowany jest dopiero w Biskupowie, więc dość daleko. My natomiast postanawiamy odbić z trasy i podjechać nad zalany kamieniołom granitu w Nadziejowie. Za każdym razem gdy tam jestem poziom wody jest wyższy. Zapewne za kilka lat woda sięgnie krawędzi wyrobiska. Ogólnie to ładne to miejsce. Tutaj wypuszczam na podniebny spacer Igora ;P

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracamy na trasę rajdu. Z Kamiennej Góry jedziemy polną drogą w kierunku Biskupowa. Mamy ładne widoki na Góry Opawskie i w ogóle na całe pasmo Jesioników.

Obrazek

Obrazek

Zgubić się na trasie nie sposób bo w tych najbardziej newralgicznych miejscach natrafiamy na odpowiednie oznakowanie trasy.
Podjeżdżamy pod klasztor w Biskupowie. Czerwone balony oznaczają, że jesteśmy na kolejnym punkcie kontrolnym. Tu tak samo jak na pozostałych punktach kontrolnych jest mały poczęstunek.

Obrazek

Obrazek

Potrzeba nam aktualnie wodopoju, więc wracamy kawałek w kierunku Burgrabic by zaopatrzyć się w miejscowym sklepie. Połowa wsi popija sobie piwko pod sklepem ;)

Obrazek

Z Biskupowa jedziemy trochę inaczej aniżeli pokazuje mapa. Mianowicie zamiast lasami przez dawne wyrobiska gliny w Łączkach kierujemy się asfaltami do Gierałcic by stamtąd dopiero odbić w kierunku Wilamowic.

Obrazek

Humory dopisują ;)

Obrazek

Obrazek

Niemal od początku zastanawialiśmy się czy uda się nam dzisiaj spotkać znajomych......, i właśnie na odcinku do Wilamowic Nyskich ich spotykamy ;)

Obrazek

Obrazek

Na początku miejscowości mamy następny punkt kontrolny. Trochę dłużej tu zabawiamy. Schodzi się dość spora grupa znajomych. Na punkcie pyszny chleb ze smalcem !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zachodnią stroną rzeki Biała Głuchołaska jedziemy w kierunku Markowic. Sławek za bardzo się wysforował do przodu i został pojmany przez "Dzikusów" !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z Markowic jedziemy przez rezerwat Przyłęk do Morowa. W rezerwacie przy wiacie kolejny punkt kontrolny.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rzut beretem i jesteśmy w Morowie przy stadninie koni. Przedostatni raz podbijamy kartę kontrolną na dzisiejszej trasie. Jakiś młody ogier popisuje się na wybiegu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zmierzamy ku Białej Nyskiej i zlokalizowanemu tam ostatniemu punktowi kontrolnemu. W dawnym parku pałacowym panie z obsługi rajdu raczą wędrowców żurkiem. Mniam :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Teraz pozostało nam tylko i aż dotarcie do celu rajdu czyli do bastionu św. Jadwigi.

Obrazek

Odmeldowujemy się na mecie i wracamy na trasę rajdu ! Zaopatrujemy się w duże ilości piwa i organizujemy "beerservice". Na wale jeziora spotykamy liderów z grona znajomych, ale mieli uradowane mordy gdy dostali do ręki wybornie schłodzone piwo ! Też bym tak był uradowany mając prawie czterdzieści kilometrów w nogach ;)

Obrazek

Obrazek

Jedziemy dalej naprzeciw pozostałym. Kto chce i przede wszystkim kto może również dostaje piwo ;)

Obrazek

Obrazek

W Białej Nyskiej wspólne zdjęcie z prezesem PTTK Tryton, który przyjechał na punkt kontrolny zjeść żurek ;)

Obrazek

Na wale jeziora pauza i puszczam jeszcze raz w dniu dzisiejszym Igora na spacer. Niestety gdzieś w tym miejscu zgubiłem licznik rowerowy. Nie sposób było go znaleźć i po kilkunastu minutach decydujemy się na powrót na metę rajdu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na mecie dłuższy popas. Kiełbasa na gorąco, pizza i coś tam jeszcze. Wszyscy uczestnicy odbierają pamiątkowe gadżety m.in. koszulka z logo Rajdu. Trzeba przyznać iż PTTK Tryton w Nysie bardzo się stara przy organizacji tej imprezy. Wszystko było dopięte na ostatni guzik mimo, że jeszcze w nocy znakowano trasę rajdu !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Bardzo polecam tą imprezę. Ja na pewno jeszcze na niej się pojawię !

Mi i Sławkowi było jeszcze mało i tak sobie zadupiami pojechaliśmy do Prudnika dokręcając do 134 kilometrów ;)

Obrazek

No i tradycyjnie większa liczba zdjęć dostępna w galerii: https://photos.app.goo.gl/Rs4FJXuBs2z7p5qZ8
Awatar użytkownika
Dżola Ry
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 5787
Rejestracja: 28 czerwca 2009, 23:07
Lokalizacja: Stalowa Wola
Kontakt:

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Dżola Ry » 28 czerwca 2018, 22:56

Robert, wkrótce wybieram się na swoją pierwszą wyprawę rowerową z sakwami.
Jakieś rady?
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2108
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 30 lipca 2018, 23:39

Kráľova hoľa 2018 - dzień 1 - Kierunek Wielka Fatra.... - 31.05 - 03.06.2018

I pora rozpocząć kolejny tegoroczny dłuższy weekend ... Co prawda to tylko cztery dni, ale i tak wystarczająco dużo by wyskoczyć rowerem na szczyt Kráľova hoľa. Będzie to już trzeci wyjazd na tą górę i trzeci raz w tym samym składzie czyli z Grześkiem vel Picasso. Można powiedzieć, że staje się to już powoli tradycją na weekend przypadający w okresie Bożego Ciała.

Umawiamy się również tradycyjnie w tej samej miejscowości czyli w Chałupkach tuż przy granicy państwa. Jednak tym razem dla odmiany zdecydowanie wcześniej bo jeszcze przed wschodem słońca. 110 kilometrów pokonuję dość dobrym tempem, ale gdzie mi tam do Grześka, który dokładnie taki sam dystans pokonuje niemal godzinę szybciej :P

Obrazek

Przejeżdżamy starym mostem nad rzeką Odrą i zatrzymujemy się w Starym Boguminie(Starý Bohumín). W końcu zdecydowałem się podjechać na tamtejszy ryneczek bo jak do tej pory miasto brałem tylko tranzytem.

Obrazek

Miejscowość wspólnie z kilkoma innymi jest częścią Bogumina od 1973 roku. O tak wczesnej porze panuje tu zupełny spokój...., no może poza dostawcami pieczywa(w Republice Czeskiej Boże Ciało nie jest dniem wolnym). Robię kilka zdjęć i naradzamy się nad dalszą dzisiejszą trasą, a dystans który chcemy pokonać będzie dość spory.

Obrazek

Obrazek

Z małym błędem nawigacyjnym docieramy do Karwiny. Tam decydujemy się by odwiedzić Cieszyn. Z Karwiny jedziemy polską stroną. Trasa znacznie bardziej pagórkowata, ale dzięki temu urozmaicona. No i w końcu coś nowego na tym odcinku !

Obrazek

Obrazek

W Cieszynie już znacznie większy ruch. Szukając ustronnego miejsca by spokojnie zjeść śniadanie podjeżdżamy do parku. Przez Cieszyn również w przeszłości tylko przejeżdżałem. Trzeba, więc w końcu trochę pokręcić się po mieście. No dobra z tym pokręceniem się to trochę przesadziłem, ale może zobaczyć chociaż okolice centrum. Ale najpierw spacer po parku na Zamkowej Górze gdzie w przeszłości stał zamek książąt cieszyńskich po którym do dnia dzisiejszego pozostała jedynie gotycka wieża.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tuż obok stoi romańska rotunda św. Mikołaja.

Obrazek

Oczywiście skorzystałem z dobrodziejstwa jakim jest posiadanie drona. Igor wzbija się na moment w przestworza....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Następnie przejazd przez stare miasto. Zdjęcia robię dosłownie jadąc. Zatrzymuję się tylko na rynku by wykonać kilka nieporuszonych zdjęć ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przejeżdżamy na czeską stronę i ścieżką rowerową przemierzamy park. Wynajdujemy market bo najwyższa pora zrobić pierwsze w dniu dzisiejszym zakupy ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Drogą krajową numer 11 jedziemy w kierunku granicy ze Słowacją. Postoje ograniczamy do minimum. Jednak by nie tłuc ciągle tej samej trasy odbijamy na Mosty u Jablunkova. Trzeba zrobić jeszcze jedne solidne zakupu po czeskiej stronie....
Sklep znajdujemy po sąsiedzku informacji turystycznej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Odbijamy na niewielką miejscowość Šance. Raz, że nowa trasa, a dwa, że na mapie zaznaczone są pozostałości twierdzy. W najwyższym punkcie pauza na posiłek. Igor leci na zwiady....

Obrazek

Obrazek

Twierdzę Velké Šance wybudowano w XVI wieku dla obrony przed Turkami. Obecny kształt gwiazdy nadano jej w XVII wieku. Do dziś zachowały się jedynie wały. Wszystko ładnie widoczne z góry.

Obrazek

Obrazek

Po raz kolejny w dniu dzisiejszym przekraczamy granicę państwową. Po słowackiej stronie stromy zjazd do miasta Čadca. Nie zatrzymujemy się tylko lecimy dalej, a pauzę mamy na naszym ulubionym mostku ;)

Obrazek

Obrazek

W Krásno nad Kysucou szukamy sklepu. Pomaga nam w tym miejscowy starszy pan. Następnie wzdłuż rzeki Bystrzycy jedziemy genialną ścieżką rowerową do Starej Bystricy.

Obrazek
Obrazek

Obrazek

Teraz przychodzi się nam zmierzyć z przełęczą Lutiška. Grzesiowi podjazd poszedł całkiem sprawnie, a ja się niestety mocno męczyłem bo końcówka jest bardzo stroma.

Obrazek

Obrazek

Zjeżdżamy do głównej drogi i odbijamy na Terchovą. Tam kolejne zakupy i wspólnie postanawiamy zdobyć szczyt Oblaz bo od niedawna stoi tam ciekawa wieża widokowa. Wzniesienie nie jest wysokie, ale nieźle się wymęczyliśmy wpychając do góry rowery. Widoki z góry jednak wynagradzają wysiłek ! Cała Mała Fatra na dłoni, a na pierwszym planie Terchova.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Igor też podziwia...

Obrazek

Obrazek

Niestety prognozy pogody na popołudnie zaczynają się sprawdzać. Nadciągają chmury burzowe i zaczyna grzmieć. Na razie tylko gdzieś w oddali, ale zanim zdobyliśmy przełęcz Rovná hora zaczyna kropić deszcz. Zjeżdżamy do Zázrivá gdzie próbujemy przeczekać oberwanie chmury na przystanku autobusowym. Deszcz za bardzo nie chce ustać, więc postanawiamy jechać dalej w padającym deszczu. Nie było to przyjemną rzeczą, ale co zrobić jak nas czas zaczyna gonić.
Z Parnicy jedziemy wzdłuż Orawy do jej ujścia w Wagu. Odbijamy na Ružomberok. Główna trasa mimo sporego ruchu jest całkiem bezpieczna ponieważ jest dość szeroki pas awaryjny. Jedzie się nam bardzo szybko. Nawet deszcz ustał. Problem w tym, że droga bardzo nierówna i w zagłębieniach/koleinach zebrało się duże ilości wody. Tak ufajdany jadąc rowerem już dawno nie byłem :(

Obrazek

Obrazek

W Ružomberoku ostatnie zakupy. Wypogadza się na dobre. Odbijamy na Bańską Bystrzycę. Po 12 kilometrach czeka nas największe wyzwanie w dniu dzisiejszym - podjazd na Smrekovice. Wiedziałem, że będzie stromo, ale nie że aż tak bardzo ! Zmęczenie po tak długim dniu dawało już o sobie znać i był nawet moment, że chciałem zsiąść z roweru i dalej prowadzić. Jednak wytrwałem i wjechałem na górę. Oczywiście Grzesiu był tam znacznie wcześniej ;)

Na noc rozbijamy się w wiacie turystycznej. Znaczy ja się rozbijam pod wiatą, a Grzesiu na zewnątrz pomiędzy drzewami ;)
Fajnie, że udało się zrealizować dzisiejszy plan i dotrzeć do wyznaczonego celu. Duża suma przewyższeń i 313 kilometrów zrobiły swoje. Zasypiam jak dziecko :)

Obrazek

Obrazek

Album ze zdjęciami dostępny pod adresem: https://photos.app.goo.gl/wXoXQPCLacxKR2h47


cdn....
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2108
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 06 sierpnia 2018, 15:34

Kráľova hoľa 2018 - dzień 2 - I ponownie tam wjechaliśmy .... - 31.05 - 03.06.2018

Noc mija wyjątkowo spokojnie, choć nad ranem jest dość chłodno. Poprzedniego dnia nieźle daliśmy sobie w kość i teraz nie za bardzo chce się nam wstawać. Co prawda na dziś mamy w planach tylko albo i aż wjechać na szczyt Kráľova hoľa. Odległościowo to nawet nie połowa naszego wczorajszego dystansu za to sporo będzie pod górę ;)

Obrazek

Z rana robię obchód okolicy. Do drogi zbieramy się przed dziewiątą. No początek dnia wyznaczyliśmy sobie przejazd przez park narodowy Wielkiej Fatry. Wiedzie tamtędy oznakowana trasa rowerowa w kierunku Ružomberoka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Bardzo liczyliśmy na widoki i nie rozczarowaliśmy się. Przemierzamy szlak, który wiedzie przez górskie łąki. Widoki są ładne chociaż powietrze trochę mało przejrzyste przez wilgoć po wczorajszych opadach deszczu. Wiele razy zatrzymujemy się na zdjęcia bo warto :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Będąc w tych rejonach nie sposób pominąć górskiej osady Vlkolinec.

Obrazek

Grupa 45 zabudowań tworzy żywy skansen architektury ludowej. Żywy ponieważ w dalszym ciągu mieszkają tu ludzie. Zapewne w przyszłości cała miejscowość stanie się typowym "skansenem" ponieważ społeczeństwo starzeje się, a młodzi ludzie przeważnie wyjeżdżają do większych miast. Drewniane domy na kamiennych fundamentach pochodzą przeważnie z XIX wieku.

Od 1993 roku osada jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z tego co zważyłem w miejscowości funkcjonuje jedna niewielka knajpa. Prowadzą ją młodzi sympatyczni ludzie. Jest piwo i to nawet w przystępnej cenie, więc nie może być inaczej jak skorzystanie z okazji rozkoszowania się zimnym złocistym trunkiem.

Obrazek

Obrazek

Jeszcze kilka kadrów z lotu ptaka i można zjechać wąską i stromą drogą na dół do miasta.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z Ružomberoka odbijamy na wschód. Załapujemy się w peleton z trójką Niemców podróżujących podobnie jak my. Jednak oni jadą na kolarzówkach tak na lekko. Chłopaki chyba się wystraszyli, że dwóch gości na góralach z sakwami trzyma się ich koła. Grzesiu to nawet przez moment myślał by ich wyprzedzić. Jednak wcześniej skręcili na boczną drogę ;)

Obrazek

Pauzę na posiłek robimy w miejscowości Liptovský Michal. Mimo, że na mapie zaznaczony jest tam sklep to ten nie funkcjonuje już od jakiegoś czasu.

W miejscowości stoi kościół św. Michała w stylu gotyckim, który pochodzi z drugiej połowy XIII wieku,a przy kościele drewniana dzwonnica, która jest zabytkiem architektury ludowej z XVII wieku.

Obrazek

Obrazek

Teraz trzeba nam objechać jezioro liptowskie(Liptovska Mara). Po drugiej stronie ulokowany jest Liptovský Mikuláš. Byłem tu kilka razy, ale za każdym razem było to dość późno i zamiast zobaczyć to miasto myślałem tylko by znaleźć miejscówkę na spędzenie nocy. Teraz z racji pełni dnia trochę się tu pokręcę. No i ważna rzecz by zrobić solidne zapasy w jakimś sklepie.
Główny plac w mieście dość obszerny. Sporo tu zieleni. Szkoda, że niebo się zachmurzyło...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W poszukiwaniu sklepu trafiamy na klasycystyczno-secesyjną synagogę.

Obrazek

Obrazek

Kierujemy się wzdłuż Czrnego Wagu. Za zbiornikiem retencyjnym rozpoczynamy podjazd na przełęcz Priehyba. Wypogadza się odrobinę. Na przełęczy tej byliśmy dwa lata temu. Jednak wówczas podjeżdżaliśmy zupełnie nowiutkim asfaltem od strony południowej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Szybki zjazd do miejscowości Heľpa. Mamy nadzieję na otwarty jeszcze sklep. Sklep niestety już zamknięty, ale widząc nasze spragnione mordy właściciel lituje się i otwiera nam ;P
Robimy spore zapasy.

Obrazek

Do celu już niedaleko. Tylko, że czeka nas spore wyzwanie jakim jest jedenastokilometrowy podjazd na drugą po Krywaniu narodową górę Słowaków - Kráľovą hoľę.
Trasa jest nam dobrze znana. Odwiedzamy te okolice wspólnie już trzeci raz.

Obrazek

Obrazek

Oczywiście ze względu na późną porę dnia wiemy iż po raz kolejny nie zdążymy na zachód słońca. Zresztą na taki się dzisiaj i tak nie zanosi. Każdy z nas podjeżdża swoim tempem. Ja oczywiście zostaję gdzieś daleko z tyłu.
Jakieś dwa kilometry od szczytu Grzesiu jakby zwolnił. Myślałem, że po prostu na mnie czeka byśmy mogli wspólnie dotrzeć na szczyt. Prawda jest inna. Na jeszcze jasnym niebie dostrzega sylwetkę niedźwiedzia ! Mi nie było to dane bo zanim pokonałem te kilkaset metrów misio już się oddalił. Mimo wszystko była pewna obawa przed tym drapieżnikiem. Włączamy wszystkie lampki na pełną moc i dość głośno rozmawiamy aż do samego szczytu.

Z racji, że szczyt ten jest dość popularny wśród turystów nie liczyliśmy i tym razem byśmy zastali pomieszczenie dla turystów wolne. Zawsze było ono przez kogoś zajęte. Więc jakie był nasze zdziwienie gdy się okazałe iż na górze nie ma żywej duszy. Fajnie! Mamy schron dla siebie. Będzie można podładować sprzęt elektroniczny bo do dyspozycji są dwa gniazdka. A sam schron to tak jakby przedsionek w obiekcie nadajnika znajdującego się na szczycie.

Ja zalegam wewnątrz natomiast Grzesiu decyduje się zawisnąć w hamaku na zewnątrz ;)

Obrazek

Obrazek

Dzisiejsze statystyki nie powalają....

Obrazek

Obrazek

Galeria dostępna pod linkiem: https://photos.app.goo.gl/Ac51qbLTQkroZai79

cdn...
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2108
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 14 sierpnia 2018, 17:48

Kráľova hoľa 2018 - dzień 3 - Od słońca po nawałnice.... - 31.05 - 03.06.2018

Nie ma co ukrywać, ale w tym roku nie będziemy mieć takiej pogody jak chociażby dwa lata temu. Wówczas była delikatnie mówiąc widokowa uczta ;)

Obrazek

O świcie powietrze bardzo mętne. Tatry Wysokie ledwo są widoczne. I tak powinniśmy się cieszyć, że jeszcze nie dotarły do nas burze widoczne gdzieś nad Węgrami. Grzesiu jeszcze śpi, a ja robię sobie poranny spacer po okolicy rozległego wierzchołka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Igor wzbija się w powietrze. Widać, że 300 metrów wyżej powietrze jest bardziej przejrzyste. Szkoda tylko, że nie ma słońca i zdjęcia są takie sobie....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dość szybko rozpoczynamy zjazd. Tradycyjnie zatrzymujemy się przy zagłębieniu terenu gdzie o tej porze roku zalega jeszcze śnieg. Sesja z kwiatami górskimi i spadamy na dół.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Około cztery kilometry od szczytu kończy się droga asfaltowa i zaczyna szuter. Na przełęczy "Predne sedlo" nowość dla nas nowo otwarta chata pod Kralovą holou. Oczywiście o tej godzinie bufet jeszcze nieczynny.

Obrazek

Zjeżdżamy do Šumiaca gdzie odbijamy na trasę rowerową do miejscowości Telegart. Mieliśmy miejscami małe zwątpienie jak jechać bo trasa trochę kiepsko oznakowana i musieliśmy korygować nasze pomyłki przedzierając się przez łąki z wysoką trawą. Pogoda za to zrobiła się taka jaka powinna być gdy byliśmy tam na górze ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zjazd do Telegartu po drodze pełnej śmieci. Jeżeli są osiedla Romów to wiadomo czego można się spodziewać. Robimy zakupy i podjeżdżamy na przełęcz Besnik. Kilka kilometrów zjazdu do doliny rzeki Hnilec i odbijamy na wschód. Po minięciu Dobszyńskiej Lodowej Jaskini odbijamy na przełęcz Kopanec.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na przełęczy wielu cyklistów. Większość na elektrykach. Powoli też następują zmiany w pogodzie. Nadciągają zapowiadane burze. Słychać już nawet jej pomruki....Zjeżdżamy bardzo krętą drogą. Niestety jest też bardzo dziurawa. Na domiar złego w dolnej części brakuje zupełnie asfaltu i jest tylko tłuczeń, który ubija walec drogowy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trafiamy na jakiś wyścig kolarski. Wśród uczestników jedna z naszych znajomych. Że też w ferworze walki dała radę nas poznać i jeszcze pozdrowić ;P

Obrazek

Obrazek

Deszcz coraz bliżej, ale jak na razie udaje się nam uciec. Wpadamy do Popradu. Tam zaglądamy tylko na rynek, zresztą całkiem ładny. Pożądane zakupy i ruszamy na zachód rewelacyjną ścieżką rowerową nad rzeką Poprad. Tu nas dopada burza ciągnąca znad Tatr.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Naszym dzisiejszym celem było wjechanie nad Popradzki staw. Jednak w taką pogodę postanowiliśmy odpuścić. Tym bardziej, że w miejscowości Tatrzańska Štrba dopada nas konkretna zlewa. Przeczekujemy ją w knajpie, a później już główną drogą w kierunku Liptovskiego Mikulasza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W miejscowości Vażec duży niemiecki cmentarz wojenny(1939-45). Jest on największy z sześciu oficjalnych cmentarzy niemieckich na Słowacji. Liczba grobów to około 6,5 tyś. Nekropolia jest dość młoda bo powstała w 1998 roku po ekshumowaniu szczątków żołnierzy z całej okolicy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pogoda się stabilizuje. Wychodzi nawet zza chmur słońce. Ciuch zaczynają schnąć. Po wrednych podjazdach drogą krajową docieramy do Liptovskiego Mikulasa. Zakupy i odbijamy w kierunku Zuberca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Grzesiu wymyślił trasę rowerową, po której w wielu miejscach nie dało się po prostu jechać bo albo było tak stromo albo były skały. mimo wszystko uznaliśmy, że była to ciekawa trasa z fajnym tarasem widokowym na wąwóz z płynącym potokiem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wymęczeni docieramy do Zuberca. Tam przerwa na piwo przy fontannie.

Obrazek

Obrazek

Teraz kilkanaście kilometrów z dość dużą prędkością do Tvrdosina gdzie wcześniej sobie upatrzyliśmy wieżę widokową na szczycie Borova. Co prawda wieża bardziej przypomina ogromną ambonę myśliwską ale na biwak się jak najbardziej nada ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Album ze zdjęciami pod linkiem: https://photos.app.goo.gl/ALzWN6HGWWzBW4vc6


cdn...
Odpowiedz