Dłuższy weekend w Tatrach

Tu przedstawiamy nasze relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Kovik
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1497
Rejestracja: 18 maja 2010, 22:59
Lokalizacja: Stalowa Wola / Warszawa
Kontakt:

Dłuższy weekend w Tatrach

Post autor: Kovik » 09 września 2018, 13:16

- Mam zielone światło na urlop – powiedziała mi Basia.
- Oki to teraz moja kolej, aby mi dali.
Tak się zaczęło moje „dziobanie”, aby wykorzystać trzy dni urlopu nagrodowego w pracy. Koniec końców udało się dostać i przedłużyć długi sierpniowy weekend. Wybieramy Tatry Słowackie. Tam Basia ma jeszcze sporo do nadrobienia. Po 4 godzinach jazdy stajemy na krótką drzemkę w Nowym Targu i następnie na parkingu przy Białej Wodzie parkingowy kasuje 6 euro, zaskakując przy tym znajomością miejscowości z tablic rejestracyjnych. Dziś miało być lajtowo, więc wybieramy Jagnięcy Szczyt.
Trasa do schroniska mija nam dosyć szybko. W międzyczasie mijamy Kovalcikową Polanę i się śmiejemy, że mamy swoje miejsce w Tatrach. Pokazuję swojej połówce i opisuję szczyty i opowiadam o planach jakie mam na przyszłość. To już jej nie przypadło do gustu. Po wypiciu wielkiej szklany kofoli zaczynamy się piąć na stromy próg Doliny Jagnięcej gdzie dopada mnie cukrowy kryzys. Przy Czerwonym Stawie uzupełniam braki, ale Basia ma dalej nietęgą minę. Widzę, że coś się dzieje niedobrego. Następuje „wyjęcie baterii” i na wysokości ok. 1900 m Basia mówi, że dalej nie pójdzie i powoli będzie sobie schodziła. Mamy się spotkać przy schronisku, więc ja ekspresowym tempem skracając gdzie się da, wbijam się na szczyt. Widoki jakie miałem będąc tam ostatnio były wzorowe. Tym razem ciemne chmury przewalające się przez niebo ograniczają je. Mimo to postanawiam posiedzieć chwilę. Miałem pomysł, aby zejść sobie Koperszadzką Granią, ale pomyślałem, że za długo by to czasu zajęło i Barbara zaczęła by się martwić. Schodzę więc szlakiem jak biały człowiek wyglądając ostrego odbicia w lewo na Kołowym Przechodzie. Będąc tam pierwszy raz zapędziłem się dalej w stronę kołowej Przełęczy, więc wiem że należy być uważnym. Takiej wiedzy chyba nie miała czwórka turystów, którą zawróciłem na dobra drogę. Po 50 minutach jesteśmy już w komplecie przy schronisku. Basia przygruchała sobie przy Czerwonym Stawie dwójkę polaków i tak sobie spędziła czas na pogawędce. Droga powrotna doliną równie szybko minęła jak i w górę. Pozostało nam jeszcze zjeść coś pożywnego kąpiel i spać. Tak też się stało. Gdy na niebie świeciło jeszcze słońce my już smacznie spaliśmy.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Obrazek

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

>>> http://gorolotni.blogspot.com/2018/08/z ... zczem.html <<<
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Drugiego dnia wstaliśmy dosyć wcześnie bo już o 5.30 Niby wcześnie rano, ale 9 godz snu wystarczyło, aby zregenerować siły. Plan był prosty: przechodzimy przez Czerwoną Ławkę z jednej doliny do drugiej. W tym przypadku też już wędrowałem tą trasą. W Starym smokowcu jesteśmy coś ok. 7 rano patrzymy a pierwsza kolejka na Hrebeniok odjeżdża o 7.30. Szybkie kalkulacje w głowie i wychodzi, że czekając na nią zaoszczędzimy trochę sił a czasowo wyjdzie mniej więcej to samo. Z Siodełka ruszamy czerwonym szlakiem przez Wodospady Zimnej Wody i Chatę Zamkowskiego. Odcinek ten mija nam dosyć sprawnie. No bo jak mogło być w sumie inaczej. Basia jest pod wrażeniem miejscówki Chaty Zamkowskiego. Po króciutkim postoju wykorzystanym na wyrównaniu oddechu, ruszamy ku kolejnej chacie: Chacie Teryho. Szybko przemierzamy kolejne setki metrów. Wychodzimy z lasu, następnie kosówki. Zdobywam plusy u „kochanej” recytując nazwy szczytów widocznych naokoło. Dolina Małej Zimnej Wody pierwszym razem sprawiła m i więcej problemów kondycyjnych. Tym razem obyło się bez tych problemów. Do schroniska dochodzimy w wyborowych humorach. Posilamy się ichnią zupką czosnkową i kapuśniakiem. Obydwie „dupy nie urwały”. Robimy parę fotek i ruszamy ku przełęczy. Ludzi spora liczba – będzie tłok. Sprawnie obchodzimy Lodową Grań i zakosy doprowadzające pod łańcuchy. Ku zdziwieniu innych przyoblekamy się w kaski i ruszamy na: najtrudniejszy szlak w Tatrach Słowackich. Jak dla mnie najtrudniejszą „rzeczą” na tym odcinku są właśnie tłumy. Kilka razy leciały na nas może nie wielkie, ale kamienie wielkości pięści. Hop hyc, hop hyc i jesteśmy na Ławce. Mówię kochanej, aby poczekała chwilę a ja sam wspinam się wyżej w kierunku Małego Lodowego Szczytu. Króciutki odcinek – bo przeszedłem może jakieś 50 metrów wyżej sprawił mi mnóstwo radości. Widziałem troje ludzi schodzących ze szczytu i myślę, że tą drogę muszę dopisać do swojego długoterminowego planu. Wracam do Basi tam robimy sobie i innym fotki i schodzimy w stronę kolejnego już schroniska tego dnia. Ale do niego jeszcze długa droga. Początkowo żółwim tempem po osypujących się kamieniach aż do wielkich skał, które uformowały naszą trasę. Co chwila pytam, czy może byśmy sobie skrócili i zeszli ku widocznej ścieżce na dnie Staroleśnej Doliny, ale Barbara ostro chce odwiedzić Zbójnicką Chatę. Tak więc powoli z mozołem przemierzamy Strzeleckie Pola i następnie obchodzimy Jaworową Galerię i Zbójnicki Spad. W chacie spożywamy słodkości jakie mamy i kanapeczki, które smakują jak trociny, więc trzeba je popić piwem lub kofolą – co kto woli. Po trzech kwadransach rozpoczynamy mozolne schodzenie. Mamy dużo czasu więc się nie śpieszymy. Ale po jakimś czasie chce się już być na dole, więc co chwila mówię kochanej, że jeszcze 5-10 min co wywołuję najpierw salwę śmiechu a po godzinie już zdenerwowanie. W końcu po którejś już próbie mówię, że te 5 min to jest właśnie teraz Itak się staje, gdy wychodzimy na magistrale tatrzańską, która doprowadza nas do kolejki na Hrebenioku. W Starym Smokowcu zmierzając do sklepu Idziemy już na „automacie” – nogi nie chcą ale muszą. Na kwaterze spijamy po 2-3 piwka z właścicielem i grzecznie po czynnościach popołudniowo-wieczornych kładziemy się lulu.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

>>> http://gorolotni.blogspot.com/2018/09/w ... e-byo.html <<<
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zanim położyliśmy się spać dnia wcześniejszego pytam:
- Byłaś już na Osterwie?
- Nie nie byłam tam. A daleko jest bo trochę się zmęczyliśmy prawda?
- (jak ja umiem czytać w jej myślach) Będzie to super dzień odpoczynkowy a zobaczysz, że widoki prima sort
- Super! Ufam Ci więc wodzu prowadź!
Dzięki temu mogliśmy pospać jakąś godzinę dłużej niż wczoraj. Po śniadaniu śmigamy Drogą Wolności na zachód. Po uiszczeniu standardowych 6 eu na lekko śmigamy asfaltem nad Popradzki Staw, gdzie po dłuuuższej chwili spijamy po pól litra. Kofoli oczywiście. Wg mapy mamy 27 zakosów na przełęcz. Myślę sobie, że sprawdzę czy się liczba zgadza, ale w między czasie gdzieś po …. 7 straciłem rachubę – albo chęci. Po drodze znowu dopada mnie cukrowy kryzys, ale już wiem jak z nim wygrać. Na szczycie jesteśmy po tabliczkowym czasie. Ludzi sporo. Fotogeniczne chmury przewalają się z prawa na lewo – lub odwrotnie. Recytując nazwy szczytów widocznych naokoło mam już kilku słuchaczy. Siedzimy, odpoczywamy, robimy zdjęcia ogólny luz. Po jakiejś godzinie rozpoczynamy zejście. Na dole odbijamy jeszcze na symboliczny cmentarz, spełniając kolejne marzenie Basi. Po powrocie do auta i na kwaterę szybki prysznic i udajemy się do Tatrzańskiej Łomnicy, gdzie przebywa na wczasach moja siostra z rodziną. Szwagier Wojtek już nie jednokrotnie wędrował z nami po górach i teraz jest w trakcie swojego „emeryckiego” projektu zdobywania WKT. Tymczasem próbuje przekonać swoje dzieciaki (10 i 7 lat) do gór. Tego dnia byli nad Zielonym Stawem Kieżmarskim i na pytanie jak Wam się podobały widoki itp starsza Weronika odpowiedziała: „No w sumie to było ładnie, ale to wszystko można w googlach zobaczyć, więc po co się męczyć”.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

>>> http://gorolotni.blogspot.com/2018/09/w ... erwie.html <<<
http://gorolotni.blogspot.com

Życie zaczyna się po trzydziestce
Awatar użytkownika
Darek Z
Moderator
Moderator
Posty: 734
Rejestracja: 20 maja 2014, 15:14
Lokalizacja: Chrzanów

Re: Dłuższy weekend w Tatrach

Post autor: Darek Z » 10 września 2018, 11:18

Kovik najpierw wyczyniasz jakieś sztuczki i akrobacje a później zbierasz datki do kapelusza na następny wyjazd ? :)

No piknie piknie to wygląda :)
>Pielęgnujcie przypadkową życzliwość i piękne czyny pozbawione sensu.<
Kobiety nie zmienisz-możesz zmienić kobietę ale to nic nie zmieni :)
https://www.youtube.com/watch?v=PoTZO3yLXPU
Awatar użytkownika
Kovik
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1497
Rejestracja: 18 maja 2010, 22:59
Lokalizacja: Stalowa Wola / Warszawa
Kontakt:

Re: Dłuższy weekend w Tatrach

Post autor: Kovik » 10 września 2018, 13:10

Darek Z pisze:
10 września 2018, 11:18
Kovik najpierw wyczyniasz jakieś sztuczki i akrobacje a później zbierasz datki do kapelusza na następny wyjazd ? :)

No piknie piknie to wygląda :)
Trzeba sobie radzić
http://gorolotni.blogspot.com

Życie zaczyna się po trzydziestce
Awatar użytkownika
PiotrekP
Administrator
Administrator
Posty: 7673
Rejestracja: 22 kwietnia 2009, 11:33
Lokalizacja: Świdnica
Kontakt:

Re: Dłuższy weekend w Tatrach

Post autor: PiotrekP » 12 września 2018, 22:33

Czy aby naprawdę szlak na Czerwoną Ławkę jest najtrudniejszy w Tarach słowackich ? Przecież tam nie ma żadnych przewieszek, czy "luftu" po nogami. Taki sobie szlak ubezpieczony. My od niego zaczynaliśmy naszą przygodę w Tatrach słowackich. Jeszcze jedno my też wchodziliśmy w kaskach i byliśmy jedynymi, którzy tak się zabezpieczyli.
Wspaniale spędzony czas, zazdroszczę Wam wspaniałej pogody. Szlak z zakosami widzieliśmy schodząc z Rysów i bardzo nas zainteresował, musimy Waszym śladem tam podążyć. Już drugi rok wybieramy się w Tatry i zawsze coś wypadnie przeciwko.
Góry są piękne i niech takie pozostaną.

Nasze Wędrowanie
Awatar użytkownika
jck
Turysta
Turysta
Posty: 3081
Rejestracja: 14 listopada 2007, 22:57
Lokalizacja: Katowice
Kontakt:

Re: Dłuższy weekend w Tatrach

Post autor: jck » 13 września 2018, 8:41

PiotrekP pisze:
12 września 2018, 22:33
Czy aby naprawdę szlak na Czerwoną Ławkę jest najtrudniejszy w Tarach słowackich ? Przecież tam nie ma żadnych przewieszek, czy "luftu" po nogami. Taki sobie szlak ubezpieczony.
O tym książki pisać... albo już nawet napisano ;)
Ja też mam wątpliwości w temacie, a po opisie Kovika też można wywnioskować, że specjalnie nie było o czym mówić w temacie trudności technicznych. Niemniej szlak jest ładny, zdecydowanie wart przejścia.

Basia, Kovik - super. Parę ładnych tras. Ja kiedyś policzyłem te zakręty (i z tego co pamiętam, byłem wówczas trzeźwy) i wyszło zgodnie z mapą. A może jednak z trzeźwością było na bakier... :oczynoela:
Życie nie zaczyna się powyżej 5000 mnpm. Powyżej 6000 mnpm tym bardziej...
Awatar użytkownika
Barbórka
Turysta
Turysta
Posty: 810
Rejestracja: 02 stycznia 2011, 21:12
Lokalizacja: Warszawa

Re: Dłuższy weekend w Tatrach

Post autor: Barbórka » 13 września 2018, 9:19

powiem Wam: Piotrku i Jacku, że ja tych trudności na Czerwonej Ławce nie czułam - Robert przed startem uspokajał mnie, że to trochę "przereklamowany" szlak - i zgodzę się z jego opinią. Ale cała trasa tego dnia była super i każdy znajdzie coś dla siebie.

Osobiście nie przepadam tylko za kruchym terenem na zejściu i tego typu odcinki zawsze są dla mnie nieatrakcyjne i wymagające; za dolomitowymi piargami też nie przepadam, także to się chyba nie zmieni :lol:
Awatar użytkownika
PiotrekP
Administrator
Administrator
Posty: 7673
Rejestracja: 22 kwietnia 2009, 11:33
Lokalizacja: Świdnica
Kontakt:

Re: Dłuższy weekend w Tatrach

Post autor: PiotrekP » 13 września 2018, 9:20

Masz rację Jacku, zresztą obie ławki są bardzo ciekawe i godne polecenia. Czerwona jest bardziej oblegana, a na Bystrej tłoku raczej nie ma.
Góry są piękne i niech takie pozostaną.

Nasze Wędrowanie
Awatar użytkownika
Barbórka
Turysta
Turysta
Posty: 810
Rejestracja: 02 stycznia 2011, 21:12
Lokalizacja: Warszawa

Re: Dłuższy weekend w Tatrach

Post autor: Barbórka » 13 września 2018, 9:26

jck pisze:
13 września 2018, 8:41

Basia, Kovik - super. Parę ładnych tras. Ja kiedyś policzyłem te zakręty (i z tego co pamiętam, byłem wówczas trzeźwy) i wyszło zgodnie z mapą. A może jednak z trzeźwością było na bakier... :oczynoela:
dobrze, że tam jest tak widokowo, bo te zakosy wprawiają człowieka w jakiś odmienny stan :oczynoela:

ale z ciekawostek w drodze powrotnej spotkaliśmy ekipę z kamerą - nie byłabym sobą, gdybym nie zapytała Panów w jakim celu idą na szczyt - okazało się, że chcieli nakręcić tam.... teledysk... :)
Awatar użytkownika
Barbórka
Turysta
Turysta
Posty: 810
Rejestracja: 02 stycznia 2011, 21:12
Lokalizacja: Warszawa

Re: Dłuższy weekend w Tatrach

Post autor: Barbórka » 13 września 2018, 9:28

PiotrekP pisze:
13 września 2018, 9:20
Masz rację Jacku, zresztą obie ławki są bardzo ciekawe i godne polecenia. Czerwona jest bardziej oblegana, a na Bystrej tłoku raczej nie ma.
Bystra Ławka jeszcze przede mną:)
w Tatrach Słowackich podoba mi się to, że nawet jak szlak jest oblegany, to się tego nie czuje, jak po polskiej stronie..
Odpowiedz