3 tygodnie w Gruzji 4 część - Batumi.

Tu przedstawiamy nasze relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

ela
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 80
Rejestracja: 06 maja 2012, 18:38
Lokalizacja: Goczałkowice-Zdrój

3 tygodnie w Gruzji 4 część - Batumi.

Post autor: ela » 03 sierpnia 2018, 16:36

02 lipca wyruszamy z bagażami w kierunku wybrzeża Morza Czarnego.
Na drogę zostajemy wyposażeni w wodę z lodem, buteleczkę Chachy i butelkę wina domowej roboty.
Delektujemy się tym przez cały pobyt w Batumi.

Ciekawe: W Gruzji wszyscy mają jednakową emeryturę – 180 lari. Jest to bardzo mała kwota, a więc wszyscy dorabiają jak się tylko da.
Jest też duże bezrobocie. Jedni drugim, szczególnie w rodzinie, załatwiają jakiś zarobek.
Korzystamy więc z atrakcyjnych cen i wygodnie przemieszczamy się z miejsca na miejsce unikając jak ognia pośrednictwa Polaków bo wtedy cena usługi jest przeważnie dwukrotnie wyższa
Po drodze odwiedzamy kolejny bazar.
Nie wiem dlaczego, ale te bazary działają na mnie jak afrodyzjak.
Uwielbiam tę atmosferę, zapachy przypraw i owoców.......
Kupujemy szafran, kinze /rośnie podobno tylko w Gruzji – my jej smak mamy w kiełbasie kindziuk /, gruzińską herbatę na wagę, a raczej na miarki z plastikowych kubków, tzw. „stakaniki”

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Bez problemu dojeżdżamy 02 lipca w południe do naszego mieszkania w Makhinjuari, małej nadmorskiej miejscowości turystycznej na obrzeżach Batumi.
Do oddalonego o 8 km centrum Batumi co 5 minut kursują busy.
Cena za 1 osobę 0,5 lari, a więc ok 0,75zł.
Do plaży mamy 200m, ale najpierw trzeba pokonać jezdnię i tory kolejowe.
Nie jest źle. Kierowcy , co prawda nie respektują przejść dla pieszych, więc trzeba ich zmuszać, aby się zatrzymali, pociągi jeżdżą powoli i sygnałem dźwiękowym dają znać, że jadą.
Jest więc w miarę bezpiecznie.
Kierowcy gruzińscy: tyle się naczytałam o «szalonych Iwanach»......... Mnie osobiście ich jazda się podoba!!!
Jeżdżą szybko, pewnie, wyprzedają «na styk», ale bezpiecznie!
Wyobraźcie sobie jazdę po górskich serpentynach . Ja jako kierowca pewnie wlokłabym się za jakimś tirem i moja podróż trwałaby 5 razy dłużej.
A oni «myk, myk» i już po wszystkim. Często używają sygnałów dźwiękowych – prawda, ale oprócz migacza, ostrzegają wyprzedzany samochód.
Przejechaliśmy po Gruzji prawie 2 tysiące kilometrów i.... nie widzieliśmy ani jednej stłuczki.
Jak już pisałam na przejściach dla pieszych nie jest bezpiecznie wyjątkiem Batumi – tu już dotarła Europa .
Rzadko się zatrzymują, aby przepuścić pieszych. Ale, jak w końcu któryś z kierowców ma zamiar się zatrzymać, przed przejściem włącza światła awaryjne i pieszy wie, że może przechodzić.
Niestety Batumi – gdzie miało być słodkie lenistwo i leżenie na słońcu – powitało nas deszczem.
I tak miało być przez kolejne dni. A tam zaplanowaliśmy 7 dni pobytu.
Ale w sumie było nie najgorzej. Udało się wyłuskać trochę pogody na zwiedzanie, a nawet na plażowanie.
Od razu po przyjeździe jedziemy do Batumi.
«Cudowna maszynka « Janka każe nam wysiąść na dłuuuuuuuuuugo przed centrum. Ale wybaczamy «cudownej maszynce», bo dzięki tej pomyłce trafiamy na targ rybny. Kupuje się tam rybę, którą czyszczą , a w restauracyjce obok smażą, gotują – według życzenia.
Byliśmy tam częstymi gośćmi!!! Kolejny raz zajadaliśmy się mulami.
A potem mulami i smażonymi rybami. Ale rozpusta!!!!! Nabrzeżem przechodzimy dalej i zabieramy się za pierwsze zwiedzanie nieznanego nam dotychczas miasta.
Zaczynamy od Starego Miasta. PLAC PIAZZA – wybudowany w stylu weneckim. Obok znajduje się kościół św. Mikołaja, a dalej Kościół Gregoriański. Na Placu Europejskim jest pomnik MEDEI- gruzińskiej księżniczki. Pomnik jest symbolem Europy i Gruzji. Jest tu też ciekawa kamieniczka z frontem w kolorach tęczy i złoty dach oraz bardzo ciekawy zegar - / Astronomical clook /.
Wędrujemy dalej na deptak nadmorski. Napotykamy wieżę alfabetu gruzińskiego. Jest ona w formie spirali DNA, w którą wpisane są litery. Jest szklana winada na wieżę, z której można podziwiać panoramę miasta. Wśród naszych uczestników wycieczki nikt nie przejawia chęci wyjechać na górę / tu muszę się poprawić – na górę chciał wjechać Jędral, ale nie znalazł wśród nas towarzystwa, więc zrezygnował. Cóż jak się to mówi «dla towarzystwa nawet Cygan dał się powiesić»/.
Delfinarium omijamy.
Jest też wieża Cha chy.
Podobno codziennie o 19 z czterech otworów leje się cha cha.
Sprawdziliśmy – nie leje się!!!
Deptak jak deptak. Dużo hałasu, tłumy ludzi.
Przede wszystkim słychać język rosyjski.
Wrócimy tu niebawem, bo w jedno popołudnie nie zdążyliśmy wszystkiego zobaczyć.

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Na nadmorskim bulwarze jest piękny, podświetlany, ruchomy pomnik Ali i Nino. Symbol przyjaźni gruzińsko-azerbejdżańskiej. Ona - Nino - Gruzinka, on - Ali - muzułmański Azer. Nieszczęśliwa miłość, opisana w powieści azerskiego pisarza, która była kanwą do powstania pomnika. Postacie metalowe, zbliżające i oddalające się od siebie. Autorką pomnika jest Tamara Kvesitadze. Pomnik był zatytułowany " Kobieta i mężczyzna", później nazwano go "Pomnik Miłości". Teraz wszyscy nazywają go pomnikiem "Ali i Nino".

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Kolejny dzień to wycieczka do ogrodu botanicznego.
Mimo lekkiego deszczyku , ubieramy peleryny i .... jedziemy marszrutką.
Ogród założył rosyjski botanik i geograf KRASNOW / po śmierci został tu pochowany /.
Ogród leży na urwistym brzegu morza. Podzielony jest na 9 rejonów geograficznych: Zakaukazie, Australia, Himalaje, Nowa Zelandia, Azja Wschodnia, Ameryka Północna, Ameryka Południowa, Meksyk,
I Basen Morza Śródziemnego.
Okazało się, że pogoda była dla nas ostatecznie łaskawa tego dnia.
Wyszło niebawem już na pierwszej alejce słońce i ogród zwiedziliśmy przy pięknej pogodzie!

Po południu jedziemy na nasz targ rybny na obiadek.
Pierwszy raz wybraliśmy 2,5 kg łososia – ugotowali nam go w ziołach – coś niesamowitego jaki smak!!!
Do tego gruzińskie winko. Nawet niepijący Janek delektuje sie winkiem.

Pod wieczór korzystamy z dobrodziejstw naszej pobliskiej plaży, każdy na miarę swoich życzeń!!!!!!

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Następny dzień, a więc następna wycieczka. Niebo zaczyna się przecierać, więc jest szansa na ładną pogodę. Peleryny jednak bierzemy na wszelki wypadek.
Najpierw busem do Batumi a potem miejskim autobusem do GONIO.
Forteca Gonio znajduje się ok. 15 km na południe od Batumi, 4 km od Sarpi – granicy z Turcją.
Jest to podobno najlepiej zachowana rzymska fortyfikacja na świecie. Położona jest u ujścia rzeki Czoroch do Morza Czarnego. Niektórzy z nas spacerują po murach fortecy , inni zadawalają sie spacerem pod murami podziwiając pięknie utrzymany ogród z krzewami kiwi i khaki.
Odwiedzamy Muzeum Archeologiczne, zatrzymujemy się przy grobie św. Macieja /Mateusza/ – jednego z 12 apostołów.
Przyglądamy się pracom polsko-gruzińskiej ekipy archeologicznej.

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Idziemy na plażę – tu woda jest podobno najczystsza na gruzińskim wybrzeżu. Jest już pora obiadowa, więc po drodze zaglądamy do reklamowanego w Internecie Reggae Baru prowadzonego przez Polaków.
To co tam zastajemy............... W ogóle obudziliśmy gospodarzy, nic się nie gotuje, ani nie piecze........ jednym słowem brud itd.
Plaża jest za to zadbana. Krystaliczna woda jest nawet ciepła z czego skrzętnie tylko Janek korzysta. Idziemy następnie na szaszłyki do Gruzinów i wracamy do Makhinjuari na kwaterę.
Stało się naszym zwyczajem, że po każdej wycieczce robimy wspólnie zakupy, przygotowujemy kolację i celebrujemy posiłek.
Najczęściej to sałatka pomidorowa z ogórkami i cebulką, prawdziwie wędzone udka z kurczaków lub konserwa rybna i gruziński chleb z pysznym gruzińskim masłem.
Gruziński ser, raz mniej , raz bardziej słony, który nam na ogół bardzo smakuje.
Mamy tu do dyspozycji olbrzymi zadaszony taras, więc jest gdzie posiedzieć.
Wiesia dokarmia ciężarną kotkę, a Jędral daje kostki Maksowi – 8 miesięczny buldog, który okazuje się nie pieskiem ale suczką, o czym chyba nawet właściciele nie wiedzą, bo raczej się nim nie zajmują.

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Pod wieczór Janek z Jędralem penetrują jeszcze pobliskie wzgórza / panie odpoczywają po trudach wycieczki / w poszukiwaniu ciekawych miejsc a trafiła im się nie lada gratka w postaci małej zapomnianej chyba trochę świątyni.
Napotykamy też olbrzymie kontrasty budowlane tego rejonu i ciekawą roślinność, głównie bananowiec. Najedli się przy okazji różnego rodzaju dojrzałymi owocami.

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek [imghttps://scontent.fwaw7-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/38218460_1746543545400903_8623419784832221184_n.jpg?_nc_cat=0&oh=7a590c3bb1d22943a06752a2f6fba056&oe=5BC84145][/img] Obrazek

Rano następnego pakujemy się do «elektriczki» i jedziemy nią 50 km do Ureki.
Wysiadamy jedną stację przed Ureki i dochodzimy do czystej, czarnej, prawie bezludnej plaży.
Plaża z magnetycznym piaskiem, który podobno czyni cuda.
Leczy układ nerwowy, kostny i krążenia. Trzeba więc wygrzać stare kości.
Na szczęście piasek nie zostawia plam. Jest kąpiel słoneczna i morska, po której nie możemy wypłukać czarnego piachu z kostiumów kąpielowych.
Janek bardzo poważnie podszedł do leczniczych właściwości magnetycznego piasku i przy pomocy Jędrala cały zakopuje się w piachu.
Obok nas chodzą krowy. Chmurka nagle przygoniła przelotny deszcz, przed którym chronimy się pod daszkiem niezamieszkałego domku.
W drodze powrotnej / wracamy tym razem marszrutką / zauważamy kolejną fortecę, do której postanawiamy nazajutrz się wybrać.
KROWY – TO OSOBNY TEMAT. Są . / to taki akcent indyjski /.
Krowy to nieodłączny wizerunek Gruzji. Spotykamy je wszędzie.
Pasą się na przyległych do dróg pastwiskach, wychodzą na drogi szybkiego ruchu, zalegają na asfalcie........ Wszyscy kierowcy je omijają, czekają aż przejdą, nikt się nie denerwuje, nikt nie używa sygnałów dźwiękowych.
My z Wiesią obserwowałyśmy te, które wychodzą najwyżej.
Chodząc «po szlakach» widzimy krowy bardzo wysoko.
Rozumiemy, że za pożywieniem, powoli wspięły się na 2000m z hakiem, ale jak stamtąd zlazły??????????????
Pozostaje nie tylko dla nas słodką tajemnicą.

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Po południu uzupełniamy zwiedzanie Batumi, gdzie jeszcze wcześniej nie dotarliśmy. Między innymi plac z Pomnikiem Neptuna i dokładnie penetrujemy całą Promenadę i część portową Batumi.
Sprawdzamy też czy nie leci przypadkiem z wieży nadmorskiej Chacha?
Odwiedzamy także na koniec dnia targ rybny.
Wiesia z Jankiem jedzą tym razem smażoną rybę ponoć bardzo smaczna a my z Jędralem kazaliśmy sobie ugotować 2 kg smakołyków w muszelkach.

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Następnego już 7 a więc ostatniego dnia pobytu nad Morzem Czarnym w Makhinjuari jedziemy marszrutką w stronę Kobuletti.
Przy napisie PETRA wysiadamy i znajdujemy się w ruinach pamiętających Bizancjum.
Jest to forteca z lat 527 – 565 za czasów bizantyjskiego imperatora Justyniana I. Usytuowana jest na skarpie wysuniętej w morze.
Dawno temu było tu też miasto Petra ok. km wysunięte – ale morze je zabrało. Obchodzimy ruiny, wspinamy się na górę, gdzie w najwyższym punkcie stoi przerdzewiały krzyż.
Robimy zdjęcia i podziwiamy widoki – dziś piękna słoneczna pogoda.

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Po powrocie plaża.
A wieczorem spacer po deptaku nadmorskim i koncert tańczących fontann.

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Rano żegnamy się z gospodarzami i jedziemy taxi na 3 ostatnie dni do Kutaisi. Gospodarze są dla nas mili, ale...... traktują nas z rezerwą.
Wynika to z tego, że w sprawie ceny odwołaliśmy się do Bookingu.
Na tydzień przed naszym wylotem dostaliśmy z Batumi informację, że cena naszego zakwaterowania wzrosła o 150%.
Korespondencja z właścicielami nie odniosła skutku więc zadzwoniliśmy do Booking. com
WAŻNE!!!
Biuro ma polskiego przedstawiciela, jego nr telefonu znajduje się na umowie.
Po 24 godzinach dostaliśmy informację, że mamy zapłacić cenę, na którą została zawarta umowa.
Jak to dobrze czytać w umowie wszystko to co jest napisane drobnym druczkiem.
Jędral
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1241
Rejestracja: 25 lutego 2009, 8:29
Lokalizacja: Katowice

Re: 3 tygodnie w Gruzji 4 część - Batumi.

Post autor: Jędral » 22 sierpnia 2018, 21:35

4
Sam możesz wybierać los, zrozum to, wejdź na szczyt! - Adam Sikorski
NORMALNOŚĆ TO ILUZJA. TO CO JEST NORMALNE DLA PAJĄKA ... JEST CHAOSEM DLA MUCHY - Morticia Addams
Odpowiedz